Eilish jest naukowczynią, matką czwórki dzieci i szczęśliwą żoną nauczyciela i związkowca. To właśnie działalność w związkach zawodowych stawia Larry'ego na celowniku władzy. A władza niepostrzeżenie się zradykalizowała i nie znosi sprzeciwu, co rusz znikają ludzie i nie sposób dowiedzieć się, gdzie przebywają. Nie inaczej stanie się z Larrym. Jego aresztowanie będzie jednak zaledwie czubkiem góry lodowej, krok po kroku władza pozwala sobie na coraz więcej, powodując opór w społeczeństwie, niszcząc rodziny i kraj.
Gdy czytam te słowa, myślę, brzmią banalnie. Kolejna książka o wślizgującym się niepostrzeżenie totalitaryzmie – tak, kolejna, ale i nie kolejna, bo całkiem inna. To przede wszystkim powieść o matce, która próbuje chronić dzieci i niestety nie zawsze jej to wychodzi. Widać u niej pewien rodzaj ślepoty na działania zewnętrzne, o który nigdy nikogo bym nie oskarżyła. Bo czy wszyscy nie mamy tendencji do przymykania oczu? Nie jest tak źle... W innych krajach to dopiero! Mnie to nie dotyczy! No źle się dzieje, ale w sumie trzeba tym a tym utrzeć nosa.... I tak zamyka się oczy, z lenistwa, ze stagnacji, z zajęcia swoim życiem. Lynch świetnie opisuje ten proces, choć jego fokus leży przede wszystkim na Eilish – matce nastolatków i niemowlaka, naukowczyni bez pracy, kobiecie, która załatwia, martwi się, troszczy, wychowuje, ogarnia, walczy, wątpi, upada, ciągnie resztką sił. To powieść bardzo emocjonalna, napisana piękną frazą. Lynch pisze zdania poetyckie, potoczyste, które jednocześnie opisują przyrodę i wyrażają niewypowiadalne. Opisuje też życie wewnętrzne kobiety i robi to dobrze, choć patrzyłam na to z podejrzliwością.
Ta powieść to nie dystopia, to nie obraz jakieś dalekiej, strasznej przyszłości. To, o czym pisze Lynch, dzieje się w wielu miejscach na świecie, dokładnie tak lub fragmentami. To może się wydarzyć w każdej chwili i tu, gdzie żyjemy. Autor wskazuje tylko mechanizmy, dobrze nam znane, wskazuje na marność jednostki wobec systemu, opisuje niemoc i rozpacz. I ponownie, to brzmi banalnie, ale powieść Lyncha bynajmniej taka nie jest. Jest poruszająca, mocna, brutalna i piękna. Bardzo polecam.
Moja ocena: 6/6
Paul Lynch, Pieść prorocza, tł. Kaja Gucio, 288 str., Marginesy 2024.
