niedziela, 7 lutego 2021

"Wyspa łza" Joanna Bator


 

Podchodziłam do tej książki z pewną rezerwą, bo przemknęły mi kiedyś gdzieś niepochlebne recenzje. Niepotrzebnie, bo po sporej przerwie Bator ponownie zachwyciła mnie swoim językiem. Dodać jednak należy, że Wsypa łza nie jest powieścią, to rodzaj pamiętnika z podróży na Sri Lankę. Podróży wielowymiarowej - miała ona być momentem pisania kolejnej powieści, ale też podążaniem śladem zaginionej Sandry Valentine i poszukiwaniem mroczej bliźniaczki. Tej postaci, która tkwi w najgłębszym zakamarku duszy. 

To nie jest typowa powieść, Bator, tworząc ten poniekąd eksperyment literacki, zapewne zdawała sobie sprawy, że utwór tak odmienny od dotychczasowych niekoniecznie spotka się z entuzjazmem. To nie jest beletrystyka pełna akcji i ciekawych postaci, lecz pamiętnik z podróży, która nie jest konwencjonalnym wyjazdem, a raczej poszukiwaniem. Pełne melancholii spotkania, rozmowy i milczenie wypełniają strony, z pewnością nie mają one szans na porwanie czytelnika, na słynne "wciągnięcie" w akcję. Tu trzeba czasu i gotowości, by dać się autorce zabrać w swój świat. 

Mimo że jest to książka o autorce i jej poszukiwaniach, to sporo tu Sri Lanki. Wierzeń, spotkań, opisów, wrażeń, harmidru, zgiełku, biedy, niepokoju i cudownych fotografii. Swoisty reportaż z podróży, który wyłamuje się z wszelakich ram, a zarazem powrót do wcześniejszych utworów - wspomina się tu Piaskową Górę i Japonię, przewijają się motywy z poprzednich powieści. 

Przyznam, że nie jest to książka łatwa, wciągająca fabułą czy uwodząca postaciami, ale warto dać sobie i autorce czas, by poznać ją bliżej.

Moja ocena: 4/6

Joanna Bator, Wyspa łza, 304 str., Wydawnictwo Znak 2015.

sobota, 6 lutego 2021

"Gatið" Yrsa Sigurðardóttir

 


Czwarty tom z komisarzem Huldarem i psycholożką Freyą w rolach głównych jest o wiele bardziej udany od poprzedniego. Wprawdzie i tutaj nie udało się Yrsie uniknąć powtórzeń (niczym na początku każdego serialowego odcinka), ale interakcje między policjantami i psycholożką nie były aż tak dziecinne, co nie oznacza, że całkowicie inne. Huldar nadal zachowuje się jak w przedszkolu jeśli chodzi o znienawidzonego kolegę Joela, a jego rozmowy z szefową Erlą wciąż nie osiągnęły poziomu poważnej konwersacji. Te mankamenty blakną jednak wobec ciekawej intrygi.

Podczas oficjalnej wizyty chińskiego ministra spraw zagranicznych i tuż przed eleganckim przyjęciem w rezydencji prezydenckiej na skale wisielców pojawia się, nomen omen, wisielec. Ciało trzeba jak najszybciej usunąć, by żaden z gości, nie daj boże, nie dojrzał nieszczęśnika. Nie jest to łatwa sprawa - bo do ciała trudno się dostać, a jeszcze trudniej je usunąć, nie zrzucając go po prostu ze skały. Grozy całej sytuacji dodaje fakt, że skała ta już kiedyś służyła egzekucjom, gdy jeszcze duński namiestnik decydował o Islandii. 
Ofiara ma na imię Helgi i okazuje się być bogatym mężczyzną, który nie ma powiązań z żadnym środowiskiem przestępczym. Policjanci są w kropce, gdy w mieszkaniu Helgiego odkrywają czteroletnie dziecko. Chłopczyk wie jedynie, że ma na imię Siggi, imiona rodziców podaje tylko w postaci zdrobnień, które pasują do całego szeregu imion, nie zna swojego adresu i nie potrafi wyjaśnić, jak się znalazł w takiej sytuacji. Podczas gdy dziecko umieszczone zostaje w opiece zastępczej, policjanci gorączkowo poszukują jego rodziców. Gdy podczas rozmów z chłopcem okazuje się, że jego mama jest w bardzo zaawansowanej ciąży i kilka tygodni wcześniej odwiedziła szpital, poszukiwania nabierają rozpędu. 

By nie zdradzić zbyt wiele, napiszę tylko, że śledztwo dotrze do grupy mężczyzn, przyjaciół od czasów szkolnych, których rozrywką jest seks z przygodnymi kobietami i nagrywanie własnych wyczynów. Konsekwencje tej dla nich pozornie niewinnej rozrywki są zaskakujące.

To kryminał o dobrze skonstruowanej intrydze, w której na końcu nic nie jest takie, jakie wydawało się być. Szkoda, że wątki prywatne nie są tak dobre, to zdecydowanie nie jest mocna strona autorki. Po czterech tomach nie jestem nawet w stanie powiedzieć, czy darzę sympatią któregokolwiek z bohaterów. 

Moja ocena: 4/6

Yrsa Sigurðardóttir, Abgrund, tł. Tina Flecken, 400 str., czyt. Dietmar Wunder, der Hörbuchverlag 2020.

piątek, 5 lutego 2021

"Dorośli" Marie Aubert

Ta przypominająca nieco Współczesną rodzinę Helgi Flatland powieść jest fragmentem z życia normalnych, niczym nie wyróżniających się ludzi. Ida i Marthe spotykają się w rodzinnym domku weekendowym, by uczcić sześćdziesiąte urodziny matki. Narracja poprowadzona jest z perspektywy starszej Idy. To bezdzietna architektka, która nigdy nie była w poważnym wątku. Właśnie skończyła czterdzieści lat i czuje, że to najwyższy czas, by zmienić coś w życiu, a przynajmniej by zostać matką. W tym celu odwiedziła klinikę leczenia niepłodności w Szwecji, by rozważyć opcję zamrożenia swoich komórek jajowych na wypadek, gdyby znalazła partnera i zapragnęła mieć dziecko. Tymczasem Marthe po wielu poronieniach wreszcie jest w ciąży. Ponadto ma fajnego partnera, który to związku wszedł z kilkuletnią córką. Nowego partnera ma także matka, która dzień później dołącza do reszty rodziny.

Ida boryka się ze swoimi myślami, mając nadzieję na obgadanie problemów z siostrą. Tymczasem, gdy dowiaduje się o jej ciąży, plan na wspólny wieczór przy winie i plotkach zarzuca. Wspólne przebywanie z rodziną na małej i ograniczonej przestrzeni wywołuje szereg napięć, przede wszystkim na linii Ida i Marthe. Ida niespecjalnie potrafi się odnaleźć w nowej sytuacji - zresztą jej stosunek do Marthe zawsze był napięty. Po tym jak jej ojciec opuścił rodzinę weszła w rolę rodzica, wspierając matkę i opiekując się młodszą siostrą. Ida do dziś ma żal i przykre wspomnienia z sytuacji, gdy Marthe zepsuła jej ważne momenty. Teraz próbuje w jakiś sposób zatryumfować nad siostrą, na przykład wzorowo zajmując się córką jej partnera. Marthe wydaje się nie radzić sobie z Oleą, natomiast Ida od razu nawiązuje z nią kontakt, podobnie jak z Kristofferem, którego mniej lub bardziej podświadomie uwodzi. 

Ta niewielka powieść to ciekawa rzecz o rolach, jakie przypisane nam są przez społeczeństwo. Ida w zasadzie dobrze się czuje w roli singielki, ale ma poczucie, że w tym wieku powinna mieć męża i dzieci, stąd jej pomysł na zamrożenie komórek. Ze zdumieniem dowiedziałam się, że wiele czytelniczek i czytelników tej powieści nie lubi Idy. Ja miałam zupełnie przeciwne odczucia, rozumiem ją, czasem jej nawet współczułam, dużo bardziej denerwowała mnie Marthe. Podobnie zaskakujące są dla mnie opinie, że Marie Aubert sportretowała rodzinę dysfunkcyjną. Ja odbieram tę rodzinę jak każdą inną, bo przekonana jestem, że niemal każda ma swoje problemy. Gdy pomyślę, ile z moich bliższych i dalszych znajomych ma krew w oczach przed rodzinnymi nasiadówkami w czasie świąt, spotkanie urodzinowe tej rodziny wcale nie wydaje mi się być wyjątkowo toksyczne. Siłą tej książki jest właśnie to, że Aubert pokazuje rodzinę jakich wiele, szczerze, bez ozdobników, pokazuje ją jednak tylko z perspektywy Idy. 

To bardzo ciekawy portret psychologiczny, ale i studium rodziny. Pewna jestem, że tę przecież dość szczupłą powieść można odczytywać na różne sposoby, co było szczególnie widoczne podczas książkowego klubu Wydawnictwa Pauza. To była bardzo inspirująca dyskusja! Polecam wam tę, dodam świetnie przełożoną, powieść.

Moja ocena: 6/6

Marie Aubert, Dorośli, tł. Karolina Drozdowska, 144 str., Wydawnictwo Pauza 2020.

czwartek, 4 lutego 2021

"Mock" Marek Krajewski

 


Przyznam, że sięgałam po ten tom z pewnym sceptycyzmem. Miałam wrażenie, że zmęczył mnie już Krajewski powtarzaniem tej samej konwencji i piramidalnymi komplikacjami stojącymi za śledztwem. Co raz trudniej było mi podążać za zamysłami morderców, którzy zawsze korzystali z wyjątkowo zagmatwanych wyliczeń matematycznych. Tymczasem Mock był bardzo przyjemną lekturą. Może niekoniecznie kryminalną, lecz ze względu na realia właśnie. Prawdopodobnie to właśnie one najbardziej mnie pociągają w cyklu o Mocku.

Akcja tego tomu rozgrywa się podczas budowy Hali Ludowej, zwanej wówczas Halą Stulecia. Ten imponujący gmach został wzniesiony w latach 1911-1913 według najnowocześniejszej i niezwykle przemyślanej architektoniczej sztuki. Otwarcie hali łączyło się z wystawą, która miała ukazać świetność Śląska. Szeroko zakrojone przygotowania do uroczystego otwarcia, które miał zaszczycić sam cesarz wprowadzają w stan alarmowy cały Wrocław. Niestety całą operację komplikuje pięć ciał znalezionych w hali - na posadzce odnaleziono ułożone w różę wiatrów trupy czterech nastolatków, którzy zginęli na skutek upadku z położonej u szczytu hali galerii. Natomiast piąte ciało należy do Ikara, jak ochrzciła go opinia publiczna, czyli człowieka przystrojonego w skrzydła, który zawisł na sznurze uczepionym na tej samej galerii.

Sprawa jest skomplikowana, bo nie tylko musi zostać rozwiązana jak najszybciej, ale poszlaki prowadzą do dwóch środowisk - masonów oraz nacjonalistów, którym sprzyja syn cesarza. Eberhard Mock natomiast nie pracuje jeszcze w policji kryminalnej, ale ma ogromne aspiracje. Na razie jednak jest tylko wachmistrzem i w policji musi utrzymać się w ogóle, bo grozi mu powrót do Wałbrzycha i praca u ojca. Nie jest to jednak takie proste, bo jego szef asesor Vyhladil to wyjątkowa kanalia.
Mock jest pełen werwy, energii, ambicji, życie go jeszcze nie sterało. Mimo że żyje biednie, posiada bardzo ograniczone rezerwy finansowe, jest wielbicielem dobrego jadła i napitku oraz oczywiście kobiet. W tym tomie ma okazję popisać się swoją inteligencją, wiedzą uzyskaną na nieukończonych studiach filologicznych oraz zdolnościami do dedukcji. 
Krajewski bardzo sugestywnie szkicuje atmosferę Wrocławia z początku XX wieku - podejrzane zaułki, knajpy, restauracje, burdele, sklepy i oczywiście cały kompleks w Parku Szczytnickim. Już wiem, że właśnie za to polubiłam kryminały o Mocku - Wrocław jest mi miastem bliskim i każdy powrót ma dla mnie wymiar sentymentalny. 

O ile sama zagadka mnie nie porwała, to przyznać trzeba, że Krajewski przemyślał dogłębnie wszystkie wątki (ale nie spodziewałam się niczego innego) i każdy element pasuje do siebie jak fragment puzzli. Dodać należy, że autor zadbał również o kreację postaci, pomijając już samego Mocka - dobrze wyszedł i Vyhladil, i dyrektor szkoły, a zwłaszcza piekielnie inteligentna wdowa Charlotta.

Dzięki "Mockowi" wróciła mi ochota na powrót do kryminałów Krajewskiego. Mam na czytniku jeszcze dwa - jeden z nich ma niezbyt pochlebne opinie, ale postaram się sięgnąć po nie jak najszybciej i sprawdzić, co nowego wymyślił autor.

Moja ocena: 4/6

Marek Krajewski, Mock, 400 str., Wydawnictwo Znak 2016.

wtorek, 2 lutego 2021

"Meistererzählungen" Luigi Pirandello

 


Po noblistów dawniejszych, zwłaszcza tych płci męskiej, sięgam z pewną obawą. Zbyt wiele razy zupełnie do mnie ich proza nie trafiła lub odbierałam ją jako całkowicie przestarzałą. W przypadku Luigiego Pirandella zdecydowałam się na opowiadania, oczekując, że ta forma literacka będzie najbezpieczniejsza. I faktycznie, przeczytałam wszystkie z ciekawością, nie odczuwając zupełnie, że powstały na początku XX wieku. Pirandello zmarł w 1936 roku, a nagrodą Nobla został uhonorowany dwa lata wcześniej za swoją sztukę sceniczną. Pirandello urodził i wychował się na Sycylii, co jest bardzo widoczne w jego twórczości. Akcja wielu z opowiadań została umieszczona na wyspie, a sporą rolę odgrywają zwyczaje i tradycje tego regionu. 

Bohaterami niemal wszystkich opowiadań są mężczyźni, zaledwie w dwóch tekstach kobiety odgrywają rolę. W jednym z nich główną bohaterką jest dziewczyna chora, o zniekształconym ciele, która zadurza się w mężczyźnie z okna na przeciwko. W innym natomiast kobieta, która spędziła całe życie w zamknięciu jako żona i matka. Jak tradycja sycylijska nakazuje nigdy nie opuszczała domu, zajmując się pracami właściwymi dla kobiety. Nawet po śmierci męża nie zmieniła tego zwyczaju. Dopiero gdy zapada na ciężką chorobę od zawsze zakochany w niej brat męża zabiera ją w ostatnią podróż. W pamięć zapadło mi jeszcze kilka nowel. Przede wszystkim ostatnia o człowieku, który na stare lata zrzeka się swojego gospodarstwa, o które zawsze bardzo pilnie dbał na rzecz niewielkiej renty. Człowiek, który przejął dorobek jego życia liczy na rychłą śmierć starca, która jednak nie następuje. Co więcej przeżywa on nowego właściciela. Ta nowela ukazuje w całej okazałości komizm prozy Pirandella, który chętnie opisuje, jak los potrafi wystrychnąć ludzi na dudka. Równie dowcipna jest nowela o Żydzie, który porzucił swoje wyznanie i wżenił się w tradycyjną rodzinę. Szwagier jednak go nie akceptuje i podkreśla to na każdym kroku. Ów wpada więc na pomysł, jak wreszcie pokazać szwagrowi, gdzie jego miejsce. Świetne jest również opowiadanie o człowieku, który przygotowuje się do egzaminu. Dzięki pomocy finansowej narzeczonej wyjeżdża do położonego na odludziu hotelu, by w spokoju rozpocząć naukę. Na miejscu jednak co krok coś mu przeszkadza. 

Nie wszystkie opowiadania przypadły mi tak samo do gustu. Niektóre były zbyt zagmatwane, tematyka dla mnie nieciekawa, ale wszystkie napisane są pięknym, plastycznym językiem i osadzone są w szerokim tle kulturowym. 

Moja ocena: 4/6

Luigi Pirandello, Meistererzählungen, tł. Percy Eckstein, Hans Hinterhäuser, Lisa Rüdiger, 395 str., Diogenes 1964.

poniedziałek, 1 lutego 2021

Stosikowe losowanie luty 2021

 ZwL wybiera numer książki dla Anny (w stosie 244 książki) - 186
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 60 książek) - 41
Guciamal wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 10 książek) - 5
Maniaczytania wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1200 książek) - 456
Anna wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 15 książek) - 15

niedziela, 31 stycznia 2021

"Ciemność" Ragnar Jónasson

 



Przyznam, że nie mogłam się od tego kryminału oderwać. Do sięgnięcia po ten cykl zachęcił mnie wywiad z autorem i to, jak opowiadał o głównej bohaterce. Otóż Hulda ma 64 lata, niebawem odchodzi na zasłużoną emeryturę, ale niespecjalnie cieszy ją ta perspektywa. Kobieta żyje samotnie, a praca wypełnia cały jej czas. Sytuacja się pogarsza, gdy szef obwieszcza Huldzie, że na emeryturę może odejść już teraz, bo za dwa tygodnie rozpoczyna pracę jej następca. Hulda jest tak zaskoczona, że jej protest wypada dość blado, dostaje jednak pozwolenie na poprowadzenie jeszcze jednej sprawy, którą może sama wybrać ze stosu odłożonych ad acta.

Hulda postanawia zająć się sprawą śmierci pewnej Rosjanki, która starała się na Islandii o azyl. Jej ciało zostało znalezione w nieprzystępnej, rzadko odwiedzanej zatoce, a śledztwo zakończone z adnotacją o samobójstwie. Taka konkluzja była dla prowadzącego komisarza Alexandra najprostsza - nie przyłożył się do niego specjalnie. Hulda wie, że jest od niego lepsza, tak jak od wielu innych kolegów. Niestety ze względu na płeć nigdy nie zrobiła zawrotnej kariery. Tymczasem Hulda jest cierpliwa, drobiazgowa, solidna i nie odpuszcza. Teraz czuje, że trzeba oddać sprawiedliwość Jelenie, o którą nikt nie dba i jej sprawa została potraktowana po macoszemu. Huldzie wystarczy kilka rozmów, by się domyślić, że śmierć Rosjanki nie mogła być samobójstwem i że kilka miesięcy przed nią zaginęła jej przyjaciółka - Katja. Niestety Hulda swoimi rozmowami krzyżuje plany w szeroko zakrojonym innym śledztwie, a co gorsza podąża za złym tropem. Czyżby faktycznie była gotowa na emeryturę? Przynajmniej tak sądzi jej szef, srodze zdenerwowany jej postępowaniem i zakazuje jej kontynuowania dochodzenia. 

Ciemność to świetnie napisany kryminał - Ragnar rewelacyjnie szkicuje postać Huldy oraz jej przeszłość. Autor zmienia perspektywę narracji, przedstawiając wydarzenia współczesne, przeżycia ofiary oraz dzieciństwo policjantki. Rozdziały są krótkie, trzymające w napięciu. Intryga jest ciekawa, przewrotna, świetnie zahacza o problem emigracji, ale najbardziej zaskakująca jest historia Huldy. Autor wykorzystuje tę postać, by ukazać islandzkie realia po II wojnie światowej i dylematy kobiet. Sytuacja kobiet zresztą jest w tym kryminale tematem bardzo istotnym - poczynając na matce Huldy, poprzez nią samą, na emigrantkach kończąc.

Nie spodziewałam się tak wciągającej lektury - świetny początek cyklu, zaskakujące zakończenie, dużo Islandii to zdecydowanie przepis na dobry kryminał. 

Moja ocena: 5/6

Ragnar Jónasson, Dunkel, tł. Kristian Lutze, czyt. Katja Bürkle, 384 str., Der Hörverlag 2020.

czwartek, 28 stycznia 2021

"Rozgrzeszenie" Yrsa Sigurðardóttir

 



Ostatnio przypomniałam sobie o kontynuacji cyklu islandzkiej królowej kryminału, którego głównymi bohaterami są psycholożka Freya i policjant Huldar. Trzeci tom poświęcony jest bardzo ważnemu tematowi - szkolnemu mobbingowi, jednak Yrsa zajęła się tym problemem od nietypowej strony.

W Reykjavíku ginie dwoje nastolatków - Stella i Egill. Nic ich nie łączy, nigdy się nie spotkali, nie mają wspólnych znajomych ani zajęć. Początkowo policjanci są w kropce, lecz stopniowo wiele zaczyna wskazywać na to, że ważną rolę odgrywa tu mobbing. Jednak ani Stella ani Egill nie byli ofiarami, lecz sprawcami tego procederu. Oboje byli prowodyrami grup, które w najgorszy możliwy sposób dręczyły uczniów ze swoich szkół - głównie przez internet, popychając ich do myśli samobójczych. 
Śledztwo utrudnia fakt, że nie ma żadnego punktu zaczepienia co do sprawcy i narzędzia zbrodni, a Erla, szefowa wydziału kryminalnego, i pozostali policjanci początkowo nie wierzą w powiązania ze szkolnym mobbingiem. W tym śledztwie ważną rolę odgrywa Freya, która jako psycholożka towarzyszy rozmowom z nastolatkami, a także wspiera policję informacjami o mobbingu. 
Morderca nastolatków posługuje się sprawnie Snapchatem, wysyłając znajomym ofiar snapy ze zdjęciami ofiar. Telefon Stelli zostaje odnaleziony w skrzynce pocztowej pewnej pielęgniarki, która jednak wypiera się jakichkolwiek kontaktów ze Stellą. 

Śledztwo jest zagmatwane i wielowątkowe, sama intryga i rozwiązanie zagadki ciekawie skonstruowane, niestety styl i sposób pracy policji nie przekonują. Między Huldarem i Erlą panuje spore napięcie (które jest wynikiem wydarzeń z poprzednich tomów), które zarysowane jest bardzo naiwnie. Zresztą cała organizacja pracy policji przypomina przedszkole - Huldar i jego najbliższy współpracownik muszą pokątnie dowiadywać się o postępach w śledzctwie, Erla osobiście przesłuchuje podejrzanych naprzemiennie dobierając sobie partnerów, wiedząc, że w ten sposób podsysa niesnaski w grupie. W wydziale brak jest jakiejkolwiek jasnej organizacji pracy, Huldar robi swoje, reszta nie wiadomo co, a Erla robi wszystko dzień i noc. Podobnie śmieszne jest zainteresowanie Huldara Freyą, których kontakty są na poziomie młodszych nastolatków, tak jakby nie mieli żadnych zdolności komunikacyjnych.

Kryminały Yrsy od dawna nie mają dla mnie świeżości ani magicznej siły przyciągania, raczej sięgam po nie z sentymentu do autorki, ale i do Islandii (bo tej zawsze jest tu sporo), a poza tym świetnie nadają się do słuchania.

Moja ocena: 3/6

Yrsa Sigurdardóttir, R.I.P., tł. Annika Wolf, 464 str., czyt. Dietmar Wunder, der Hörverlag 2019. 

niedziela, 24 stycznia 2021

"Piosenka o zależnościach i uzależnieniach" Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

 


Od czasów liceum nie pisałam o poezji, od czasów liceum po poezję zresztą sięgam bardzo rzadko. Nie ukrywam, że poezja mnie nudzi, że odpływają mi myśli, że nie potrafię czytać powoli, z zadumą. Jestem czytelniczką zachłanną, która pochłania książki i nawet z prozą poetycką mam problem. Dlatego ogromnym zaskoczeniem była dla mnie lektura Piosenki o zależnościach i uzależnieniach. Ten tom nie jest bowiem zbiorem wierszy, lecz każdy kolejny utwór łączy się z poprzednim. Można się w nich doszukać wątku, myśli przewodniej, czegoś na kształt narracji, choć oczywiście w przypadku poezji o narracji mówić nie sposób. 

Wiersze Tkaczyszyna-Dyckiego przepełnione są bólem i smutkiem. Autor zawarł w nich wszystkie boleści swojego świata - matkę-alkoholiczkę, która samotnie umiera, nekrologi będą jedynymi świadkami minionego życia, własne zmagania z natchnieniem. Dycki powtarza jak mantrę te same frazy, nie stroni od dosadności, fizjologii, przyziemności i zapewne właśnie dzięki tym cechom przeczytałam ten tom bez znudzenia. Odnalazłam tu naturalizm, konkret, które od zawsze mnie pociągają w literaturze. Co ciekawe, pobieżne przejrzenie internetu wykazało, że właśnie te cechy zostały najbardziej potępione w poezji laureata Nike. Ja doceniam nonkonformizm i odrzucenie konwencji, kolokwializmy i pointę. Szczególnie tę ostatnią! Zobaczcie sami:

"to polecam sok pomarańczowy naturalnie
mętny wszystko zrobię dla jej kupek
byle tylko mogła się wysiusiać wypróżnić
bo w innym razie ustanie praca

nas sobą w którą tak bardzo wierzę"
Cieszę się, że zdecydowałam się na tę lekturę, co więcej, jestem pewna, że będę do niej wracać. 

Moja ocena: 5/6

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, Piosenka o zależnościach i uzależnieniach, 54 str., Biuro Literackie 2018.

czwartek, 21 stycznia 2021

"Podpalacz", "Farma lalek", "Przejęcie", "Osiedle marzeń", "Cienie" Wojciech Chmielarz

 


Przeczytałam cały cykl w grudniu i na początku stycznia. Był dla mnie papką, odtrutką, głupim serialem, jednym słowem pożywką dla przeoranego mózgu. Wszedł jak po maśle i tyle. Dwa tygodnie po skończeniu ostatniego tomu pamiętam.... niewiele. 

Chmielarz ma sprawne, rzutkie pióro - jego kryminały wciągają od pierwszej strony, a Jakub Mortka to postać na tyle ciekawa, że jego osobiste losy mogą zainteresować. Wprawdzie Mortka wpisuje się w poczet policjantów po przejściach, ale przynajmniej nie epatuje depresją i ekstensywnym piciem. Mortka to typ porządnego, sprawiedliwego, oddanego pracy urzędnika. Zresztą to dlatego rozpadło się jego małżeństwo - praca zawsze stała na pierwszym miejscu. I nawet po rozwodzie, gdy żona ma nowego partnera, który nawiązuje całkiem dobry kontakt z synami policjanta, ten bardzo rzadko ma czas, by zadzwonić do dzieci. 

Druga kwestia na plus to mocne osadzenie w polskiej rzeczywistości, szczególnie tej warszawskiej - są gangi, gangsterzy, machlojki, polityczne powiązania. Ale nie za dużo, akurat w sam raz. Gdy Mortka w kolejnym tomie przenosi się na południe polski, do małego miasteczka, Chmielarz dość umiejętnie szkicuje te same realia w skali mikro. 

Wszystkie tomy wciągają - akcja prowadzona jest wzorowo, choć solowe akcje Mortki czasem przypominają amerykański film. Najciekawszy jest zabieg łączący wszystkie tomy i powiązanie wszystkich postaci w ostatniej części. Chmielarz sprytnie rozwiązuje, co jest do rozwiązania i zaskakuje powiązaniami między wyższą kadrą policyjną, gangami i polityką. Podobała mi się ta klamra i takie zamknięcie cyklu. Nic nie jest bardziej denerwujące niż niekończące się serie, w których autor odgrzewa postać komisarza w nieskończoność. 

Podobały mi się także postaci drugoplanowe - najpierw Kochan (delikatnie mówiąc, bardzo wkurzająca osoba), a potem Sucha (o wiele ciekawsza), a wreszcie była żona Mortki. Wyraziste, wnoszące sporo do akcji, ciekawie uzupełniające wątki osobiste. 

W zasadzie nie mogę więc tym kryminałom wiele zarzucić, może powinnam ostrzec, że nie należy czytać ich ciurkiem, bo patrz wymienione w pierwszym akapicie masło. Dla mnie były po prostu przysłowiową książką na plażę czytaną zimą. Swoje zadanie spełniły, czyli oderwały myśli.

Moja ocena zbiorowa: 4/6

Wojciech Chmielarz, Podpalacz, 360 str., Wydawnictwo Czarne 2012.
Wojciech Chmielarz, Farma lalek, 376 str., Wydawnictwo Czarne 2013.
Wojciech Chmielarz, Przejęcie, 392 str., Wydawnictwo Czarne 2014.
Wojciech Chmielarz, Osiedle marzeń, 368 str., Wydawnictwo Czarne 2016.
Wojciech Chmielarz, Cienie, 480 str., Wydawnictwo Marginesy 2018.

środa, 20 stycznia 2021

"Marta" Eliza Orzeszkowa


Dwudziestopięcioletnia Marta Świcka zostaje wdową. Jej mąż nie zdążył zabezpieczyć rodziny finansowo, więc kobieta sprzedaje cały dobytek i wraz z czteroletnią córeczką udaje się na poszukiwanie mieszkania. Stać ją jedynie na niewielką klitkę na poddaszu, gdzie stara się jak najprzytulniej urządzić nowe życie dla siebie i Jańci. Marta patrzy pozytywnie w przyszłość, pragnie zapracować na życie i dobrą przyszłość dla córki. Poszukiwania zajęcia rozpoczyna od wizyty u pośredniczki dla korepetytorek. Kobieta planuje dawać lekcje z francuskiego i muzyki.
Bardzo szybko okazuje się jednak, że jej umiejętności nie są wystarczające, podobnie jak w przypadku wszystkich innych zajęć, których próbuje się imać. Wychowana we dworku Marta otrzymała edukację domową, odpowiednią dla bogatych szlachcianek, niepełną i pobieżną. Pięć lat małżeństwa oddaliło ją od wyuczonych umiejętności jeszcze bardziej, zajęta była przecież domem i rodziną. Na rynku pracy nie jest w stanie konkurować z robotnicami, które od najmłodszych lat przysposabiane były do pracy, a przede wszystkim z mężczyznami, którzy zwyczajowo wykonują wiele zawodów takich jak sprzedawca czy jubiler. 

Marta nie ma szans na walkę ze społeczeństwem, nie ma siły ani środków, by zmienić obraz kobiety. Uwikłana i ograniczona przez okoliczności, w jakich została wychowana skazana jest na porażkę. W tej bardzo smutnej powieści, Orzeszkowa rozprawia się ze społeczeństwem końca XIX wieku. Choć akcja powieści umieszczona jest w Warszawie, to nie sposób nie przeoczyć jej uniwersalizmu, autorka zresztą nie podkreśla tej lokalizacji. Marta należy do rzeszy podobnych jej kobiet, które nie mają wyboru. Wyhodowane od małego na bycie żoną i ozdobą gospodarstwa domowego nie są w żaden sposób przygotowane do samodzielnego zadbania o swój byt. Ich starania, by odmienić los są blokowane zarówno przez inne kobiety (wyzysk w szwalni) jak i mężczyzn, którzy wypowiadają się o nich prześmiewczo i poniżająco lub widzą w nich tylko obiekt seksualnej rozkoszy. 

Wola i duma Marty słabnie wraz z pogorszeniem się jej warunków bytowych. Początkowo pojmuje pomoc finansową jako poniżający policzek, z czasem jest to dla niej jedyne wyjście z trudnej sytuacji, a jeszcze później traci całkowicie wolę walki. Trudno oburzać się na tę postawę - kobieta natrafia tylko na kłody i mimo szczerych chęci, nie ma szans na ich przezwyciężenie. 

Co w tej powieści jednak męczy są liczne wtręty dydaktyczne Orzeszkowej. Wplata ona w akcję wiele diagnoz społeczeństwa, rozważań na temat roli kobiet, które moim zdaniem nie są konieczne. Treść oraz wypowiedzi postaci mówią same za siebie, taka nachalna dydaktyka nie jest tu konieczna. Martę nie trudno odczytać jako powieść głęboko feministyczną, szeroko obrazującą problem. Kobiety krzywdzone są już od urodzenia, gdy nie zapewnia się im stosownej edukacji, nie wprowadza do społeczeństwa, a raczej hoduje jak ozdobne paprotki. Najbardziej zasmucające w tej powieści jest to, jak wiele z wątków jest nadal aktualnych, odnalazłam w niej wypowiedzi niemal identyczne z głoszonymi aktualnie przez jednego z ministrów. 

Moja ocena: 5/6

Eliza Orzeszkowa, Marta, 189 str., Wolne Lektury.

wtorek, 19 stycznia 2021

"Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata" Tomasz Michniewicz

 


Od zawsze wolę opowieści o zwykłych ludziach od tych o gwiazdach i celebrytach. Michniewicz przedstawia natomiast życie ludzi najzwyklejszych, niczym się nie wyróżniających. Poznajemy więc siedmioro dzieci - z USA, Finlandii, Zimbabwe, Ugandy, Kolumbii, Indii i Japonii, by towarzyszyć im na drodze do dorosłości. Każde z dzieci niczym się w swoim kraju nie wyróżnia, każde prowadzi typowe dla swojego otoczenia życie i boryka się z problemami, jakie dominują w jego otoczeniu. 

Michniewicz obserwuje i opowiada - o sposobie wychowania, o szkole, o troskach, o jedzeniu, o spędzaniu wolnego czasu, o chorobach, o przyjaźniach i miłościach. Siedmioro dzieci w podobnym wieku, a ich losy nie mogłyby być bardziej różne. Poczynając od dostępności do edukacji, na stosunku rodziców do dzieci kończąc. Michniewicz zwraca bowiem uwagę na to, jakie metody wychowawcze stosują rodziny, ich podejście do samodzielności, do kar, do uczuć, do przygotowywania dzieci na życie dorosłe. Oczywiście te kwestie są głęboko uwarunkowane kulturą, ale także sporą rolę odgrywa tu nastawienie rodziców. Autor wybrał bardzo odmienne kraje, więc kontrast jest porażający. To jak uprzywilejowane na starcie jest dziecko fińskie czy amerykańskie jest obezwładniające. Bardzo dobrze widać to na przykładzie Ugandyjki, która potrzebuje wielu lat i musi pokonać niezliczoną ilość przeszkód, by uzyskać wykształcenie, podczas gdy jej fiński czy amerykański rówieśnik swobodnie porzuca studia, które go nie interesują i ma czas oraz pełne prawo wyboru swojej przyszłości. Tak bardzo przypomina mi to słowa Gwatemalki, którą poznałam ponad rok temu - miejsce urodzenia determinuje nasz los. To smutna prawda, z której bardzo rzadko zdają sobie sprawę ludzie z krajów uprzywilejowanych.

Autor opatrza opowieści komentarzami o kondycji świata - zwraca uwagę na niesprawiedliwość, pisze o systematycznie niszczonej naturze, handlu zwierzętami, polowaniach dla bogatych, niewolniczej pracy w szwalniach, pozornej pomocy organizacji humanitarnych w Afryce i wielu innych kwestiach. Można się oburzać na te dydaktyczne wtręty, moim zdaniem jednak dopełniają one przesłanie tej książki. Michniewicz nie pisze nachalnie, ani w formie wykładu, te informacje uzupełniają, tworzą tło, unaoczniają to, co dla wielu oczywistym nie jest.

Świetna, dobrze przemyślana rzecz. Wysłuchałam z ogromnym zainteresowaniem i polecam każdemu. Warto czytać i przemyśleć własne życie. 

Moja ocena: 5/6

Tomasz Michniewicz, Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata, 480 str., czyt. Marcin Perchuć, Wydawnictwo Otwarte 2018.

niedziela, 17 stycznia 2021

"Emil ze Smalandii" Astrid Lindgren

 


Czy jest wśród was ktokolwiek, kto nie zna Emila? Ja najpierw poznałam go poprzez filmy, nie przypominam sobie, bym czytała tę książkę w dzieciństwie. Zapewne nie można było jej dostać ani w bibliotece, ani w księgarni. Z moimi dziećmi najpierw setki razy czytałam wersję łatwiejszą, wydaną przez Wydawnictwo Zakamarki, a potem kilka razy i tą. Ostatnio mój syn ponownie przyniósł tę książkę do wspólnej lektury.

Ten niewielki tom zawiera trzy opowieści z życia Emila. To największe wybryki chłopca z kolejnych miesięcy: maja, czerwca i lipca. W pierwszej z nich Emil wsadza głowę do wazy po zupie tak niefortunnie, że ją zaklinuje. W drugiej wciąga na maszt małą siostrę Idę, a w trzeciej wybiera się na własną rękę na wojskową paradę i jarmark, by spotkać parobka Alfreda. Jak wiadomo, Emil nie psoci świadomie, jemu to wszystko się wydarza. Dobra wola chłopca czasem jest zbyt dobra, a motywacja zawsze jest pozytywna i wynika z empatii do innych. Niestety prawie zawsze jego plan kończy się źle. 

Astrid Lindgren, tworząc postać Emila, korzystała z własnych wspomnień oraz opowieści jej ojca. Jej historie są bogate w szczegóły dotyczące ówczesnego życia w gospodarstwie, a forma kronikarska nadaje im autentyczności. Te pełne dowcipu historie nie mają szans nie podobać się dzieciom i dorosłym, a książka jest na tyle szczupła oraz opatrzona charakterystycznymi ilustracjami, że powinna zaciekawić już przedszkolaka.

Astrid Lindgren, Emil ze Smalandii, tł. Irena Schuch-Wyszomirska, 88 str., Wydawnictwo Nasza Księgarnia 2016.

czwartek, 14 stycznia 2021

"Zimowla" Dominika Słowik



Korzystając z akcji Czytaj.PL, w tym roku sięgnęłam po ten audiobook, skuszona Paszportem Polityki dla tej książki. Cieszę się, że nie zdecydowałam się na tradycyjną lekturę, bo nie sądzę, bym dotrwała do końca. Ta dość opasła powieść Słowik zupełnie mnie nie porwała, żeby nie powiedzieć, potwornie znudziła. 

Autorka zawarła w tej powieści wszystko - mnogość gatunków i tematów. Zacznę od tego najmniej oczywistego dla mnie, czyli kryminału. Wątki kryminalne nie były dla mnie jako takie rozpoznawalne, ale zakończenie powieści nie pozostawia wątpliwości. 
Akcja rozgrywa się w Cukrówce - małym galicyjskim miasteczku. Tamtejsze kombinacje i konszachty nie są całkiem koszerne - dziwny pszczelarz, który coś ukrywa, dyrektor lokalnego muzeum, który w bardzo podeszłym wieku rzekomo się powiesił, Kablarz i jego niejasne interesy, opuszczona fabryka, trup w jeziorze i poszukiwania skarbu. Na tej płaszczyźnie sporo się dzieje, ale by móc tu mówić o kryminale, trzeba by zredukować niezwykle rozrośniętą płaszczyznę obyczajową. W niej dzieje się jeszcze więcej. Zacznijmy od rodziny głównej bohaterki - wiecznie zajęta matka poświęca się pracy w muzeum, tworząc przeciwwagę dla ekscentrycznego ojca. Ów ojciec jest w zasadzie najważniejszą postacią powieści - uwikłany pod pantoflem dwóch silnych kobiet (żony i teściowej) lawiruje na granicy normalności, zapełniając notatniki dziwnymi wydarzeniami, zwiastującymi koniec świata. Gdy wreszcie w swojej fascynacji apokalipsą odnajduje swoją niszę w ezoteryce, rozkwita. Zresztą wydarzenia paranormalnie i niewytłumaczalne są chlebem powszednim w Cukrówce - Dygnarówna, szkolna koleżanka narratorki, lunatykuje nago, wyśpiewując z dachów cukrowskich domów przedziwne pieśni, figura Matki Boskiej roni łzy, a w muzeum dzieją się dziwne rzeczy. A to wszystko wydaje się dziwić tylko nieco naiwną narratorkę. Pozostali mieszkańcy Cukrówki nie dostrzegają cudaczności świata, jaki ich otacza. Słowik wprowadza w swoją powieść mnogość postaci, poświęcając każdej z nich wiele uwagi. Najciekawsza wydaje się być babka narratorki - była działaczka komunistyczna, która trzyma dom i zięcia twardą ręką. To jedyna pełnokrwista i ciekawa postać, która niestety znika, emigrując do USA.

Zimowla to powieść o tworzeniu historii - małe miasteczko potrzebuje swoich tradycji, wspomnień i muzeum, by zaistnieć, by stać się częścią historii ogólnoświatowej. Nawet jeśli miejskie muzeum jest zbiorem nikomu niepotrzebnych klamotów, a historia miasteczka nudna jak flaki z olejem, to należy stworzyć jego hagiografię. Na razie Cukrówka jest dla narratorki całym światem - mikrokosmosem zawieszonym gdzieś w Polsce, w którym dzieje się wszystko. Niedopowiedzenia, tajemnice, ściśle obsadzone role tworzą ten zamknięty w sobie światek, który próbuje dekonstruować bohaterka. Szkoda, że ten wątek dojrzewania emocjonalnego nieco ginie w zalewie szczegółów i szczególików. 

Po lekturze widzę, że ta powieść nie miała szans mi się podobać. Od zawsze preferuję minimalizm, a Słowik wydaje się być zwolenniczką idei zgoła przeciwnej. Po lekturze odetchnęłam z ulgą. 

Moja ocena: 2/6

Dominika Słowik, Zimowla, 624 str., czyt. Marta Markowicz, Wydawnictwo Znak 2020.

wtorek, 12 stycznia 2021

"Syn" Andrej Nikolaidis

 



Bezimienny pisarz wyrusza w podróż wgłąb siebie - wędrując po ulicach czarnogórskiego miasta Ulcinj. Jego wędrówka zasadza się na relacji z ojcem - człowiekiem bardzo bliskim, mieszkającym nieopodal, z którym jednak łączy pisarza bardzo trudna relacja. Obwiniany o śmierć matki, nie jest w stanie nawiązać z ojcem nici porozumienia, a ten konflikt rzutuje na jego pojmowanie świata.

Wyruszając na ulice turystycznego miasta, pisarz spotyka przeróżne postaci - trudno powiedzieć, czy są to realne spotkania czy oniryczne wizje, istotnym jest, że temat relacji ojca i syna przewija się niemal w każdym spotkaniu. Jest więc ojciec, który prostytuuje swoje córki, jest szkolny kolega, który stracił kontakt z synem, syn, który zabija ojca czy też rodzina chorych na trąd uchodźców z Kosowa, której ojciec decyduje, że życie w postsowieckim podziemnym garażu jest dla nich najlepsze. Ten korowód dziwacznych postaci przypomina wędrówkę po piekle - każda historia odkrywa bezmiar ludzkiego okrucieństwa lub nieszczęścia. Czarnogórskie piekło tworzą jednak w pierwszej linii turyści, którzy zalewają ulice miasta i zachowują się jak zwierzęta. Obraz tak bardzo mi bliski, jak pewnie każdemu, kto mieszka w turystycznej okolicy. 

Główny bohater określa samego siebie jako osobę nieszczęśliwą, skazaną na smutek - jego życie to pasmo nieszczęść. Poczynając od śmierci matki a na rozstaniu z żoną kończąc. Ta oniryczna opowieść nie ma na celu pokrzepienia, lecz raczej rozważania na temat kondycji człowieka. Ta naszpikowana odniesieniami do Bernharda (trudno mi skomentować, bo przyznam, że po prozę Austriaka ostatni raz sięgałam ponad dwadzieścia lat temu), Dantego, Sartre'a, ale i Freuda, cyniczna i pesymistyczna opowieść, paradoksalnie pełna jest humoru, oczywiście tego czarnego. 

Sięgnęłam po tę powieść, głównie ze względu na pochodzenie autora. Czarnogóra jest ostatnim krajem bałkańskim, z którym nie miałam literacko do czynienia. Nikolaidis urodzony wprawdzie w Sarajewie, wychował się w Czarnogórze. To kulturowe tło jest bardzo widoczne w Synu - autor bardzo głęboko osadza swoją opowieść w kontekście kulturowo-historycznym, przytaczając fakty, powołując się na wierzenia i zwyczaje (choćby w przypadku opowieści o synu, który zabija ojca za to, że nie był dla niego dość surowy). 

Syn to krótka powieść, jednocześnie gęsta od wątków, wielowarstwowa i zdecydowanie dająca możliwości wielu interpretacji. Jednak zbyt oniryczna i zbyt zagmatwana, by mnie zachwycić.

Moja ocena: 3/6

Andrej Nikolaidis, Syn, tł. Marta Dobrowolska-Kierył, 120 str., Wydawnictwo RM 2020.

poniedziałek, 11 stycznia 2021

"Codziennie jest piątek" Aldona Hartwińska, Iga Faurholt Jensen, Aleksandra Michta-Juntunen, Magdalena Szczepańska, Kinga Eysturland, Agnieszka Jastrząbek

 


Choć z krajów nordyckich znam tylko Islandię, a i tę tylko pośrednio, to chętnie sięgam po książki traktujące o tych krajach, ale także napisane przez autorów z nich pochodzących. Mam wrażenie, że nordycka mentalność, o ile oczywiście można aż tak uogólniać, bardzo współbrzmi z moim podejściem do życia. Innym, ważnym impulsem do sięgnięcia po tę książkę były jej autorki, a zwłaszcza trzy z nich, które cenię i znam z klubu Polek na Obczyźnie. Co ciekawe, książkę sprezentowała mi jedna z klubowiczek, mieszkająca w Danii, w ramach naszej corocznej akcji mikołajkowej. To była cudowna niespodzianka - w przeciwnym razie nie miałabym szans na dostanie wersji papierowej przez wiele miesięcy. 

O Skandynawii i krajach nordyckich powstało już mnóstwo publikacji, czy więc ta książka ma szansę na wyróżnienie w tym natłoku? Moim zdaniem tak, a to dlatego, że autorki nie starały się stworzyć obszernego kompendium o tych krajach, lecz wyszły z założenia, że opowiedzą o swoich nowych ojczyznach, wybierając za leitmotiv poczucie szczęścia. Poszukiwanie szczęścia to temat oczywiście medialny, szczególnie w okresie pandemii, która pobrzmiewa także na kartach tych książki, a szczęście nordyckie przewija się przecież od dawna w licznych publikacjach - czy będzie to słynne duńskie hygge, czy mniej znane szwedzkie lagom, fińskie sisu, norweskie kos, farerskie hugni czy tak dobrze mi znane islandzkie þetta reddast. 

Począwszy od wstępu Kingi Eysturland, która przybliża mniej zorientowanemu czytelnikowi pojęcia nordyckości i skandynawizmu, poprzez wywiady i teksty o istocie szczęścia, kuchni i dobrobycie, czytelnik stopniowo zagłębia się w tematykę książki. Te wstępne rozdziały mają na celu poszerzenie perspektywy oraz ukazanie pewnych wspólnych punktów łączących w gruncie rzeczy dość różne kraje. 

Kolejne rozdziały poświęcone są poszczególnym nacjom - tu widać, że każda z autorek ma swój styl i swoją koncepcję przedstawienia pojmowania poczucia szczęścia w swojej ojczyźnie. I o ile dopiero na podstawie tej lektury widać spore różnice między mieszkańcami europejskiej północy, to warto się skupić na podobieństwach. Wszystkie te kraje łączy minimalizm, który wyraża się nie tylko w wystroju mieszkań, ale i w kuchni i podejściu do życia. To właśnie on jest moim zdaniem kluczem do szczęścia. Unikanie zalewu rzeczy czy informacji poprzez obcowanie z naturą jest tym, co sama odnalazłam dla siebie. Mieszkaniec krajów nordyckich z nabożną czcią traktuje swój dom letniskowy, do którego wyjeżdża na weekend, by celebrować czas wolny, kontemplować naturę i ewentualnie zmęczyć się podczas pracy fizycznej. Niezbyt zachęcająca pogoda przez większą część roku nauczyła Skandynawów do korzystania z każdej pięknej chwili. Od dziecka wyrastają w głębokim poszanowaniu dla natury i respekcie dla innego człowieka, co wydaje się być kluczem do poczucia spełnienia. Tu nie trzeba wodotrysków i wielkich pieniędzy - wystarczy dobre jedzenie (żadne cuda, pizza robi robotę), bycie w gronie bliskich i wspólne spędzanie czasu. Dla Fina kropką nad i będzie sauna, dla Islandczyka gorące źródło, dla Norwega wyprawa na ryby - niczego więcej nie trzeba. 

Rozdziały poświęcone poszczególnym krajom są wprawdzie zbudowane według podobnego schematu, ale każda z autorek nadała im indywidualny rys. Najmniej podobał mi się ten o Danii, bo miałam problem ze stylem autorki (co ciekawe ten rozdział ma inną redaktorkę), pozostałe były świetne. To ogromna dawka wiedzą w pigułce, podana z perspektywy każdej z autorek. Świetnym uzupełnieniem są wywiady z obywatelami poszczególnych krajów, a przede wszystkim przepisy z przepięknymi fotografiami. Zdjęcia są zresztą integralną częścią tej pięknie wydanej książki, dlatego tak bardzo cieszę się, że mogłam przeczytać ją w wersji papierowej. 

Moja ocena: 5/6

Aldona Hartwińska, Iga Faurholt Jensen, Aleksandra Michta-Juntunen, Magdalena Szczepańska, Kinga Eysturland, Agnieszka Jastrząbek, Codziennie jest piątek. Szczęście po nordycku, 240 str., Wydawnictwo Pascal 2020.

środa, 6 stycznia 2021

"Ronja, córka zbójnika" Astrid Lindgren

 


Wiele książek mojego dzieciństwa, do których wracam się zestarzało - albo na płaszczyźnie językowej, albo na wychowawczej (wszechobecne bicie na przykład). Ronja jest tutaj wyjątkiem. Oprócz nostalgicznego uroku, zawiera w sobie bowiem nie jedno wartościowe i nadal aktualne przesłanie.

W pierwszej kolejności to powieść o przyjaźni, która pokonuje przeciwności. Ronja, jak tytuł wskazuje, jest córką zbójnika, najpotężniejszego zbójnika Mattisa, przekonanego o swojej sile i nieomylności. Dziewczynka wyrasta wprawdzie w surowych warunkach, ale otoczona jest miłością matki, ojca i wszystkich zbójców. Poznaje najbliższe otoczenie, a gdy dorasta na tyle, by opuścić zamek, rozpoczyna samotne eksplorowanie lasu. Ta zaskakująca swoboda pozwala Ronji na samodzielne poznawanie świata i jego niebezpieczeństw oraz naukę radzenia sobie z nimi. Świadomość domowego ciepła i azylu daje jej siłę na te zmagania. Podczas samotnych włóczęg Ronja poznaje Birka - syna największego konkurenta i wroga ojca Borka. Birk jest pierwszym dzieckiem, które spotyka Ronja i staje się jej największym przyjacielem, przybranym bratem. Dzieci zdają sobie jednak sprawę z problemu, jakim jest wrogość, która panuje między ich rodzinami i wiedzą, że to one będą musiały kiedyś go rozwiązać. Sytuacja się zaostrza, gdy zbójcy ojca łapią chłopca i traktują go jako kartę przetargową, by z zamku wygnać bandę Borka, która podstępem wtargnęła i zamieszkała w jednej z jego części. W tym momencie dzieci nie są już w stanie ukryć swojej przyjaźni, co prowadzi do rozłamu w rodzinach. Ronja i Birk czują się zmuszeni, by działać.

Gdy oboje opuszczają swoje domy, przechodzą przyspieszony kurs dojrzewania.. To nie tylko dbanie o jedzenie i nocleg, ale problemy długodystansowe - co się stanie, gdy skończy się lato, jak rozwiązać problem z rodzicami, czy przyjaźń jest ważniejsza niż więzy rodzinne i wreszcie, czy zdobywanie pożywienia i pieniędzy jako zbójnik jest etyczne. Ronja od zawsze stawia pod znakiem zapytania zawód ojca i nie planuje zostać jego spadkobierczynią. 

Lindgren przedstawia te wszystkie problemy w bardzo idyllicznej scenerii - bliskości z naturą, przypominającej modne dziś mindfulness, szczęśliwego, beztroskiego dzieciństwa, rytuałów, poczucia bycia kochanym. Ten świat zostaje zachwiany w posadach, gdy ojciec odrzuca Ronję, ale spokój i cicha obecność matki utrzymują podwaliny, na jakich została wychowana dziewczynka. 

Liczne magiczne postaci, które symbolizują niebezpieczeństwa, z jakimi dzieci mierzą się w normalnym świecie są wspaniałym sposobem na metaforyczne pokazanie walki z nimi - czasem pomaga w niej świadomość domowej przystani, a czasem konieczna jest pomoc przyjaciela. 

Szwedka cudownie opisuje tę wielopłaszczyznową historię, malując leśny świat plastycznym językiem i tworzą pełnokrwiste postaci. Mój syn słuchał jak zaczarowany, a i ja z przyjemnością przypomniałam sobie tę opowieść.

Moja ocena: 5/6

Astrid Lindgren, Ronja córka zbójnika, tł. Anna Węgleńska, 255 str., Nasza Księgarnia 1985.

sobota, 2 stycznia 2021

"Przyjaciel" Sigrid Nunez

 


Moja druga książka Wydawnictwa Pauza także mnie nie zachwyciła, choć wcale nie jest to zła powieść. Wydaje mi się, że ja w ogóle mam problem z literaturą głęboko osadzoną w realiach amerykańskich i takie powieści rzadko mają szansę mnie zachwycić. W przypadku "Przyjaciela" jednak wyłuskałam sporo aspektów świetnych, a nawet wybitnych, aczkolwiek wyżej wymieniona amerykańskość mnie znudziła. 

O co więc konkretnie chodzi? Główna bohaterka, to pisarka, nauczycielka akademicka i osoba w żałobie. Zmarł jej najbliższy przyjaciel - typowy biały mężczyzna. Człowiek sukcesu, znany pisarz, trzykrotny mąż. Po jego śmierci najbardziej cierpi jednak główna bohaterka i to ona podejmuje się opieki nad ogromnym dogiem arlekinem, choć jej nowojorskie mieszkanie jest zbyt małe, a właściciel nie zgadza się na trzymanie zwierząt. "Przyjaciel" to niespieszna, wielopłaszczyznowa opowieść. Jedną z tych płaszczyzn jest relacja z Apollem - psem, który stoi u kresu swojego życia. Między kobietą a psem nawiązuje się przyjaźń, Nunez wyprowadza ją jednak na nieco inny poziom, niż zwykła psia wierność. Nie unika kwestii trudnych (starość, śmierć), ale także pokazuje ją z innej perspektywy. Apollo jest swoistą kuracją, pocieszycielem i partnerem głównej bohaterki. 

Kolejną płaszczyzną jest pozycja kobiety na rynku literackim i w światku naukowym. Nunez okrasza ten wątek tak ogromną ilością nawiązań, cytatów i krytyki wyżej wymienionego świata, że robi się to nużące. To właśnie ta amerykańskość, na którą narzekam. Dla mnie tych wtrętów było za wiele, wśród nich zanikała płaszczyzna, która interesowała mnie bardziej, czyli relacja z psem.

Co czyni tę powieść interesującą, to kompletna zmiana perspektywy i struktury powieści. Ten zaskakujący zabieg byłby dla mnie hitem, gdyby niemal mi nie umknął. Szkoda, że nie potrafię docenić tej książki, bo traktuje o kwestiach mnie interesujących i ma ciekawą konstrukcję. 

Moja ocena: 4/6

Sigrid Nunez, Przyjaciel, tł. Dobromiła Jankowska, 208 str., Wydawnictwo Pauza 2019.

Podsumowanie stosikowego losowania 2020

Styczeń


Agnes: "Andersen. W poszukiwaniu szczęścia" Wioletta Piasecka
Anna: "Wir sind die Wolfskinder" Sonya Winterberg
Maniaczytania: "Małżeństwo niedoskonałe" Krystyna Nepomucka
Guciamal: "Boznańska non finito" Angelika Kuźniak
McDulka: "Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci" Mei-Ling Hopgood
ZwL: "Dziedzictwo Belton" Trollope

Luty:

Anna: "Trylogia tatrzańska" Wawrzyniec Żuławski
Guciamal: "Komeda. Osobiste życie jazzu" Magdalena Grzebałkowska
Maniaczytania: "The Copper Beach" Maeve Binchy
ZwL: "Panna Trau" Muszyńska-Hoffmanowa
Agnes: "Bestia najgorsza" Cetnarowski

Marzec

Anna: "Na południe od Sahary"
Maniaczytania: "Łowca tygrysów" Paulina Simons
ZwL: "Głosy starego morza" Norman Lewis
McDulka: "Pieprz i sól" Guillaume Clicquot
Guciamal: "Stryjeńska. Diabli nadali" Andżelika Kuźniak


Kwiecień

ZwL: "Pod osłoną nocy" Sarah Waters
Anna: "Der Garten der verlorenen Seelen" Nadifa Mohamed
Guciamal: "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olga Tokarczuk
McDulka: "Lizbona. Muzyka moich ulic" Marcin Kydryński

Maj

Anna: "Turniej cieni" Elżbieta Cherezińska - przerwana
Guciamal: "Jędza w domu" Cathi Hanuaer
Natalia: "Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy" Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Agnes: "Świat przyrody. Kompendium cudów natury" Amanda Wood, Mike Jolley
McDulka: "Jak stać się szczęśliwym człowiekiem?" Anna Kęska
ZwL: "Jabłecznik i Rosie" Laurie Lee

Czerwiec

Agnes: "Nóż" Nesbo
Maniaczytania: "Wyznania gorszycielki" Irena Krzywicka
McDulka: "Leonardo Da Vinci" Walter Isaacson
ZwL: "Chicacgo" Al-Aswani

Lipiec

Anna: "De buitenvrouw" Joos Zwagerman
Guciamal: "Mój przyjaciel król" Hen
Maniaczytania: "Doktor Żywago" Boris Pasternak

Sierpień

Maniaczytania: "Mary Poppins"
ZwL: "Nowolipie" Hen
Guciamal: "Fryderyk III" Stanisław Salomonowicz

Wrzesień

Momarta: "Szczelina" Doris Lessing
ZwL: E.E. Kisch "Jarmark sensacji"
Dowolnik: "Alicja z Krainy Czarów"
Maniaczytania: Nigel Slater "Tost. Historia dziecięcego głodu"

Październik

Natalia: "Ja, kapitan" Tadeusz Wrona
Agnes: komiks
McDulka: "Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii" Jeffrey A. Liebermann
Momarta: "Wyspa Łza" Joanna Bator
Maniaczytania: "Zmorojewo" Jakub Żulczyk
ZwL: "Proceder podróży i życia mego awantur" Regina Pilsztynowa

Listopad

ZwL: "Spuścizna" Singer
McDulka: "Zła krew. Największy skandal w historii start-upów" John Carreyrou
Anna: "Korona śniegu i krwi" Elżbieta Cherezińska
Maniaczytania: "Narodziny mocy. Zodiak. Dziedzictwo" Stan Lee, Stuart Moore, Andie Tong
Natalia recenzuje: "Szczeniak" Liam Creed

Grudzień

McDulka: "Na własnej skórze" Paulina Łopatniuk
ZwL: "Życie towarzyskie i uczuciowe" Leopold Tyrmand
Maniaczytania: "Strażniczka książek" Mechthild Gläser
Anna: "Piosenka o zależnościach i uzależnieniach"