niedziela, 11 czerwca 2023
"To nie jest Miami" Fernanda Melchor
sobota, 10 czerwca 2023
"Planeta małp" Pierre Boulle
piątek, 9 czerwca 2023
"Reperować żywych" Maylis de Kerangal
poniedziałek, 5 czerwca 2023
"Panna Kim wie" Cho Nam-Joo
niedziela, 4 czerwca 2023
"Empuzjon" Olga Tokarczuk
Z ogromną satysfakcją zakończyłam lekturę Empuzjonu, który okazał się być dla mnie powieścią zaskakującą i to na obu płaszczyznach - fabularnej i językowej. Ta lektura była dla mnie jak ssanie czekoladki z lukrecją. Słodka i gorzka równocześnie. Dawno już nie sięgałam po powieść noblistki, więc po raz kolejny mogłam sobie pozwolić na zachwyt, choć, przyznam, mogłabym wyszukać w tej powieści tak przez niektórych znienawidzone rodzynki.
Göbersdorf znam od czasu lektury Gorzko, gorzko i ma dla mnie ten sam zapach i aurę co Beelitzer Heilstätten pod Berlinem - w moich myślach unosi się nad nim (w powieści, co ciekawe, to miasteczko ma rodzaj nijaki) atmosfera tajemniczości, swąd śmierci i cierpienia zaprawiony aromatem stęchlizny i melancholii.
Do tego właśnie miejsca przyjeżdża Mieczysław Wojnicz, by zamieszkać w pensjonacie dla panów i podreperować sfatygowane gruźlicą płuca. Już pierwszego dnia delikatny Mieczyś zostanie jednak skonfrontowany z trupem Klary Opitz, małżonki właściciela pensjonatu. I można by pomyśleć, że taki początek będzie przygrywką do kryminału retro, ale nic bardziej mylnego! Duch Klary Opitz wprawdzie będzie tu obecny, ale raczej na drugim planie. Pierwszy plan zajmą dyskusje mieszkańców pensjonatu, mężczyzn wykształconych o różnych proweniencji i tle, ale niezwykle zgodnych w swojej opinii o kobietach. Ich dysputy, rozognione tajemniczą nalewką Schwärmerei, będą się wręcz obsesyjnie obracać wokół, a jakże, słabszej płci. Jak się na końcu okazuje, ich mizoginiczne i często odstręczające wypowiedzi autorka zaczerpnęła ze słów wybitnych i znanych mężczyzn. Co jeszcze bardziej przerażające, niektóre z nich do dziś niemal jeden do jeden słychać z ust co poniektórych męskich osobników.
Co jednak ciekawe, Tokarczuk nie skupiła się na feministycznym wydźwięku Empuzjonu, lecz na inności, który niekoniecznie oznacza kobiecość (często mężczyznom zupełnie obcą). Jak można się domyślić, to poczucie inności trapi Wojnicza od najwcześniejszych lat, a pobyt w Göbersdorfie pomoże mu zrozumieć własne jestestwo. W tę konwencję wpiszę się postać Thila - studenta sztuki z Berlina, ale także opowieść o czarownicach z okolic uzdrowiska. Warto zaznaczyć, że wszystkie postaci kobiece są tu drugoplanowane i nieme, ale bardzo interesujące, począwszy od zmarłej Klary Opitz, poprzez tajemniczą piękność w kapeluszu jak i panią Brecht i Weber, które niczym antyczny chór obserwują poczynania mężczyzn.
Trudno się oprzeć porównaniom do Czarodziejskiej góry Thomasa Manna - wielokrotnie nachodziły mnie liczne reminiscencje. Empuzjon to jednak Czarodziejska góra w polskim anturażu, podlana niepewnością w kwestii polskości, niepewnością w kwestii samego siebie i niepewnością wobec przyszłości.
Tokarczuk wspaniale kreśli tę niejasną i pełną niepokoju o przyszłość atmosferę - jest jesień, zbliża się zima, są szczegółowo opisane potrawy, wnętrza, ten cały sanatoryjny koloryt i klimat początku XX wieku. Sa wyprawy na grzyby i wycieczki w góry, stroje, buty (zwłaszcza buty!) i wyżej wspomniane rozmowy, które chciałoby się wepchnąć w ten leżący ponad sto lat temu Göbersdorf i o nich czym prędzej zapomnieć.
Empuzjon, wbrew moim oczekiwaniom, mnie zachwycił, zainteresował, zaczarował - pozostając w konwencji trzech "z". Polecam, zwłaszcza ze względu na postać Wojnicza (nie opiszę tego wątku, by nie zepsuć lektury).
Moja ocena: 6/6
Olga Tokarczuk, Empuzjon, czyt. Kinga Preiss, 400 str., Wydawnictwo Literackie 2022.
piątek, 2 czerwca 2023
Statystyka maj 2023
Przeczytane książki: 14
czwartek, 1 czerwca 2023
Stosikowe losowanie - czerwiec 2023
"Nikt nie odpisuje" Jang Eun-Jin
niedziela, 28 maja 2023
"Pojechałam do brata na południe" Karin Smirnoff
Janakippo jedzie do brata, Brora, pomóc mu, bo wychodzi na to, że po rozstaniu z partnerką nie wiedzie mu się najlepiej. Bror topi smutki i życie w alkoholu. Jego siostra bliźniaczka nie jest jednak najlepszą opiekunką, bo sama zmaga się z mnóstwem traum, które stopniowo wypływają, gdy na powrót zamieszkuje w domu rodzinnym. Tam z każdego kąta wyziera rozpacz, smutek i samotność. Jana i Bror dostali od rodziców najgorszy możliwy pakiet na dorosłość - to cały szereg traum, poczucie zaniedbania, brak miłości i zrozumienia. Nie dziw więc, że brorkippo sięga po alkohol, a janakippo miota się między związkiem i samotnością, pracą i niebytem.
Trudno pisać o treści tej książki, by nie zdradzić zbyt wiele. Zresztą ta powieść utkana jest z tajemnic, niedopowiedzeń, wydarzeń, które zniknęły w mroku przeszłości, a ich wydobycie wiąże się z krwią, łzami i potem. Wioska, w której mieszka rodzeństwo, to mała społeczność, zamknięta, hermetyczna, w której każdy wszystko wie, każdy jest powiązany z każdym, a zmartwienia topi się w alkoholu. Śmierć jest tam wszędobylska, janakippo jest z nią wciąż konfrontowana, ponieważ podjęła pracę w opiece nad starszymi i chorymi.
Smirnoff wprowadza bardzo ciekawy wątek demonicznej kobiety, której nikt się nie potrafi oprzeć, nadając jej, paradoksalnie, imię Maria. Mimo że maria już nie żyje, to wciąż ma wpływ na życie mieszkańców, mataczy i gmatwa. I janakippo będzie musiała się z nią zmierzyć. Zresztą wszystkie postaci są tu bardzo interesujące - sama Jana, jej matka, przyjaciółka z dzieciństwa, Maria, Diana itd.
Pojechałam do brata na południe to mroczna, trudna powieść. Smirnoff postawiła na bardzo niekonwencjonalny język, który tego odbioru nie ułatwia. Nie ma tu znaków interpunkcyjnych poza kropką, wszystkie imiona, nazwiska, nazwy pisane są łącznie i z małej litery, zdania kończą się nagle, pozostawiając czytelniczkę z domysłami. Do niektórych fragmentów wracałam kilka razy, by się upewnić, czy na pewno dobrze zrozumiałam przesłanie autorki. Tłumaczka, Agata Teperek, miała bardzo trudny orzech do zgryzienia, ale myślę, że udało jej się stworzyć przekład bardzo dobry, dopasowany do treści, ujmujący specyfikę oryginału.
Można się zastanawiać, czy warto czytać tak mroczną, pełną traum książkę. Moim zdaniem tak - ze względu na język, narrację, kreację specyficznego mikrokosmosu, ale trzeba mieć świadomość, że w tej powieści musimy się zmierzyć z ogromem zła.
Moja ocena: 5/6
Karin Smirnoff, Pojechałam do brata na południe, tł. Agata Teperek, 350 str., Wydawnictwo Poznańskie 2022.
sobota, 27 maja 2023
"Zbieranie kości" Jesmyn Ward
niedziela, 21 maja 2023
"Grona gniewu" John Steinbeck
Nie od dziś wiem, że Steinbeck to mistrz i że prawdopodobnie pokocham wszystko, co wyszło spod jego pióra. Grona gniewu to kolejna książka Amerykanina, która mnie całkowicie porwała. To opowieść, której akcja rozgrywa się podczas Wielkiego Kryzysu. Mieszkający w Oklahomie ludzie tracą swoje gospodarstwa na rzecz wielkich plantacji bawełny. Nie ma już miejsca na małe pola i prywatne uprawy. Rodziny więc masowo wybierają się na zachód, do Kalifornii, skuszeni ulotkami obiecującymi pracę przy zbiorze owoców. Wśród nich jest rodzina Joadów - dziadkowie, rodzice i szóstka dzieci, a także mąż jednej z córek, wujek i pastor. Ta karawana wyrusza na zdezelowanej ciężarówce do obiecanego edenu, niepewna przyszłości, trapiona zmartwieniami i troskami finansowymi.
Joadowie to cała gama różnych charakterów. Każda z postaci reprezentuje inne podejście do wyprawy, do przyszłości i do tego, co po sobie zostawiła. Najtrudniejsza jest sytuacja dziadków, którzy z trudem znoszą niewygody podróży, ale nie tylko fizycznie. Dla dziadka tęsknota za ziemią i dotychczasowym życiem będzie zabójcza. Przeciwwagą są tu najmłodsze dzieci, dla których wyjazd jest wielką przygodą, choć oczywiście i na nich nie przejdzie bez echa. Wraz z postępem podróży niewygody będą coraz większe - auto będzie się psuć, jedzenie kończyć, a napotkani wędrowcy będą opowiadać o rozczarowaniu, jakim była dla nich Kalifornia. Joadowie nie spodziewają się bowiem, że kapitalizm może wystrychnąć ich na dudka, że sama chęć pracy nie wystarczy, by przeżyć. Zobaczą głód, który zabija tuż obok obsypanych owocami drzew.
Narracja powieści prowadzona jest z perspektywy Toma - tuż przed wyjazdem na zachód wyszedł z więzienia i przypadkiem odszukał rodzinę, zanim ta zniknęła z Oklahomy. Tom wylądował za kratkami za morderstwo, popełnione podczas przypadkowej bójki. Okazuje się, że jest on ważnym filarem rodziny, podporą, wsparciem i mózgiem. To on jako pierwszy zrozumie mechanizmy, które rządzą zachodem i których skutkiem jest marna opłata za ciężką pracę, głód i gniew robotników. Jednak najważniejszą postacią tej powieści jest matka, która nie traci energii, siły i rozsądku mimo kolejnych ciosów. To ona rozumie, że przetrwają tylko, gdy będą trzymać się razem. W najtrudniejszych momentach to ona bierze na siebie ciężar podjęcia decyzji. Kobieta dba o porządek, o strawę, o pakowanie i rozpakowywanie, troszczy się o młodsze dzieci, ale wspiera też będącą w ciąży córkę. Wie, jak postępować z mężem i bratem, wie jak trzymać w krabach synów i potrafi temperować gorącą głowę Toma. To ona jest siłą napędową, czego zwieńczeniem jest ostatnia scena książki. Symboliczna, poruszająca, niesamowita.
Nie spodziewałam się tego po lekturze, ale to w gruncie rzeczy powieść głęboko feministyczna, ukazująca siłę kobiet i ich umiejętność przetrwania najgorszych kryzysów. W najtrudniejszych sytuacjach mężczyźni stają się bezradni, ich działania nie przynoszą skutku, podczas gdy matka zawsze potrafi zachować zimną krew. To oczywiście także powieść o kapitalizmie i jego najbardziej krwiożerczej twarzy, o nienawiści do obcych, o walce o przetrwanie. To fantastycznie skomponowana narracja przeplatana esejami na temat aktualnej sytuacji, która zachwyca językiem i plastycznością opisów. Steinbecka warto i należy czytać.
Moja ocena: 6/6
John Steinbeck, Grona gniewu, tł. Alfred Liebfeld, czyt. Marcin Popczyński, 672 str., Wydawnictwo Prószyński i s-ka 2012.
piątek, 19 maja 2023
"Deutschland vor der Nacht" Margot Littauer
Margot Littauer spisała swoje przeżycia w 1940 roku, wysyłając je na konkurs Uniwersytetu Harvarda, którego tematem było: Moje życie w Niemczech przed i po 30 stycznia 1933 roku. Jej syn dotarł do jej opowieści i wydał ją w postaci książkowej. Lata temu był on naszym sąsiadem w Berlinie i kilka tygodni temu mój mąż przypadkiem go spotkał i dostał tę książkę.
To fascynująca opowieść nastolatki, które prowadzi zwykłe życie, chodzi do szkoły, ma przyjaciółki, marzenia i swoje życie. Gdyby nie Hitler, pewnie skończyłaby w Królewcu szkołę i poszła na studia. Tymczasem rodzina była zmuszona do wyprowadzki do Breslau (czyli Wrocławia), a Margot do zmiany szkoły. I do kolejnej. I do porzucenia. I do stania się dorosłą.
Ponad dwudziestoletnia Margot opisała swoje przeżycia bez egzaltacji, bez wielkich emocji, rzeczowo i konkretnie, biorąc pod uwagę kwestię zmian społecznych, które były skutkiem rosnącego w siłę nazizmu. Autorka opisuje, jak jej koleżanki czy nauczyciele radzili sobie z kolejnymi sankcjami i restrykcjami. Bez egzaltacji i oceny opisuje swoją sytuację w szkole, podejście nauczycieli oraz wpływ propagandy na traktowanie żydowskich uczennic. Margot to pilna uczennica, ale także krytyczna obserwatorka, która ma świadomość zmian i potrafi ocenić sens dalszej nauki. Gdy umiera jej ojciec i choruje matka, potrafi przejąć odpowiedzialność za rodzinę i zrezygnować z własnych celów.
Margot udało się opuścić Breslau w 1939 i przeżyć wojnę. Dzięki temu urodzili się jej synowie, jeden z ich był później naszym sąsiadem, a ona mogła opowiedzieć swoją historię. To inne spojrzenie na te lata - przyziemne, realistycznie, z niemieckiej perspektywy. To także historia, która ma happy end, oczywiście gorzki, ale w pewnym sensie można tak jej zakończenie określić.
Bardzo się cieszę, że mogłam poznać historię Margot, zwłaszcza, że znam historię jednego z jej synów i wnuków.
Moja ocena: 5/6
Margot Littauer (Bruck), Deutschland vor der Nacht. Mein Leben in Deutschland vor und nach dem 30. Januar 1933, 111 str., edition winterwork 2017.
środa, 17 maja 2023
"Podróż do źródeł czasu" Alejo Carpentier
Klasyk literatury latynoamerykańskiej, monumentalna powieść o czasie i poszukiwaniu swojego miejsca, barwne i sugestywne opisy - jednym słowem o tej powieści można przeczytać same superlatywy. Takie nastawienie nie ułatwia lektury, co więcej popycha czytelniczkę do myśli, że to z nią jest coś nie tak, skoro nie docenia takiej prozy. Ano tak, nie docenia, bo przez tę powieść brnie się jak przez amazońską dżunglę, gdy zapomniało się maczety. Najpierw trudno w nią wejść, potem trzeba się z trudem przedzierać, odganiając insekty, a na końcu zostaje tylko ślizg po błotnistym korycie zagubionego w ostępach strumienia.
Główny bohater jest muzykologiem i wyrusza w podróż, by odszukać prymitywne instrumenty indiańskie. Uprzednio jednak pozostawia żonę, aktorkę, która wyjechała na występy i zabiera ze sobą kochankę. Początkowo mu ta konstelacja odpowiada, ale z czasem kochanka Mouche zaczyna przeszkadzać, szczególnie, gdy na drodze pojawia się Rosario - kobieta pełna temperamentu. Na szczęście Mouche zapada na malarię, więc można ją bez problemu zostawić i kontynuować wyprawę z Rosario. Bohater dociera do zagubionej w dżungli wioski, gdzie żyje się jak w prymitywnej cywilizacji, wśród ostępów i gór, nieopodal rzeki. To miejsce, gdzie człowiek ma szansę być panem swojego czasu - jak twierdzi bohater. To ona teraz decyduje, jak rozdzieli godziny i co z nimi pocznie. I pewnie odnalazłby w tym życiu pewnego rodzaju szczęście, gdyby się szybko nie zorientował, że jednak ciężko mu żyć bez papieru i ołówka chociażby.
Carpentier stworzył książkę naszpikowaną, przeładowaną wręcz, odwołaniami i aluzjami to dzieł literatury światowej, przede wszystkim Odysei, oraz do utworów muzycznych. Bardzo lubię intertekstualność, ale wolę gdy jest ona dodatkiem, ubogaceniem powieści, a nie jej głównym celem. Ta gęstość dotyczy także stylu - to zdania wielokrotnie złożone, naszpikowane opisami, skąpe w dialogi. Przysłowiowa ściana tekstu normalnie mnie nie odrzuca i mi nie przeszkadza, ale w prozie Carpentiera coś tak bardzo nie zagrało, że mnie całkowicie nudziła. Z ciekawością przeczytałam tylko samą końcówkę. Kubańczyk przestrzelił w każdym calu, chcąc utkać w tę powieść dosłownie wszystko, i to na płaszczyźnie językowej, odwołań jak i treści. Rozumiem, że tak kwiecisty styl obrazuje duszność i obfitość krajobrazu, ale mnie niestety nie kupił. Sam główny bohater jest zresztą bardzo antypatyczny, co, ponownie, nie musi być wadą książki, tu jednak było wyjątkowo denerwujące, zwłaszcza jego postawa wobec kobiet. Zakładam, że ta postać jest produktem swojego czasu, niestety w tej kwestii ta powieść zestarzała się niezbyt ciekawie.
Trudno mi powiedzieć coś pozytywnego o tej powieści. To moim zdaniem taki klasyk literatury, który nie zdał próby czasu i mimo uniwersalnego przekazu (pogoń za spokojniejszym życiem, powrót do źródeł, wpływ cywilizacji, poszukiwanie raju) ciężko się czyta.
Moja ocena: 3/6
Alejo Carpentier, Podróż do źródeł czasu, tł. Kalina Wojciechowska, 350 str., Państwowy Instytut Wydawniczy 2018.
wtorek, 16 maja 2023
"Chwile wieczności" Kjersti Anfinnsen
Bigitte jest fantastyczną narratorką. Samokrytyczną, ironiczną, sarkastyczną i inteligentną. Opowiada o swoim życiu bez ogródek, nie ukrywa niczego, świetnie rozpoznaje wszystkie oznaki starzenia i je nazywa. Ta powieść nie ma ciągłej narracji, to raczej zbiór scen, myśli, spostrzeżeń Birgitte, ale czyta się to świetnie. Jak można się domyślić, każda z myśli staruszki jest trafna, dobitna i idealnie opisuje jej rzeczywistość. Autorce fantastycznie udało się wejść w głowę kobiety, oddać bolączki, ale i radości tego wieku. Anfinnsen udało się uniknąć patosu, ale i śmieszności czy sentymentalizmu. To powieść przyziemna (choć mam poczucie, że to słowo nie oddaje dobrze tego, co chcę powiedzieć), dosadna, realistyczna. Każda z nas ma jakiś obraz, wizję starości, ale rzadko pewnie posuwamy się do wyobrażenia sobie każdego dnia, poczynając od śniadania. Trudno odmalować sobie, ile czasu zajmuje każda czynność, jak wyglądają rozmowy na skype czy spacery.
Chwile wieczności to także powieść bardzo kobieca. Birgitte wybrała w swoim zawodzie specjalizację zdominowaną przez mężczyzn, więc całe życie musiała się zmagać z mobbingiem z ich strony oraz udowadniać, że jest równie dobra, o ile nie lepsza. Kobieta nie zdecydowała się na założenie rodziny, nie związała z nikim na stałe, postawiła na pracę i ratowanie serc swoich pacjentów. Dzięki tej pracy Birgitte mogła zgromadzić zapewne pokaźne zasoby finansowe, by ułatwić sobie starość - stać ją na fryzjera i pomoc domową, na wyjście do restauracji czy na jakieś zabiegi. To oczywiście w jakiś sposób czyni jesień życia przyjemniejszą, ale odebrałam trudności i przemyślenia Birgitte jako uniwersalne, niezależnie od miejsca zamieszkania i statusu materialnego.
Dobra, dająca do myślenia proza.
Moja ocena: 5/6
Kjersti Anfinnsen, Chwile wieczności, tł. Karolina Drozdowska, czyt. Anna Ryźlak, 252 str., Wydawnictwo ArtRage 2023.
niedziela, 14 maja 2023
"Córeczka" Tamara Duda
sobota, 13 maja 2023
"Bambino" Inga Iwasiów
Szczecin tuż po wojnie był miejscem w momencie wielkiego przełomu - już nie niemiecki, jeszcze nie polski. Miejsce pełne niepewności, niestabilności i zmian. To tu mieszkają trzy bohaterki i jeden bohater powieści Iwasiów. Każda z tych osób ma zupełnie inną przeszłość. Ulrike jest Niemką, ale po stracie rodziców w Szczecinie z braku innych pomysłów na życie została. Anna, Maria i Jan to osoby napływowe. Każda z nich ma inne tło, pochodzi z innego miejsca i różnie przetrwała wojnę. Wszystkie jednak połączy bar mleczny Bambino, w którym będą pracować kobiety i jadać Jan. To nad miską jadła będą rozmawiać, zakochiwać się, przeżywać, planować, walczyć.
Losy tej czwórki będą odzwierciedlać losy powojennej Polski - odbudowę miast, studia, pracę, partię, czystki, lawirowanie i życie. Szczecin stanie się w tej powieści równie ważnym bohaterem jak powyższa czwórka. Będzie ziemią przeklętą i obiecaną zarazem.
Inga Iwasiów postawiła na trudną w odbiorze narrację. Jej zdania są urywane, nieskończone, kontynuowane po kropce. Zapewne mają one podkreślić rwane losy bohaterów, mnie jednak od nich dystansowały, odsuwały. Bardzo ciężko mi było przebrnąć przez tę książkę, mimo że lubię eksperymenty językowe. Tutaj jednak nie nawiązałam żadnej emocjonalnej więzi z bohaterami, choć tematyka powieści przecież bardzo mnie interesuje. Niestety spore rozczarowanie.
Moja ocena: 3/6
Inga Iwasiów, Bambino, 400 str., Wydawnictwo Wielka Litera 2015.
piątek, 12 maja 2023
"Mógłby spaść śnieg" Jessica Au
czwartek, 11 maja 2023
"Potosí. Góra, która zjada ludzi" Ander Izagirre
Cerro Potosí przewijało się w mojej świadomości, ale poza wiedzą o egzystencji tej góry, nie miałam zbyt wielu informacji na temat życia w jej okolicy. Izagirre odwiedził to miejsce nie raz i stworzył obszerny reportaż, osnuwając go na historii nastolatki Alicii. Dziewczyna jak wiele innych dzieci pracuje w kopalni, Cerro Potosí bowiem to niezwykle płodna góra. Jej złoża cyny i srebra były eksploatowane przez wiele lat, bez troski o środowisko i dobro pracowników.
Przemysł w Potosí załamał się już dawno, stanęły zmechanizowane kopalnie, podupadły stowarzyszenia górnicze, brak jakichkolwiek inwestycji. Pozostała przeraźliwa bieda, wyzysk, całkowicie zniszczone środowisko naturalne, przemoc i ciężka praca, która daje niewielki zarobek i zapewnia szybką śmierć na jedną z wielu chorób związanych z zanieczyszczeniami. Alicia pracuje, by wesprzeć matkę i siostrę, bo nie ma wyboru, bo zmarł ojciec, bo to jedyna możliwość dla dziecka w Potosí. Alicia walczy też o prawa dzieci, a przede wszystkim o prawo do godnej pracy. Tak, właśnie o to, bo paradoksalnie jej zakaz nie pomagał, lecz stwarzał jeszcze większe problemy.
Izagirre rozmawia z dziećmi i kobietami, stara się poznać ich sytuację, zrozumieć, ale także pokazać szerokie tło i to mu się świetnie udaje. Dzięki jego wywodom zrozumiałam, dlaczego życie w Potosí tak wygląda, co doprowadziło do katastrofalnej sytuacji górników i dlaczego Boliwia jest tak biednym krajem. Nie po raz pierwszy to USA, mieszając się w politykę innego kraju i manipulując jego gospodarką, przyczyniło się do upadku gospodarki i doprowadziło do ekstremalnej biedy.
Ten reportaż pokazuje sytuację praktycznie bez wyjścia, błędne koło, które przyczynia się do wzrostu przemocy, przestępczości i ataków w najsłabszych, czyli kobiety i dzieci. To obraz tak smutny i zagmatwany, że zapiera dech i obezwładnia.
Autor wraca do Potosí, by pokazać, co się stało z bohaterkami i bohaterami jego reportażu, co bardzo mi się podobało, podobnie jak jego nienachalna rola, a właściwie przezroczystość. Zaledwie kilka razy czytelniczka mogła zauważyć jego obecność. Bardzo podobało mi się, że Hiszpan zadbał o pokazanie szerokiego tła społeczno-polityczno-historycznego, które doprowadziło do aktualnej sytuacji w Boliwii.
Moja ocena: 5/6
Ander Izagirre, Potosí. Góra, która zjada ludzi, tł. Jerzy Wołk-Łaniewski, 288 str., Wydawnictwo Filtry 2021.
Statystyka kwiecień 2023
Przeczytane książki: 18
środa, 10 maja 2023
"Córki Klanu Jeleni" Danielle Daniel
poniedziałek, 8 maja 2023
"Wcale nie jestem taka" Marie Aubert
niedziela, 7 maja 2023
"Nowy Jork. Opowieści o mieście" Magdalena Żelazowska
Nastawiałam się na książkę stricte o Wielkim Jabłku naszpikowaną ciekawostkami i turystycznymi wskazówkami, a dostałam coś o wiele lepszego. Żelazowska stawia oczywiście na anegdotki i informacje, ale utkała je w swoją osobistą historię. Ta książka bowiem to opowieść o tym, jak autorka zdecydowała się na wyjazd do metropolii, jak przebiegał cały proces decyzyjny a potem przygotowawczy do zamieszkania w Nowym Jorku. I właśnie jej historia jest osnową tej książki oraz pretekstem do opowiedzenia o mieście. Żelazowska mimochodem przeplata swoją historię licznymi ciekawostkami, opowieściami o nowojorskich ulicach i dzielnicach, o słynnych nowojorczykach oraz o historii miasta. A może jest na odwrót, to gawęda o mieście przeplatana jest gawędą o autorce? Niech każdy rozstrzyga sam. Mnie ta forma bardzo przypadła do gustu i błyskawicznie wysłuchałam całej książki. Podoba mi się także język Żelazowskiej - potoczysty, przystępny, bez zadęcia, angażujący. Tę książkę faktycznie dobrze i lekko się czyta/słucha.
Po tej lekturze Nowy Jork dalej mnie nie zafascynował, autorka nie zaraziła mnie swoją miłością do miasta, ale jeśli się do Wielkiego Jabłka kiedyś wybiorę, na pewno wrócę do tej książki.
Moja ocena: 5/6
Magdalena Żelazowska, Nowy Jork. Opowieści o mieście, czyt. Agnieszka Baranowska, 352 str., Wydawnictwo Luna 2022.
czwartek, 4 maja 2023
"Czereśnie od świętej Anny" Michael Sowa
wtorek, 2 maja 2023
"Wędrówka" Intan Paramaditha
poniedziałek, 1 maja 2023
"Klara i słońce" Kazuo Ishiguro
Stosikowe losowanie - maj 2023























