poniedziałek, 29 listopada 2021
"Latarnicy" Emma Stonex
niedziela, 28 listopada 2021
"Żałobnica" Robert Małecki
piątek, 26 listopada 2021
"Turbulencje" David Szalay
środa, 24 listopada 2021
"Co dzień zawdzięcza nocy" Yasmina Khadra
Na moje pierwsze spotkanie z literaturą Algierii wybrałam powieść Yasminy Khadry - pisarza dość znanego i tłumaczonego na wiele języków, mając nadzieję na bliższe poznanie algierskiej kultury. Mój wybór był słuszny, powieść jest bardzo głęboko osadzona w realiach, a jej akcja rozpoczyna się w latach 30. XX wieku i trwa aż do współczesności.
Głównym bohaterem jest Younes/Jonas, którego poznajemy jako kilkuletniego chłopca. Rodzina Younesa klepie biedę, nieszczęśliwy splot okoliczności, ale także zależność od kolonizatorów doprowadziły do takiego stanu. Ojciec chłopca stracił wszystko i widzi, jak ostatnia szansa na dobre plony także zostaje stracona w pożarze. Wtedy rodzina wyrusza do Oranu w nadziei na odmianę losu. Oczywiście ojciec nie jest świadomy, że w Oranie będzie jednym z wielu nieszczęśników bezskutecznie szukających dobrej pracy. Ulokowana w koszmarnych warunkach żona stara się związać koniec z końcem, opiekując się niepełnosprawną córką, podczas gdy ojciec spędza całe dnie na próbie zapewniania rodzinie bytu. Na przeszkodzie, oprócz braku pracy w mieście, stoi mu także własna duma. Nie jest on w stanie przyjąć pomocy brata - aptekarza, a nawet kilku groszy od syna, który z dumą próbował pomóc rodzinie własną pracą. Prędzej czy później ojciec będzie musiał przełknąć dumę i oddać syna na wychowanie bratu. Tam Younes ma szansę na inne życie - wuj ożenił się z potomkinią francuskich kolonialistów i prowadzi dostatnie życie. Chłopiec dostanie nowe ubrania, odpowiednie pożywienie, ale i dostęp to edukacji, a także nowe imię. Od tej chwili będzie Jonasem, który odnajdzie przyjaciół wśród francuskich dzieci.
Powieść Khadry to historia życia Jonasa - jego niespełnionej miłości, ale także jego przyjaźni. Trzej jego najbliżsi przyjaciele wprawdzie wywodzą się z rodzin francuskich, mają jednak inne tło społeczne, różne wychowanie i pochodzenie. Jonas natomiast zawsze żyje na krawędzi między arabskim pochodzeniem, a francuskim otoczeniem. Tłem historii Jonasa są wydarzenia historyczne - II wojna światowa, której macki dotrą także do Algierii, a przede wszystkim ruch wyzwoleńczy i walka o niepodległość. Powieść utrzymana jest w bardzo nostalgicznym tonie - wiele tu opisów przyrody, miast, zwykłego, codziennego życia zarówno ze strony arabskiej jak i francuskiej. Nostalgia ta dotyczy utracenia tego, co zbudowało wiele pokoleń Francuzów, ale także arabskiej, nomadzkiej przeszłości. Khadra nie dzieli, nie zajmuje stanowiska, jest raczej świadkiem historycznego biegu wydarzeń. Sama postać Younesa jednak nie będzie potrafiła zyskać sympatii czytelniczki czy czytelnika. Mimo ogromu jego rozważań i myśli bardzo trudno uchwycić jego charakter i zrozumieć motywację konkretnych działań. Począwszy od nikłego pragnienia odwiedzania matki i siostry, a na całkowitej bierności skończywszy. I nie mam tu na myśli wątku miłosnego, który nie odgrywa tu nawet wiodącej roli, ale męską przyjaźń. Mimo wielu przytyków chłopiec akceptuje swoich przyjaciół, co jest zrozumiałe, ale jego zachowanie jako dorosłego mężczyzny już zupełnie nie. Younes zawsze jest odmienny i nie burzy się w okresach odrzucenia, co więcej na końcu powieści wydaje się o nich zupełnie nie pamiętać. To człowiek, który boi się podejmowania decyzji, płynie z nurtem i cierpi w milczeniu - brakuje mi jednak motywacji takiego postępowania. Mimo tak wielu stron o jego przemyśleniach, trudno wysnuć jakiekolwiek wnioski na temat rzeczywistego stosunku chłopca do przybranych rodziców, przyjaciół czy algierskiej rewolucji. Bardzo szkoda, że autor stworzył takiego bohatera, bo to skądinąd dobra i ciekawa powieść, a bardziej wyrazista postać na pewno dodałaby jej kolorytu.
Mimo to nie żałuję czasu poświęconego lekturze, a czytałam tę książkę długo, bo faktycznie sporo dowiedziałam się o budzącej się algierskiej państwowości, ale także o zwykłym życiu na tym obszarze.
Moja ocena: 4/6
Yasmina Khadra, Die Schuld des Tages an die Nacht, tł. Regina Keil-Sagawe, 348 str., Ullstein Verlag 2010.
wtorek, 23 listopada 2021
"Dziobak literatury. Reportaże latynoamerykańskie" red. Beata Szady
niedziela, 21 listopada 2021
"Co pozwala powiedzieć noc" Pierre J. Mejlak
piątek, 19 listopada 2021
"Mam na imię Marytė" Alvydas Šlepikas
poniedziałek, 15 listopada 2021
"Kriegsenkel" Sabine Bode
Sabine Bode jest autorką książki o niemieckich dzieciach wojny, czyli dorosłych, którzy urodzili się w latach 30. i 40. oraz ich traumatycznych przeżyciach. W ramach spotkań autorskich z osobami, które odnalazły się w opowieściach zawartych na kartach jej książki, regularnie zaczęła się do niej zwracać inna grupa ludzi, którą autorka później nazwała wnukami wojny. To niemieckie pokolenie urodzone w latach 60. i początku lat 70., których rodzice urodzili się w czasie wojny.
Okazuje się, że przeżycia wojenne rodziców, z których często sami nie zdawali sobie sprawy (ze względu na wiek czy wyparcie) mają wpływ na kolejne pokolenia. Zaznaczyć tu trzeba, że owa generacja wnuków z tematem wojny była ekstremalnie często konfrontowana w szkole, do tego stopnia, że wiele młodych ludzi zaczęło odrzucać chęć jakiejkolwiek rozmowy o wojnie, także w rodzinie. Choć i tam temat był trudny. Ze względu na ówczesne podejście do dzieci, według którego sądzono, że nie są one w stanie pamiętać wydarzeń z wczesnych lat lub że owe wydarzenia nie mają wpływu na ich psychikę, nie zdawano sobie sprawy, jak głęboka i jak bardzo wyparta jest trauma tych dzieci.
Bode przedstawiła w książce wiele osobistych historii, które poznała podczas długich rozmów. Wiele z jej rozmówców tematyzuje trudny stosunek do rodziców. Dopiero po latach przemyśleń i często pomocy okazuje się, że jest on wynikiem traumy, jaką rodzice przeszli w dzieciństwie. Wydarzenia wojenne nie pozwalają matkom nawiązać emocjonalnej więzi z dziećmi, czynią z nich często osoby zgorzkniałe, zagubione, działające jak robot. Tych schematów zachowań jest wiele, w zależności od przeżyć - ucieczki, śmierci bliskich, bombardowań, gwałtu, utraty wszystkiego. Co ciekawe wiele z tytułowych wnuków cierpiało na niewyjaśnione bóle, symptomy czy miało powtarzające się koszmary - w każdym z tych przypadków były one powtórzeniem przeżyć rodziców.
Bardzo ciekawe są wątki rozliczeniowe, gdy okazuje się, że ukochany dziadek był w SS czy pracował w obozie. Takie odkrycie jest zawsze dla generacji wnuków traumatyczne i trudne do przepracowania.
Bode świetnie pokazuje zjawisko dziedziczenia traumy czy traumy pokoleniowej - na podstawie autentycznych wypowiedzi, z przykładami, z szerszym tłem społecznym. By dobrze zrozumieć tę książkę, trzeba mieć pewną wiedzę na temat społeczeństwa niemieckiego i przemian socjologicznych po wojnie oraz tego, jak przekazywany był temat wojny w mediach, szkołach czy przez polityków.
To bardzo ciekawa, poszerzająca perspektywy lektura.
Moja ocena: 5/6
Sabine Bode, Kriegsenkel, 368 str., Klett-Cotta 2010.
piątek, 12 listopada 2021
"Pachinko" Min Jin Lee
Pachinko to wielowątkowa saga zasadzona na historii Sunji - młodej Koreanki, która zmuszona jest opuścić rodzinną wioskę i przenieść się do Osaki. Autorka snując bowiem opowieść o rodzinie Paek, opisuje realia historyczne Koreańczyków od początku XX wieku. Uciskane i podległe Japończykom państwo cierpi pod coraz cięższymi restrykcjami, a wielu młodych Koreańczyków jedyną szansę na poprawienie losu widzi w emigracji do Japonii, gdzie mogą podjąć pracę w fabrykach. Koreańczycy to obywatele drugiej kategorii, z marszu rozpoznawani w Japonii ze względu na akcent, ale także przypisywane im stereotypowe cechy - gwałtowność, nieokrzesanie i chęć do współpracy z yakuzą.
Sunja o tym wszystkim nie wie. Jest niewykształconą dziewczyną, która zupełnie nieświadomie i nie z własnej woli wyjeżdża do Japonii. To jednak pracowita kobieta, która poświęca swoje życie mężowi, dzieciom, rodzinie i oczywiście pracy. Gdy w domu brakuje pieniędzy, wpada na pomysł dorabiania - to może być praca w polu, ale także przyrządzanie i sprzedawani kimchi czy słodyczy. Dla niej życie w Japonii formalnie nie różni się od życia w Korei, ale dla jej męża już bardzo, zwłaszcza gdy zostaje aresztowany z powodu rzekomych powiązań z ruchem rewolucyjnym Koreańczyków. W tle perypetii rodzinnych przewijają się bowiem wielkie historyczne wydarzenia: protesty, ruchy rewolucyjne, a przede wszystkim II wojna światowa, która zabiera życie wielu młodym Japończykom. W wyniku ataku na Nagasaki ucierpi szwagier Sunji, który nigdy nie wyjdzie z kalectwa.
Nie chcę pisać tu więcej o samej historii rodziny, bo to ona jest siłą napędową narracji i zmusza czytelnika do przewracania kolejnych stron. Dodam jednak, że podoba mi się brak zaskakujących zwrotów akcji. Autorce udało się uniknąć kina akcji na stronach książki, nie ma tu wstrząsających odkryć, nagłych przyspieszeń akcji, ukrytych w szafie rodzinnych trupów. Jest natomiast normalne, spokojne życie pełne bólu i pracy, ale także z wieloma szczęśliwymi chwilami.
Najciekawszy w tej książce jest wątek tożsamościowy. Min Jin Lee skupia się na wielowymiarowości integracji Koreańczyków w społeczeństwie japońskim. To bardzo złożony i indywidualny proces. Są Koreańczycy, którzy pragną się zasymilować, są tacy, którzy cierpią z powodu japońskich uprzedzeń do tego stopnia, że nawet w trzecim pokoleniu czują się Koreańczykami. Autorka opisuje, z jakimi szykanami spotykają się Koreańczycy na co dzień (odnawianie pozwolenia na pobyt nawet u osób urodzonych w Japonii, które nie władają koreańskim), nie zapominając o wspomnieniu o różnorodności podejścia wśród samych Japończyków. Już dla tego faktu warto sięgnąć po tę książkę. Autorka nie zapomina także o podziale Korei i konieczności zdefiniowania przynależności narodowej, ale także o diasporze koreańskiej w USA. Bohaterowie powieści naznaczeni są tym dylematem i to on ma ogromny wpływ na ich decyzje życiowe. Samo pachinko jest tu symbolem niestabilności koreańskich emigrantów, którzy jak bezwolne kulki poddani są decyzjom japońskich polityków.
Sama narracja wprawdzie wciąga od pierwszych stron, ale nie utrzymuje poziomu do końca. W pewnym momencie staje się nieco nużąca i wiem, że brzmi to, jakbym przeczyła sama sobie, w końcu powyżej chwalę autorkę za to, że uniknęła spektakularnych zwrotów akcji. Jej narracja jest jednak także dość skąpa w uczucia, co być może jest wynikiem charakteru Koreańczyków, a zarazem przeładowana postaciami. W drugiej części powieści pojawia się ich jeszcze więcej, niektóre tylko krótko zarysowane i niestety dalej nie pociągnięte (np. homoseksualny przyjaciel policjant). Odniosłam wrażenie, że autorka chciała ukazać jak najwięcej fenomenów (pachinko, prostytucja, schadzki w parku, yakuza, samobójstwo itd), ale zabrakło już miejsca na ich pogłębienie. Mimo to polecam tę książkę, być może jako wstęp do pobieżnego poznania historii Korei.
Dodam jeszcze, że miejscami miałam problem z językiem i nie wiem, czy nie jest to wina decyzji tłumaczki. Od czasu do czasu w wypowiedziach pojawiają się słowa mocne, przekleństwa, które zupełnie nie pasują do tonu pozostałych wypowiedzi danej postaci i niekoniecznie wyrażają w danym momencie wielki gniew czy wzburzenie.
Moja ocena: 4/6
Min Jin Lee, Pachinko, tł. Urszula Gardner, 576 str., Czarna Owca 2017.
środa, 10 listopada 2021
Statystyka październik 2021
Przeczytane książki: 10
wtorek, 9 listopada 2021
"Wie halte ich das nur alles aus?" Sibylle Berg
poniedziałek, 1 listopada 2021
Stosikowe losowanie listopad 2021
Guciamal wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 5 książek) - 4
czwartek, 28 października 2021
"Tirza" Arnon Grunberg
środa, 27 października 2021
"Der letzte Satz" Robert Seethaler
Gustav Mahler podróżuje na pokładzie transatlantyku z Nowego Jorku do Europy. Stary i schorowany kompozytor i dyrygent siedzi ciepło opatulony na pokładzie pod opieką młodego stewarda i wspomina swoje życie. Jego myśli wędrują swobodnie wstecz, pozbawione chronologii i nieuporządkowane. W ten sposób czytelnik poznaje różne, ważne i mniej istotne wydarzenia z życia słynnego Austriaka. Mahler wraca do swoich sukcesów jako dyrektor opery, dyrygent, reformator i kompozytor, przede wszystkim skupia się jednak na życiu prywatnym.
Czytelnik poznaje więc okoliczności poznania jego żony Almy, historię wielkiej miłości, ślub, wspólne życie i późniejszą zdradę Almy. Są narodziny córek i wielka miłość do nich, a także śmierć Marii w wieku pięciu lat, z którą kompozytor nigdy się do końca nie pogodził. Wszystkie wspomnienia zabarwione są nostalgią i świadomością zbliżającego się końca. Ta perspektywa pozwala Mahlerowi patrzyć na swoje życie inaczej. Trudno tu nie poddać się paraleli między zbliżającym się do celu transatlantykiem, a kończącym swoje życie Mahlerem.
To nie jest długa powieść, krótka etiuda, impresja wręcz, zachęta dla czytelnika do zapoznania się bliżej z życiem Mahlera i jego żony - postaci niemniej ciekawej, a przede wszystkim kontrowersyjnej. Seethaler zachwyca swoim talentem pisarskim - jego zdania uwodzą, trafiają w sedno i czarują nostalgiczną atmosferę. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem, wprawka przed lekturą jego słynnego Trafikanta, na którą nabrałam teraz jeszcze większej ochoty.
Moja ocena: 5/6
Robert Seethaler, Der letzte Satz, 126 str., czyt. Matthias Brandt, tacheles! / Roof Music 2020.
wtorek, 26 października 2021
"Polowanie na małego szczupaka" Juhani Karila
poniedziałek, 25 października 2021
"Kain" José Saramago
To moje drugie spotkanie z prozą Saramago, spotkanie udane, bo Kain to powieść zaskakująca, prowokacyjna i pełna humoru. Portugalski noblista opisuje historię stworzenia świata, wygnania z raju i następnie skupia się na Kainie, które za zabójstwo brata zostaje przez Boga skazany na wieczne błąkanie.
W ten sposób Kain odwiedza różne biblijne miejsca i asystuje przy wielu znanych z Biblii wydarzeniach, takich jak budowa wieży Babel, wygnanie z Sodomy i Gomory, oddanie Izaaka jako ofiarę itd. Saramago przytacza biblijne opowieści, czyni to jednak z innej perspektywy. Obserwatorem, ale i uczestnikiem wydarzeń jest Kain. To uczestnik aktywny, który stara się wpłynąć na decyzje i wkracza do akcji, np. gdy Abraham chce złożyć w ofierze Izaaka. Kain jednak przede wszystkim komentuje decyzje i zachowania Boga, oceniając je. Jako osoba pokrzywdzona przez boskie decyzje - preferowanie Abla bez wyraźnej przyczyny, uzurpuje sobie do tego prawo. Kain bardzo celnie i bez skrupułów punktuje okrucieństwo Boga, jego zerojedynkowość, brak współczucia, nieprzemyślane decyzje.
Saramago skupia się na ukazaniu niekonsekwencji wielu biblijnych wydarzeń. Jego powieść skrzy się od humoru, pełna jest odwołań do współczesności (a nawet do Portugalii, np. w historii o wieży Babel), a zarazem jest bardzo krytyczna wobec Starego Testamentu. Co jednak istotne, Portugalczyk nie uprawia krytyki wprost, nie gardłuje się, nie wywyższa, jego krytyka jest dyskretna, inteligentna, ironiczna, a przez to niezwykle celna. Kain jest tu przeciwnikiem Boga, ale to przeciwnik konsekwentny, racjonalny, który bada boskie decyzje z rozmysłem, mądrze wyszukując wszelkie niekonsekwencje. Tworząc takiego bohatera, Saramago nie musi uprawiać krytyki bezpośredniej, nie musi wchodzić w polemikę, samo działanie Kaina obnaża wszystkie powyższe boskie wady.
Ta książka zaskakuje, zmusza do zastanowienia, wyraża w sposób skondensowany to, nad czym pewnie wiele osób się zastanawiało (czyli okrucieństwo boskich decyzji, bujna seksualność wielu biblijnych postaci, łatwość w zabijaniu itd). Powieść Saramago można odczytywać jako igraszkę, literacką zabawę z biblijnym kanonem, ale zdecydowanie należy ją widzieć jako rozrachunek i krytykę Biblii spisaną w stylu najwyższej klasy.
Moja ocena: 5/6
José Saramago, Kain, tł. Karin von Schweder-Schreiner, czyt. Helmut Krauss, Hoffmann und Kampe Verlag 2011.
wtorek, 19 października 2021
"Histeryczki" Roxane Gay
Zbiór ponad dwudziestu opowiadań o kobietach, które w jakiś sposób nie pasują do społeczeństwa, więc są tytułowymi histeryczkami czy jak w oryginale kobietami trudnymi. To kobiety naznaczone przemocą, zranione, ciężko doświadczone, ukrywające swoje traumy. Kobiety niezwykle emocjonalne tak jak język tych opowiadań. Są tu teksty bardzo krótkie i nieco dłuższe, teksty niepodobne do siebie, ale wiele z nich łączą te same motywy: bliźniaczek, straty dziecka, gwałtu, ucieczki, problemy na tle rasowym, otyłość. To zaskakujące, jak Gay nawet w dwustronicowych tekstach potrafi ująć czytelnika do tego stopnia, że musi przerwać lekturę. Na tych dwóch-trzech stronach jest taki ładunek emocji i tak wiele treści, że nie sposób pojąć, jak autorka tego dokonuje. I niezależnie, czy są to właśnie takie krótkie migawki czy teksty dłuższe, bardziej rozpracowane wszystkie chwytają i trzymają w swoich szponach.
Gay jest bardzo dosadna w swoim języku - mnóstwo tu brutalności, zwłaszcza w seksie. Jej zranione bohaterki bolesnym seksem zagłuszają ból albo poddają mu się, bo mężczyzna tak chce. To emocjonalnie poranione kobiety, poranione przez patriarchat i dysfunkcyjne związki z mężczyznami, którymi może być ojciec albo partner. Żaden z tekstów nie ma dobrego zakończenia, optymistycznej pointy - to raczej opowiadania o smutku, melancholii, sytuacji bez wyjścia, a nawet jeśli to wyjście jest i zakończenie dają jakąś iskrę nadziei, to łączy się ono z ucieczką. Bardzo podoba mi się, jak autorka eksperymentuje z różnymi formami, nie ma tu podobnych do siebie tekstów. Nawet jeśli znajdą się dwa o podobnym punkcie wyjścia lub poruszające podobną tematykę, to Gay koncentruje się na innym problemie. Taka powtarzalność motywów jednak mnie nie nudziła, odbierałam ją jako trop autobiograficzny, pewną traumę autorki, którą próbuje w ten sposób przepracować.
Gay mistrzowsko oddaje myśli swoich bohaterek - często w opowiadaniach głównym tematem nie są wydarzenia, a życie wewnętrzne. Autorka wrzuca czytelnika w środek i dopiero dzięki myślom bohaterki lub retrospekcjom dowiadujemy się, dlaczego kobieta zachowuje się w dany sposób.
Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo spodoba mi się styl Gay i same opowiadania, bo ze zbiorami opowiadań różnie bywa. Na pewno niebawem sięgnę po kolejną książkę tej autorki, zresztą już ją kupiłam.
Moja ocena: 5/6
Roxane Gay, Histeryczki, tł. Dorota Konowrocka-Sawa, 272 str., Poradnia K 2018.
sobota, 16 października 2021
"Saharyjskie dni" Sanmao
Saharyjskie dni znalazły się na mojej liście książek do przeczytania ze względu na pochodzenie autorki. To było moje pierwsze spotkanie z literaturą z Tajwanu i to jak udane! Mimo że Sanmao opisuje swoje życie na Saharze, to Tajwan w jej wspomnieniach jest bardzo obecny - pod postacią rodziny, zwyczajów, języka i kuchni.
Sanmao to wyjątkowa postać, kobieta samodzielna i niezależna, podróżniczka, która od zawsze pragnęła zamieszkać na pustyni. W ten sposób dotarła do Al-Ujun na Saharze Hiszpańskiej. Jej partner, a później mąż Jose dostał pracę w pobliskiej kopalni, a Sanmao mogła wreszcie doświadczyć życia na pustyni wszystkimi zmysłami.
Tajwanka zachwyca swoim sposobem pisania, ale i bycia. W czasach kolonialnych jest osobą o ogromnej empatii, tolerancji i ciekawości drugiego człowieka. Dla niej zamieszkujący Saharę Sahrawi są partnerami, sąsiadami, ludźmi jak ona. Choć denerwują ją niektóre ze zwyczajów, brud, bark elementarnej wiedzy, nie traktuje tego jako motyw do wywyższania się, ale jako przyczynek do zaoferowania pomocy lekarskiej czy edukacyjnej. Wspaniała jest jej nieograniczona ciekawość świata i spontaniczność - każda chwila może być początkiem nowej przygody, spontanicznej wyprawy.
O czym jednak pisze Sanmao? O zwykłym życiu, o zadziwieniach, spotkaniach, rozmowach. Niezwykle ciekawie oddaje miniony świat, pierwsze spotkania między Hiszpanami i saharyjskimi nomadami, ich zapewne już przebrzmiałe zwyczaje i sposób życia. Opisuje także zwykłe problemy dnia codziennego - potworny upał, zdobywanie jedzenia, kontakty z Hiszpanią i światem zewnętrznym w ogóle. Bez upiększania opisuje swoje lęki, rozterki, smutek, zdenerwowanie, szczególnie w związku z ruchem rewolucyjnym i wojną z Marokiem. Jej styl jest całkowicie bezpretensjonalny, szczery, a zarazem trafiający prosto w serce. Nie sposób nie polubić Sanmao, nie sposób nie kibicować jej integracji z lokalną społecznością. Chinka z ogromnym poczuciem humoru i życzliwością opisuje swoje zmagania z sąsiadkami - których kultura jest całkowicie odmienna od tej, w której ona została wychowania. Z kolejnymi rozdziałami książka staje się coraz mroczniejsza, bo i sytuacja polityczna się zaostrza, a Sahrawi żyją pod groźbą wojny.
Polubiłam Sanmao za jej absolutny zachwyt nad naturą, za poczucie humoru i zdolność do śmiania się z samej siebie. Cieszę się, że mogłam poznać przebrzmiały już saharyjski świat. Bardzo ciekawa książka!
Moja ocena: 5/6
Sanmao, Saharyjskie dni, tł. Jarosław Zawadzki, 344 str., Kwiaty Orientu 2018.
piątek, 15 października 2021
"Fallensteller" Saša Stanišić
środa, 13 października 2021
"Lampart" Giuseppe Tomasi di Lampedusa
Na drugie podejście do Lamparta zdecydowałam się tylko dzięki pewnemu klubowi czytelniczemu, bo moja pierwsza próba lektury siedem lat temu nie została zwieńczona sukcesem. Ta napisana w połowie XX wieku powieść bynajmniej nie jest nowoczesna. To narracja w starym stylu, powolna, pełna opisów, szczegółów i długich zdań. Oczywiście nie boję się takich książek, ale jestem świadoma, że przyzwyczajona do innego typu narracji, muszę im poświęcić więcej czasu. I jeśli jest to tematyka lub tło historyczne, które mnie interesuje, chętnie w taką powieść się zagłębiam, ale w przypadku Lamparta tak nie było, choć teraz, po lekturze stwierdzam, że faktycznie sporo się dowiedziałam o tworzeniu się włoskiego państwa i rewolucji Garibaldiego, o której wiedziałam tylko to, że miała miejsce.
Na tle tych wydarzeń Lampedusa snuje opowieść o schyłku szanowanego sycylijskiego rodu. To czas, gdy we Włoszech następują gwałtowne zmiany polityczne, które skutkują zmianami społecznymi. Szlacheckie rody i ich sposób życia niebawem odejdą do przeszłości. Wielkie posiadłości, służba, przepych, przyjęcia, wykwintne potrawy, kostyczne wychowanie, surowe zasady, głęboka religijność to niebawem pieśń przeszłości. Główny bohater - książę, tytułowy Lampart to głowa rodu, groźny i dobroduszny za razem Sycylijczyk z krwi i kości. To także człowiek świadom zmian, przyjmujący je ze stoickim spokojem, celebrujący życie, jakie zna. Na tle tych przemian toczy się normalne szlacheckie życie. Bratanek się żeni, córki zakochują, chodzi się na polowania i bale. Ale i tu widać pewne zmiany. Tancredi, bratanek przyłącza się do rewolucjonistów, świadom konieczności zmian, które w pewien sposób pomogą jednak zachować stary porządek rzeczy. Jego wybranką jest piękna córka miasteczkowego nowobogackiego. Ten człowiek nie ma szlacheckich manier, nie wie, jak się ubrać, ukrywa nieokrzesaną żonę, ale poprzez edukację córki i uposażenie finansowe aspiruje do wyższej klasy.
Życie rodziny Lamparta to poniekąd metafora przemian o skali bardziej globalnej. Żadna z nich nie następuje nagle, lecz stopniowo odmienia tryb życia. Znamienny jest tu monolog umierającego Lamparta, który bez żalu odchodzi ze świata, odczuwając upływające z niego życie. Ten proces przypomina powtarzalność fal morskich, jest absolutnym połączeniem z naturą i najbardziej poruszającym opisem książki. Lampedusa w ostatnim rozdziale opisuje życie córek Lamparta, niezamężnych, bezdzietnych, epigonek rodu i całej epoki.
Lampart nie jest książką, którą bez zastanowienia polecę każdemu. To jednak powieść tak klasyczna, że po prostu warto ją znać, choć pewnie włoscy uczniowie mają jej serdecznie dość.
Moja ocena: 4/6
Giuseppe Tomasi di Lampedusa, Lampart, tł. Zofia Ernstowa, 276 str., PIW 1970.
poniedziałek, 4 października 2021
"Der verlorene Sohn" Olga Grjasnowa
Oparta na faktach opowieść o pogrążonej w wojnie z państwami kaukaskimi Rosji rozgrywa się w połowie XIX wieku. To wtedy dumny władca górzystego Dagestanu przystaje na umowę z Rosjanami i oddaje im jako zakładnika swego najstarszego syna - dziewięcioletniego Jamalludina.
Rosjanie nie wywiązują się z umowy i wywożą chłopca do Sankt Petersburga, gdzie staje się osobistym protegowanym cara Mikołaja. Jamalludin zostaje umieszczony w najlepszych szkołach, poznaje języki, kulturę, historię, literaturę i szkolony jest na przykładnego rosyjskiego żołnierza. Tak w skrócie można streścić całą akcję książki. Oczywiście Grjasnowa opisuje wszelkie perypetie, rozwój chłopca, jego dorosłe życie, ale pisanie o tym odebrałoby przyjemność lektury przyszłym czytelni(cz)kom.
To nie jest jednak powieść historycznam, choć zawiera w sobie multum informacji i tła wojny kaukaskiej. Grjasnowa świetnie odmalowuje atmosferę epoki, przede wszystkim życie wyższych sfer, przepych pałaców, specyfikę carskiego dworu, ale także stroje, architekturę, nowinki kulturalne i literackie. To przede wszystkim powieść o zagubionym człowieku, dziecku na granicy kultur, które nigdzie nie będzie przynależało, które zawsze będzie obce. To ogromne rozterki o lojalności, poczuciu zadomowienia, swobodzie językowej, wychowaniu bez bliskich, roli przyjaźni.
Powieść Grjasnowej nie jest porywająca, ma do niej pewne zastrzeżenia (np. charakterystyka postaci mogłaby być bardziej pogłębiona), ale była dla mnie niezwykle interesująca. Ze względu na całe tło historyczne, ukazanie rosyjskiej taktyki podporządkowywania sobie kolejnych państw i ludów. Te kolonialne zapędy są tu świetnie przedstawione, a także wyrafinowane i długoterminowe sposoby zagarniania kolejnych terenów.
Moja ocena: 4/6
Olga Grjasnowa, Der verlorene Sohn, 383 str., czyt. Julian Mehne, HörbuchHamburg 2020.
niedziela, 3 października 2021
Statystyka wrzesień 2021
Przeczytane książki: 17
sobota, 2 października 2021
"Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie" Katarzyna Tubylewicz
Przeczytawszy Samotnego jak Szwed, zapragnęłam natychmiast sięgnąć po poprzednią książkę Katarzyny Tubylewicz, która zresztą odleżała na moim czytniku swoje lata. Samotnym jak Szwed byłam nieco rozczarowana, więc tym wyższe miałam oczekiwania wobec tak zachwalanych Moralistów. Od razu na początku lektury zorientowałam się, że i w tej książce autorka przyjęła podobną formułę, tzn zasadziła cały reportaż na wywiadach, dodając do nich jedynie kilka stron własnego wprowadzenia czy nawet podsumowania. Książka powstawała w czasach kryzysu uchodźczego, więc ten temat dominuje, bo Szwecja przyjęła przecież ogromną ilość osób.
Tubylewicz w pewien sposób odczarowuje wyidealizowany obraz Szwecji, równocześnie czyniąc to z serdecznością. To nie jest bowiem czcza krytyka, wytykanie błędów, a raczej polemika, próba zrozumienia i przede wszystkim proponowania rozwiązań. Ten temat dominuje więc w rozmowach z osobami obcego pochodzenia, które w Szwecji odniosły sukces niekoniecznie zawodowy. To aktywiści, działacze, osoby pracujące w terenie bezpośrednio z uchodźcami. Tubylewicz nie skupiła się na jednej narodowości - dotarła do ludzi pochodzących z Afganistanu czy Kurdystanu, ale też do Polaków, których ścieżki emigracyjne były bardzo odrębne. Oprócz osób zaangażowanych w pomoc i integrację uchodźców znaleźli się tu rozmówcy i rozmówczynie, którzy pracują z więźniami czy angażują się w ruchu feministycznym.
Autorka wraz ze swoimi rozmówczyniami i rozmówcami zastanawia się, dlaczego Szwedzi przyjęli tak wielką grupę emigrantów i czynili to przez lata. Mówią tu o szwedzkim poczuciu równości i o wierze w człowieka oraz zaufaniu do niego. Mimo tego, że zdarzały się konflikty z uchodźcami, że wielu obywateli zgłaszało wątpliwości, to ta postawa pozostała niezachwiana. Tubylewicz naświetla przyczyny takiego nastawienia i, co mi się bardzo podobało, szuka rozwiązań na lepszą integrację uchodźców. To właśnie te konkretne propozycje wypracowane w rozmowach są najmocniejszą stroną tej książki, czyniąc z niej wartościowy reportaż. I mimo że temat uchodźców dominuje, to łączy się on zarazem z innymi poruszanymi kwestiami - dobrocią, śmiercią, prawami mniejszości i osób LGBTQ+, rolą religii i kościoła. Pokazane tu postawy i poglądy są mi bliskie, więc pewnie dlatego ta książka uderzyła u mnie w pozytywną strunę. Równocześnie nie ma tu patosu i megalomanii, jest prostota i zwykła, ludzka dobroć i to właśnie mnie tak przekonuje. To jest to, co cenię w kraju, w którym mieszkam i coś, czego tak mi brakuje w Polsce.
Warto sięgnąć, przemyśleć, bo choć książka powstała kilka lat temu, nadal jest bardzo aktualna.
Moja ocena: 5/6
Katarzyna Tubylewicz, Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie, 408 str., Wydawnictwo Wielka Litera 2017.
piątek, 1 października 2021
"GRM. Brainfuck" Sibylle Berg
Stosikowe losowanie październik 2021
ZwL wybiera numer książki dla Anny (w stosie 280 książek) - 88






















