czwartek, 27 maja 2021

"Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet" Karolina Bednarz

 


O Japonii czytałam już sporo, ale nigdy nie uzurpowałabym sobie miana znawcy, zwłaszcza, że nigdy tego kraju nie odwiedziłam. Kwiaty w pudełku od dawna były na mojej liście i czekały na lekturę, ale dopiero fakt, że koleżanka właśnie ten reportaż przeczytała, mnie skłonił do wybrania go z setek książek na moim kindle. Oczywiście sporą rekomendację stanowi też autorka, którą znam od zamierzchłych czasów blogowych, a teraz od dawna śledzę na Instagramie. 

Mimo wielu lektur o Japonii i śledzenia profili i stron o tej tematyce, od Karoliny Bednarz dowiedziałam się wiele nowego, a jeśli nawet nie były to dla mnie fakty całkiem nieznane, to autorka pogłębiła i uzupełniła moją wiedzę. Bednarz stawia na rozmowy - udało się jej spotkać z wieloma, bardzo różnymi kobietami, które podzieliły się z nią swoimi życiorysami. Bednarz opisała te losy, dodając szerokie tło historyczne, socjologiczne i kulturowe, a robi to naprawdę dobrze, unikając nudnego wykładu. Dzięki temu czytelnik ma szanse faktycznie zrozumieć, dlaczego rola japońskiej kobiety jest, jaka jest.

Bednarz nie lukruje, nie demonizuje, nie narzuca swojego zdania, stara się natomiast bezstronnie ukazać japońskie kobiety. Wiele problemów, z którymi się borykają jest uniwersalna, ale mnóstwo niestety jest bardzo typowe dla kultury japońskiej. To w zasadzie bardzo smutna książka, bo zupełnie odziera z pozłotka obraz Japonii, ukazuje za to, jak Japonki uwikłane są w narzucone im role. Zwłaszcza te, które chcą połączyć macierzyństwo z karierą albo te, które nie przystają to surowych norm. Poczynając od wychowania i edukacji po pracę, wyłania się tu bezbrzeżnie pesymistyczny obraz, co gorsza bez perspektyw na większe zmiany. Bednarz krok po krok demitologizuje obraz Japonii, ukazując głębokie osadzenie w kulturze i sztywnych oczekiwaniach społecznych. 

Warto zaznaczyć, że Bednarz nie ocenia zastanego stanu rzeczy a raczej próbuje go tłumaczyć. Jako japonistka ma ku temu wszystkie predyspozycje i stara się je wykorzystać. Niczego bardziej nie znoszę, niż oceniania lub występowania z pozycji kultury wyższej - i chwała autorce za to, że takiej postawy uniknęła. Co więcej, styl autorki jest bardzo przystępny, rzutki, bez nadęcia. Widać, że Bednarz faktycznie chce przystępnie wyjaśnić, doszukać się przyczyn, niż epatować wiedzą książkową.

Pewnie zauważyliście, że niewiele piszę o treści, ale jest ona tak kompleksowa, że jakiekolwiek streszczenie będzie jej urągać. Myślę, że każda czytelniczka czy czytelnik zwróci uwagę na inny problem, co innego go poruszy lub zaciekawi. Kwiaty w pudełku to reportaż, do którego się wraca, by przypomnieć sobie niektóre fakty, spojrzeć na opisane historie z innej perspektywy lub skorzystać z obszernego indeksu i bibliografii. 

Moja ocena: 5/6

Karolina Bednarz, Kwiaty w pudełku. Japonia oczami kobiet, 328 str., Wydawnictwo Czarne 2018.

poniedziałek, 24 maja 2021

"Die Liebe im Ernstfall" Daniela Krien

 


Paula, Judith, Brida, Malika i Jorinde - pięć kobiet, pięć historii, pięć miłości. Każda inna, każda uwikłana w swoje problemy, gdzieś jednak przecinają się ich drogi. Paula i Judith się przyjaźnią, podobnie jak Judith i Brida, Malikę i Bridę połączyła miłość do tego samego mężczyzny, a Jorinde i Malikę więzy rodzinne. 

Daniela Krien przeplata i przekłada losy kobiet niczym warkocz, obracając je wokół mężczyzn. Mężczyzn, którzy w efekcie nic nie znaczą, którzy potrafią tylko niszczyć i bruździć. Niezależnie od męskich postaci, miłość kieruje życiem tych kobiet. To ona ma wpływ na decyzje i koleje losu. Nie są to decyzje racjonalne i najbardziej optymalne, ale najlepsze, jakie mogą podjąć w danej chwili. To jest powieść o życiu, o uczuciach, o stracie, samotności, niespełnionej miłości i tej chwilowo spełnionej. To rozważania o tym, ile można znieść w imię miłości, ile poświęcić i ile warto jej poświęcić.

Każda z tych bohaterek prowadzi zupełnie inne życie, różni je wiele. Mamy tu podporządkowaną mężowi matkę, niezależną samotną kobietę, która szuka partnerów przez internet, pisarkę, której macierzyństwo nie pozwala realizować pasji, kobietę, której macierzyństwo nie jest pisane i taką, która zachodzi w ciążę wbrew woli. Kreśląc tak szerokie spektrum losów, Krien tworzy postaci bardzo plastyczne, pełne wątpliwości, uczuć, namacalne, bardzo realistyczne. 

Pisząc o charakterach, należy dodać, że autorka posługuje się cudownym, pełnym emocji językiem. Czytelnik zanurza się w świat Krien od pierwszej strony. Poznaje Paulę w którymś z momentów jej życia i już nie może jej pozostawić. Krien nie sięga po karkołomne zabiegi, potrafi jednak opisać tragedie życiowe tak poruszającym językiem, że nie sposób nie towarzyszyć emocjonalnie bohaterkom. Sama konstrukcja powieści także zaskakuje - pięć epizodów splata się ze sobą w bardzo wyrafinowany sposób, autorka nie układa ich równolegle w czasie, raczej komponuje rozdziały tak, by kontynuować swoją historię. 

Piękna, poruszająca historia, która na długo zapadnie mi w pamięć.

Moja ocena: 6/6

Daniela Kien, Liebe im Ernstfall, 288 str., czyt. Anna Schudt, Bibiana Beglau, Nina Kunzendorf, Maren Eggert, Jeanette Hain, Diogenes Verlag 2019.

sobota, 22 maja 2021

"Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki" Aleksandra Michta-Juntunen

 


Finlandia nie jest dla mnie tabula rasa, choć nigdy w tym kraju nie byłam. Sporo wiadomości uzyskałam od znajomych, którzy tam mieszkają, z różnych tekstów, a także z pierwszej ręki w mojej poprzedniej pracy. Autorkę tej publikacji cenię od dawna i bardzo cieszyłam się na lekturę książki o tak pięknej okładce. I faktycznie tę opowieść o Finlandii i Finach czyta się przyjemnie, określiłbym nawet to czytanie jako ładne, bo choć Michta-Juntunen kilka razy zaznacza, że jej nowa ojczyzna nie jest tak idealna, jak się o niej mówi, to w swoich opowieściach tematy zapalne omija lub tylko zaznacza.

Autorka chce pisać o wyjątkowości Finlandii, o jej kuriozach, ciekawostkach, zwyczajach i mieszkańcach, a także o swoich własnych spostrzeżeniach i relacjach z mieszkańcami tego kraju. I dobrze jej to wychodzi. Michta-Juntunen potrafi gawędzić, ale także popiera swoje spostrzeżenia twardymi danymi, często ucieka się do statystyk czy tekstów źródłowych. Jeśli od dawna fascynuje was fenomen fińskiej edukacji i wierzycie święcie w każde doniesienie medialne na temat tego cudu, autorka was chętnie wyprowadzi z błędu. Podobnie będzie z legendarną małomównością Finów czy rzekomymi zawiłościami języka fińskiego. Przyznam jednak, że o fińskim chętnie przeczytałabym więcej niż przykładowe odmiany czy listy słów.

Sporo tu także o kuchni - o legendarnych salmiakkach, ale także ogólnie o fińskich potrawach. Autorka lubi gotować i od wielu lat prowadzi blog o fińskiej kuchni, nie mogła więc nie zamieścić w swojej książce przykładowych przepisów. Wybory kuchenne Finów popiera danymi historycznymi i oczywiście uwarunkowaniami geograficznymi.

Można się pokusić o stwierdzenie, że w tej publikacji autorka zahaczyła o każdy aspekt życia - wychowanie, edukację, czas wolny, pracę, sposób jedzenia, ubierania, język, zwyczaje. Bardzo ciepło pisze o swojej fińskiej rodzinie, o przyrodzie, bezkresie i ciszy. Sporo miejsca poświęca tytułowym trzem "s". O salmiakkach już wspomniałam, ale sisu i sauna są równie ważne. Sisu to fińska wersja słynnego hygge, która jednak ma nieco inne znaczenie i określa niewzruszoną postawę i sposób na życie mieszkańców tego kraju. Nie napiszę więcej, bo przecież nie chcę wam odbierać przyjemności z lektury. Natomiast sauna to rzecz w Finlandii święta, a że autorka pokochała ją conajmniej tak bardzo jak Finowie, to sporo można się dowiedzieć o kulturze saunowania, która ściśle się wiąże ze spędzaniem wolnego czasu i relaksem.

Ta książka to lektura z kategorii lekkich - rozdziały i opowieści są krótkie, utrzymane w stylu blogowym, okraszone pięknymi fotografiami. Ja czuję po niej niedosyt, chętnie pogłębiłabym tę dość powierzchowną wiedzę, przeczytała więcej o negatywnych stronach życia w Finlandii, jestem pewna, że autorka mogłaby opowiadać bez końca. Jeżeli potraktujecie tę książkę jako mini-przewodnik kulturowy przed wyjazdem do Finlandii lub jako wstęp do wiedzy o tym kraju, to myślę, że lektura was zadowoli. Jeśli jednak szukacie tekstu bardziej krytycznego, pogłębionego o analizę choćby socjologiczną, to może was czekać rozczarowanie.

Moja ocena: 4/6

Aleksandra Michta-Juntunen, Finlandia, Sisu, saune i salmiakki, 313 str., Wydawnictwo Poznańskie 2019.

środa, 19 maja 2021

"Tęsknota za innym światem" Ottessa Moshfegh

 


Powieść Ottessy Moshfegh, a mam tu na myśli Rok relaksu i odpoczynku, mnie nie zachwyciła, z różnych względów, o których pisałam w osobnym tekście. Po opowiadania zapewne bym nie sięgnęła, gdyby nie klub książkowy. My będziemy wprawdzie dyskutować o trzech tylko, ale ja przeczytałam całą książkę. Wiele z tych tekstów bardzo przypominało mi wyżej wspomniany Rok relaksu i odpoczynku - przede wszystkich w poszczególnych motywach, miejscach, cechach charakteru opisywanych postaci.

Widać, że Moshfegh fascynuje się życiem przegranym, beznadziejnym, uwikłanym w sytuacji bez wyjścia, często pozornie, bo bazującym na niemocy człowieka. Jej charaktery to nie są ludzie, z którymi byśmy chcieli się zaprzyjaźnić. Mają szereg nieprzyjemnych sekretów, spędzają dni na piciu lub braniu narkotyków, nie mają w sobie żadnej siły sprawczej wobec własnego losu. Ich otoczenie to brud, rdza, syf, nigdy nie sprzątane graty, wilgoć. Ich sposób spędzania czasu do żarcie i gapienie w ekran, na przykład. Albo branie podejrzanych narkotyków. Albo pozorna pomoc innym, ale taka po najmniejszej linii oporu. Albo seks, ale ten z serii obrzydliwych. Można te opowiadania odczytywać jako groteskę, ale nie jest ona, przynajmniej dla mnie ewidentna. Ja widzę tu przede wszystkim smutek, marazm i znowu smutek.

Nie mam problemu z czytaniem o marginesie społecznym, z obrzydliwymi opisami i naturalistyczną wizją świata, co więcej cenię taką literaturę i wolę ją od bardziej różowych wizji. Moja strefa komfortu nie została w żaden sposób zakłócona, dysponuje dużą tolerancją na obrzydliwości. Nie potrafię się jednak doszukać głębszego przesłania, sensu w tekstach Moshfegh. Jej opowiadania nie mają pointy, urywają się bez żadnej konkluzji i dochodzę do wniosku, że w tej kwestii jestem tradycjonalistką i jakiś rodzaj pointy bym jednak wolała. Co mi się jednak podobało to sposób, w jaki autorka przedstawia swoich bohaterów. Ten naturalizm bardzo dobrze jej wychodzi. Samotność poszczególnych, w zasadzie do siebie bardzo podobnych postaci jest tak oczywista, przerażająca i niemożliwa do pokonania, że nie sposób autorce nie uwierzyć. Być może ma na to wpływ, że darzy ich sympatią, zrozumieniem, nie krytykuje i nie ocenia. Moshfegh raczej woła - rozejrzyj się, samotność jest wszechobecna, destrukcyjna, robi z ludźmi straszne rzeczy. 

Z szeregu dość podobnych do siebie tekstów wypada ostatni, inaczej skonstruowany, traktujący wprawdzie też o samotności, ale z zupełnie innej perspektywy. Autorka przedstawia symbiotyczne życie dwójki dzieci - bliźniąt, z których jedno, dziewczynka, poczuwa się do misji zniszczenia znanego wszystkim od lat pedofila. Tutaj Moshfegh sięga po inny sposób narracji, inne zabiegi, odbiega od naturalizmu, rozbudowując strefę marzeń i fantazji. Wspominam o tym opowiadaniu, bo jest ono tak różne od pozostałych, że wprowadziło mnie w konsternację. Miałam wrażenie, że ma innego autora i znalazało się w tym zbiorze przypadkowo.

Moja ocena: 4/6

Ottessa Moshfegh, Tęsknota za innym światem, tł. Łukasz Buchalski, 304 str., Wydawnictwo Pauza 2021.

poniedziałek, 17 maja 2021

"Ciemność" Jozef Karika

 


Po lekturze Szczeliny zapragnęłam przeczytać wszystko, co wyszło spod pióra Jozefa Kariki. Od razu zakupiłam wszystkie jego dostępne w Polsce powieści, ale, jak to często bywa, musiały odleżeć swoje na czytniku. Na pierwszy ogień wzięłam Ciemność, która jednak nie zachwyciła mnie tak jak Szczelina

Owszem, ta powieść potwierdza, że Słowak jest mistrzem w kreowaniu atmosfery. I tutaj bardzo szybko czytelnik wpada w nastrój niepewności, podskórnego lęku, zagmatwania i osaczenia. Ale od początku.

Scenarzysta, który pisze teksty do słynnego serialu kłóci się z partnerką i spontanicznie wyjeżdża w góry do chaty, która od lat jest w posiadaniu rodziny. W tym spartańskim miejscu spędzał wakacje z rodzicami, a teraz zapragnął oderwać się od problemów, w spokoju napisać scenariusze do następnych odcinków i przemyśleć swój związek. Chata jest w górach, zasypana śniegiem, bo tuż tuż Boże Narodzenie i mieści się na kompletnym odludziu. Nawet telefon nie ma stałego zasięgu. Na początku wszystko układa się świetnie, do momentu, gdy bohater zakrapia swoje wrażliwe oczy i traci wzrok. Oślepiony zaczyna słyszeć i wyobrażać sobie niespotykane rzeczy. Szmery i szelesty stają się groźne, rozróżnienie dnia od nocy niemal niemożliwe, znalezienie jedzenia czy rozpalenie ognia ponad siły. Mężczyzna wpada niemal w obłęd, szczególnie gdy zaczyna podejrzewać, że jest śledzony przez tajemniczego mężczyznę w żółtej kurtce, który próbuje go zabić. 

Karika bardzo sugestywnie opisuje stopniowe popadanie w obsesję i obłęd, mistrzowsko oddaje psychikę bohatera i jego myśli. Proces samozaszczucia się, wpadania w szaleństwo oraz atmosfera niepokoju są obezwładniające. Po pewnym czasie czytelnikowi trudno odgadnąć, co jest prawdą a co wytworem wyobraźni oszalałego z lęku bohatera. Utrzymana w formie monologu książka wciąga jak korkociąg, nie sposób przerwać lekturę, a krwawe, bardzo krwawe sceny dodają thrillerowego smaczku. Co wrażliwsi mogą kilka razy powstrzymać odruch wymiotny, ja takie dosłowne opisy lubię. 

Nigdy nie czytałam namiętnie horrorów czy thrillerów, nie mogę prozy Kariki porównywać z twórczością mistrzów gatunku, ale mimo to odważę się wyrazić opinię, że w ten poczet można zaliczyć Słowaka bez żadnych wątpliwości. Cieszę się, że jeszcze nie przeczytałam wszystkich książek Kariki - dużo dobrego przede mną.

Moja ocena: 5/6

Jozef Karika, Ciemność, tł. Mirosław Śmigielski, Stara Szkoła 2020.

niedziela, 16 maja 2021

"Nüchtern" Daniel Schreiber

 


Na postać Daniela Schreibera zwróciłam uwagę na Instagramie, a konkretnie na niemieckich profilach bookstagramowych. Odkąd nie mieszkam w Niemczech, mam mniejsze pojęcie o tamtejsyzch czasopismach kulturalnych i literackich. Tymczasem Schreiber to znany dziennikarz, publikujący w tak ciekawych pismach jak Cicero, ale i w wielu znanych dziennikach i magazynach. I ten dziennikarski warsztat widać w tej książce, która nie jest powieścią, a raczej długim felietonem czy może esejem (trudno tu o jednoznaczną kwalifikację) o alkoholizmie. 

Schreiber szczegółowo opisuje swoje przeżycia na drodze do abstynencji. Nie jest to jednak tylko opis własnych doświadczeń, lecz rozprawa z tematyką alkoholizmu na poziomie globalnym. Pisząc to, mam na myśli wszelkie społeczne, socjologiczne i kulturowe aspekty konsumpcji alkoholu. Autor podchodzi do tematu szeroko, ukazując jak społecznie postrzegany i akceptowany jest ten temat oraz jaki to ma wpływ na osoby pijące lub te, które pić przestały. Niezrozumienie, żarty, bagatelizowanie są na porządku dziennym, żeby tylko wspomnieć najbardziej widoczny aspekt.
Schreiber świetnie analizuje problematykę picia alkoholu, poczynając od prohibicji, pierwszych grup AA po powszechne postrzeganie alkoholików w różnych społeczeństwach. Większość ludzi ma przed oczami automatycznie obraz zapitego człowieka śpiącego z ulicy, nie zdając sobie sprawy, jak powszechny to problem i jak dobrze i jak długo można go ukrywać. 

Autor stale powołuje się na swoje doświadczenia, czyniąc w ten sposób swoją książkę dużo bardziej wiarygodną. Opisuje swoje przeżycia i swoją drogę do rozpoznania choroby, przy okazji wspominając wielu znajomych z podobnym problemem (akceptowanym i rozpoznanym przez nich lub nie), a nawet sięgając szerzej, ukazując jak powszechny to problem w środowisku literacko-dziennikarskim. 

Książka Schreibera bardzo mnie poruszyła - ze względu na głęboko osobisty aspekt tej opowieści, ale także na powszechność alkoholizmu, który autentycznie może dotknąć każdego z nas, oczywiście jeśli w ogóle po alkohol sięgamy. Oprócz aspektu emocjonalnego, to bardzo pouczająca pozycja, która dosadnie i celnie rozprawia się z chyba najpowszechniejszym narkotykiem na świecie.

Moja ocena: 4/6

Daniel Schreiber, Nüchtern, 160 str., Hanser 2014.

piątek, 14 maja 2021

"Ein Himmel voller Raben" Jaroslav Seifert

 


Jaroslav Seifert to noblista poeta, więc miałam ciężki orzech do zgryzienia, wybierając jego książkę do przeczytania. Chciałam uniknąć poezji, bo bez bicia przyznaję, że ani jej nie umiem czytać, ani recenzować. Z drugiej strony w przypadku poety należy czytać te jego działa, które zostały uhonorowane. W końcu zdecydowałam się na wspomnienia, w których zamieścił też kilka wierszy. 

Dopiero po zakupie książki zorientowałam się, że to drugi tom, co jednak w niczym nie przeszkadzało, bo nie jest to chronologiczny dziennik, a raczej luźne, nie powiązane ze sobą wspomnienia. Nie jestem w stanie ocenić poezji, ale Seifert potrafi w prozę. Jego opowieści są bardzo plastyczne, zachwycające językowo, często urocze, a także dowcipne. Noblista pisze wiele o spotkaniach z innymi postaciami czeskiego świata literackiego - wspólnym pisaniu, wymienianiu poglądów, piciu, rozmowach, ale i o kolejnych pogrzebach przyjaciół. Bardzo dużo tu odwołań do polityki, ówczesnych wydarzeń oraz ich wpływu na życie literatów. Czech zamieszcza także wiele opisów Pragi, a zwłaszcza jego rodzinnego Žižkova i innych przez niego odwiedzanych rejonów. W przypadku stolicy są to wspomnienia szczególnie sentymentalne, pełne emocji. Mimo tych wszystkich niezaprzeczalnych zalet ta książka mnie nie zachwyciła, powiem szczerze, wymęczyłam ją. Główną przyczyną jest to, że nie jestem zupełnie zorientowana w czeskiej scenie literackiej opisywanego okresu. Nic mi nie mówią wymieniane nazwiska, wydarzenia, dyskusje, postaci. Zupełnie nic. Co więcej, by zrozumieć teksty Seiferta, ta wiedza jest jednak potrzebna. Nie mogłam się wyzbyć ciągłego wrażenia, że tracę świetną część znaczenia, dowcipu czy nawet pointy, nie potrafiąc umieścić tych opowieści w ramach kulturowych. Tym sposobem wspomnienia Seiferta, tak mocno osadzone w czeskich realiach, były dla mnie nudne. 

Jedynym pozytywnym aspektem tej lektury jest dla mnie fakt, że poznałam bliżej czeskiego noblistę, mam wyobrażenie o jego życiu i twórczości.

Moja ocena: 3/6

Jaroslav Seifert, Ein Himmel voller Raben, tł. Hans Gaertner, Paul Taussig, 311 str., Goldmann 1988.

piątek, 7 maja 2021

"Zwierzenie afrykańskie" Roger Martin du Gard

 


Ta niewielka nowelka francuskiego noblisty to literackie cudeńko. Lektura niezwykle fascynująca i uwodząca pięknym językiem. Konstrukcja tego utworu jest nieco przewrotna. To list autora do przyjaciela, który prosił go o tekst do swojego czasopisma. Autor przesyła mu więc wyciąg ze swojego dziennika z podróży. Był to rejs statkiem pocztowym z Afryki do Europy, podczas którego po raz drugi spotkał pewnego człowieka. Pierwsze spotkanie nastąpiło lata wcześniej w sanatorium w południowej Francji, gdzie ów człowiek opiekował się chorym na gruźlicę siostrzeńcem. Sam był księgarzem w dużym mieście w północnej Afryce, prowadził tam słynną księgarnię wraz ze swoim szwagrem. 

Po śmierci chłopca obaj mężczyźni utrzymywali sporadyczny kontakt listowny, aż do momentu przyjazdu autora do owego miasta w Afryce. Spędził tam sześć tygodni podczas których księgarz zorganizował mu wiele zajęć i wycieczek. Następnie udali się wspólnie w podróż do Europy. To właśnie długie godziny na pokładzie sprzyjały rozmowom i zwierzeniom. Wtedy po raz pierwszy księgarz opowiedział o swojej przeszłości. Te zwierzenia wracają do lat dzieciństwa i młodości, do wspomnień o ojcu i siostrze. Owa siostra, którą miał okazję poznać pisarz bardzo się zmieniła. Jako młoda dziewczyna była urodziwa, pełna werwy i energii. Małżeństwo uczyniło z niej stateczną, otyłą matronę, matkę wielu dzieci, która ciągle podjada łakocie. Stopniowo księgarz wyznaje, jaki związek łączył go z siostrą. 

Roger Martin du Gard wspaniale opisuje to spotkanie, opowieść księgarza - potrafi stworzyć bardzo intymny klimat, dobrać adekwatne słowa, zachwycić czytelnika. To jeden z nielicznych noblistów, którego utwór podobał mi się tak bardzo, że mam ochotę poznać inne jego książki.

Moja ocena: 6/6

Roger Martin du Gard, Das Geständnis, tł. Christoph Schwerin, 72 str., Manholt Verlag 1992.

czwartek, 6 maja 2021

"Radio Activity" Karin Kalisa

 

Powieść Karin Kalisy jest przewrotna. Nieobowiązujący początek nie zapowiada wcale tego, co wydarzy się później. Nastawiłam się na luźną opowieść o tworzeniu alternatywnego radia przez trójkę przyjaciół. Nora właśnie wróciła do Niemiec z USA, gdzie była tancerką. Do powrotu skłoniła ją nagła choroba matki. Jej mama pracowała jako reżyserka dźwięku, a Nora wychowała się niemal w studiu, więc w tej kwestii ma spora wiedzę. Jej koledzy natomiast mają wiele do zagrania (dosłownie, bo są muzykami) i powiedzenia, zwłaszcza Grischa - emigrant z Rosji. Ich celem jest poruszanie tematów zapalnych, niewygodnych, uczulanie na niesprawiedliwość świata. Gdy dostają dofinansowanie z Unii, znajdują współpracowników i zaufanych pomocników, radio rusza pełną parą i od razu zdobywa rozgłos.

Niebawem jednak okazuje się, że Nina ma jeszcze jeden plan. Tuż przed śmiercią mamy, dowiedziała się od niej o skrywanej przez lata tajemnicy. I właśnie ta tajemnica ma być jednym z zapalnych tematów, który chce poruszyć w jednym z quizów, z których zaczyna słynąć radio. Chodzi o kwestię przedawnienia w wypadku molestowania seksualnego. Ta sytuacja jest tak niedorzeczna, że Nora zdobywa sojusznika. Młodego prawnika, który musi odsiedzieć swoją praktykę w sądzie. Ta dwójka ukuje zaskakujący plan, którego celem będzie uczulenie całych Niemiec na ten fakt. Między te współczesne wydarzenia, Karin Kalisa wplata wspomnienia Nory z ostatnich chwil z matką. Jej opowieści o tym, co przydarzyło się jej, gdy była dzieckiem. Przedstawia je cudownie delikatnym, uczuciowym językiem. Opowieść matki to wybitny obraz traumy, próby wypowiedzenia niewypowiadalnego, przedstawienie nawiązywania najgłębszej relacji, jaka może połączyć matkę i córkę. Dla tego wątku warto, trzeba czytać tę poruszającą powieść. Autorce udało się w początkowo stricte rozrywkowej książce wpleść duży ładunek emocjonalny i uczulić na wielką niesprawiedliwość systemu prawnego Niemiec. 

Moja ocena: 5/6

Karin Kalisa, Radio Activity, 351 str., czyt. Wiebke Puls, Bonnevoice Hörbuchverlag 2019.

środa, 5 maja 2021

"Halibut na księżycu" David Vann

 


Jeśli się przeczytało Legendę o samobójstwie, warto sięgnąć po tę książkę. Dopełnia ona tamtą, dopowiada, ukazuje inną perspektywę. Tutaj głównym i jednym bohaterem jest Jim, który przylatuje do Kalifornii z Alaski, by podjąć ostatnią próbę pokonania depresji. Podejmuje ją jednak głównie na prośbę rodziny, bo nie widać w nim woli walki i chęci życia. Jego depresja jest tak głęboka, że nie sposób z nią już walczyć. 

Nie chcę tu pisać o depresji, bo zapewne każda chora osoba przeżywa ją inaczej, zachowuje się inaczej i ma inne sposoby na przetrwanie. Vann przedstawia tutaj dogłębny obraz depresji Jima, wchodzi w jego głowę, jego myśli, obdziera je z pozłotki i pokazuje z wielką szczerością. Przemyślenia i wypowiedzi Jima mogą być szokujące, niekonsekwentne, obraźliwe, nie ma przecież już nic do stracenia, jest u końca równi pochyłej. Vann świetnie opisuje jego naprzemienne napady manii i głebokiej depresji oraz rozmowy z rodziną. Brat, rodzice, byłe żony, dzieci, przyjaciel - mniej lub bardziej umiejętnie z nim rozmawiają. Niektórzy nie potrafią zrozumieć depresji, niektórzy próbują pomóc, niektórzy po prostu są. 

Głównym uczuciem w tej książce jest smutek. Głęboki, nieprzebrany, niekończący się smutek. Jim stoi przed ścianą i nie ma już drogi odwrotu. Rodzina o tym wie lub przynajmniej to przeczuwa i musi z tym żyć. Sceny rozmów z rodzicami są bardzo przygnębiające. Zresztą wszystko w tej książce jest przygnębiające. Jim chodzący z pistoletem, Jim wygłaszający bolesne spostrzeżenia wobec swoich bliskich, Jim ciągle myślący o seksie, Jim wykonujący nieskoordynowane działania, Jim punktujący psychologa. 
Vann mistrzowsko oddał niezatrzymany potok myśli Jima, robiąc świetną robotę w kwestii ukazania chorób takich jak depresja czy afektywna dwubiegunowa. Mimo że tyle się o nich mówi, świadomość faktycznych zachowań oraz tego, jak postępować z chorymi jest nadal bardzo niska. Powieść Vanna ma większe szanse na poprawienie tej wiedzy niż poradniki i pseudonaukowe artykuły.

Tę książkę czyta się ciągiem, trudno ją przerwać, trudno opuścić tok myśli Jima. Zawdzięczamy to potoczystemu pióru Vanna, ale także świetnemu tłumaczeniu. Nie zostanę wielbicielką Vanna, w moim odczuciu zawiera on w swoich książkach zbyt wiele odjechanych przemyśleń, ale doceniam tę prozę i planuję lekturę jeszcze jednej książki tego autora.

Moja ocena: 4,5/6

David Vann, Halibut na księżycu, tł. Dobromiła Jankowska, 288 str., Wydawnictwo Pauza 2021.

niedziela, 2 maja 2021

"Ciekawe czasy" Naoise Dolan

 


Zapewnie nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie mój klub książkowy. Wczoraj dyskutowaliśmy o niej i okazało się, że można ją czytać na wiele sposobów, choć mnie wydała się dość prosta i przewidywalna.

Ava jest nauczycielką angielskiego w Hong Kongu. Pochodzi z Irlandii, musi więc stale myśleć o akcencie i składni, gdy naucza dzieci, bo zarówno właścicielka szkoły jak i rodzice wymagają jedynej słusznej wersji języka, czyli tej brytyjskiej. Ponadto Ava jest dziwaczką, nie korzysta z uroków metropolii, nie stara się poznać kultury, nie nawiązuje znajomości, żyje dość samotnie do momentu poznania Juliana, który dorównuje jej w stopniu dziwaczności. On jest bankierem, który ukończył Oxford, świetnie usytuowanym finansowo i problematycznym na płaszczyźnie socjalnej. W tej kwestii oboje wydają się pasować do siebie jak ulał, ale ich komunikacja jest bardzo, powiedzmy, egzotyczna. Ava zamieszkuje z Julianem, nie są jednak parą, łączy ich tylko seks. Dla Avy jest to o tyle dobre wyjście, że ma wygodne mieszkanie, swój pokój w eleganckim apartamencie. Dla Juliana do końca nie wiadomo. Po pewnym czasie bankier wyjeżdża do Londynu na dłuższy okres czasu, a Ava pozostaje w mieszkaniu. Podczas nieobecności współlokatora poznaje Edith, która urodziła się w Hong Kongu, ale ukończyła studia w Anglii, jest prawniczką, świetnie zarabia i jest lesbijką. Między kobietami rodzi się uczucie. 

Ava stale uwikłana jest między tymi dwoma osobami. Nie jest w stanie podjąć żadnej decyzji, ani w kwestii wyboru partnera, ani wyprowadzki czy zmiany pracy. Płynie z tym, co przynosi jej każdy dzień. I właściwie o tym jest ta powieść. O trudnościach w komunikacji, o używaniu mediów socjalnych, by domyślić się, co myśli druga, bliska, osoba. Biorąc pod uwagę, że autorka jako dorosła osoba została zdiagnozowana pod kątem spektrum autyzmu, można zrozumieć wyżej wymienione trudności komunikacyjne jej bohaterów. Co ciekawe, najmniej problemów ma z tym Edith, która natomiast uwikłana jest poniekąd w konflikt tożsamości, na który ma wpływ jej kariera zawodowa, studia w Anglii, używanie angielskiej wersji imienia oraz problemy między Hong Kongiem a Chinami.

Poszukiwanie tożsamości wydaje się być problemem wiodącym w tej książce, który jednak nie wysuwa się na pierwszy plan. Autorka bardzo wyraźnie zaznacza klasowość angielskiego społeczeństwa, stosunek Brytyjczyków do Irlandczyków i oczywiście do mieszkańców Hong Kongu. Sporo tu ironicznych, sarkastycznych i cynicznych uwag, szczególnie o Brytyjczykach.

To nie jest porywająca książka, żaden z bohaterów nie jest sympatyczny, ciekawe miejsce akcji nie odgrywa żadnej roli (Ava zupełnie, ale to zupełnie nie jest zainteresowana kulturą czy językiem i w zasadzie nie wiadomo, dlaczego wylądowała akurat w tym mieście), a sam wątek i zakończenie nie są ani porywające, ani zaskakujące. Najbardziej zainteresowały mnie tylko wątki językowe i te związane z klasowością angielskiego społeczeństwa.

Moja ocena: 3,5/6

Naoise Dolan, Exciting times, 288 str., Weidenfeld & Nicolson 2020.

sobota, 1 maja 2021

Stosikowe losowanie maj 2021

 


Anna wybiera numer książki dla Agnes (w stosie ? książek) - 3-15-15
Agnes wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 70 książek) - 38
Guciamal wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1200 książek) - 518
ZwL wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 45 książek) - 17
Maniaczytania wybiera numer książki dla Anny (w stosie 256 książek) - 19



czwartek, 29 kwietnia 2021

"Brud" David Vann

 


Książki o dysfunkcyjnych relacjach przyciągają mnie swoją grozą i realizmem. Czytając je, mam uczucia, które przypisywałabym voyeurom. Fascynują mnie związki międzyludzkie, ich przyczyny, rozwój, konsekwencje. A Brud to właśnie książka o tym wszystkim. Dwie siostry, których nie łączy ani bliskość ani przyjaźń, lecz tylko pieniądze tracącej pamięć matki. Jedna z nich, wraz z synem Galenem mieszka w ogromnym domu otoczonym sadem, druga z córką Jennifer nie ma dostępu do pieniędzy i ciągle próbuje je wyłudzić, by sfinansować studia dla córki. Gdy rodzina się spotyka podskórnie czuć napięcie. Pozory udaje się zachowywać tylko przez jakiś czas, do pierwszej wzmianki o pieniądzach. Tak samo dzieje się podczas rodzinnego wypadu do domku letniskowego. 

Głównymi bohaterami są jednak Galen i jego matka. Chłopak nigdy nie poznał ojca, w zasadzie niczego się o tym ojcu nie dowiadujemy. Jedyny mężczyzna, który pojawia się w książce to nieżyjący już przemocowy dziadek. Matka nie pozwoliła synowi nigdy odciąć pępowiny, pod pretekstem braku pieniędzy nie dopuściła do wyjazdu na studia. Dwudziestokilkulatek żyje więc kompletnie uzależniony od matki, zatopiony w swoich ezoterycznych myślach i próbujący rozładować napięcie seksualne. Tego uduchowionego odjazdu jest tu dużo, nawet za dużo. Galen medytuje, otwiera czakry, obejmuje drzewa i bóg wie co. O ile ten rys jego osobowości jest ważny, to wielostronicowe opisy jego myśli potrafią być nużące. 

Vann skupia się na tu i teraz, poświęca mnóstwo miejsca na oddanie biegu myśli Galena, nie podaje natomiast żadnych wytłumaczeń. Czytelnik szukający przyczyn danego stanu rzeczy, musi wyłuskiwać porzucone tu i ówdzie tropy. Nie znajdzie jednak tragicznych wydarzeń, ogromnych przełomów, karkołomnych kłótni. Obraz Galena i rodziny to wypadkowa na pozór nic nie znaczących wydarzeń, które towarzyszyły codzienności. Ale kluczem jest tu ich trwałość i niezmienność, która nieuchronnie prowadzi do tragedii. Ta opisana przez Vanna jest dla mnie zaskakująca, spontaniczna, szaleńcza. Rozdarty między możliwością uwolnienia się od matki i niemożnością odcięcia pępowiny Galen wpada w szał, twórczy, można by powiedzieć, szał. Ta część książki jest z jednej strony porażająca, z drugiej może być nużąca, bo podążanie za wykwitami myślowymi opętanego mężczyzny nie zawsze jest łatwe. 

Ciekawa powieść, która trafiła do mnie o wiele bardziej niż tak bardzo chwalona Legenda o samobójstwie

Moja ocena: 5/6

David Vann, Brud, tł. Dobromiła Jankowska, 256 str., Wydawnictwo Pauza 2019.

wtorek, 27 kwietnia 2021

"Gilgi - eine von uns" Irmgard Keun

 


Dwudziestokilkuletnia Gilgi mieszka w Kolonii, w okresie Republiki Weimarskiej, pracuje jako sekretarka, chodzi na kursy językowe, dorabia po godzinach i ma w życiu wiele planów. Jej głównym celem jest niezależność, możliwość kierowania swoim życiem, określania samej siebie. Wprawdzie mieszka z rodzicami, ale widzi ten stan jako przejściowy. Całe jej życie skierowane jest na niezależność. Gilgi to ówczesna feministka, bardzo różna od kuzynek, które nie pracują, czekając na zamążpójście. Różna od matki - tej prawdziwej i tej adopcyjnej. 

Gilgi przyjaźni się z Olgą, która ma podobne ideały, ale jako starsza przyjmuję rolę opiekuńczą, przewodniczą. Gilgi jest typową reprezentantką Republiki Weimarskiej - kobietą w nowym stylu, sympatyczną, aktywną, czasem trochę naiwną. Nie wkalkulowała w swój plan jednak miłości, który wszystko krzyżuje. Zabiera jej niezależność, odwagę do wyrażania opinii, czyni poddaną mężczyźnie. Gilgi jest świadoma tej zmiany i żyje w rozterce, czasem tłumionej przez uczucie, a czasem bardzo intensywnej. Jej partner, Martin, jest jej całkowitym przeciwieństwem - to niebieski ptak, który nie zważa na pieniądze, nie planuje, nie oszczędza, żyje i czerpie z tego życia całymi garściami. Gilgi próbuje Martina zmienić, ale to nie jest rolą kobiety. Dla Gilgi to ogromny skok w rozwoju mentalnym, ale także z pogłębiającym się kryzysem nauka życia. Gdy natrafia na kolejne osoby, które straciły pracę, gdy sama ją traci, coraz wyraźniej zauważa nierówności społeczne. 

Autorka świetnie pokazuje atmosferę lat 20. i 30. w Niemczech - cytuje piosenki, opisuje stroje, Kolonię, często posługuje się dialektem z tego miasta, ważną rolę odgrywa tak popularny w tym regionie karnawał. 

Nie będzie to moja ulubiona książka, ale to zdecydowanie kawałek ciekawej i dobrze napisanej literatury. Co więcej, to wciąż aktualna powieść o kobietach i ich emancypacji.

Moja ocena: 4/6

Irmgard Keun, Gilgi - eine von uns, czyt. Camilla Renschke, 272 str., Der Audio Verlag 2019.

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

"Żeby nie było śladów" Cezary Łazarewicz

 


Reportaż uhonorowany nagrodą Nike. Nie często się zdarza, by ten gatunek literacki był doceniany przez kapitułę tej nagrody, ale nie ona była dla mnie rekomendacją. Reportaże po prostu czytam, by zaspokoić moją żądzę wiedzy. O sprawie Grzegorza Przemyka słyszałam, oczywiście, ale jej szczegółów zupełnie nie znałam. Łazarewicz wykonał tytaniczną i zapewne żmudną pracę, przeglądając kilogramy akt i dokumentów, rozmawiając z osobami powiązanymi z tą sprawą oraz bezskutecznie zabiegając o rozmowy.

Autor zaczyna od wydarzeń z maja 1983 roku, które doprowadziły do śmierci maturzysty. Przedstawia je z perspektywy świadków i tego, co udało się powiedzieć samemu Grzegorzowi. Następnie jednak przechodzi do najobszerniejszej części książki, czyli przedstawienia tła, życia matki chłopaka, a wreszcie samego śledztwa i procesu. Grzegorz jest w tej książce wielkim nieobecnym, przyświeca jej raczej jego duch, a główną bohaterką jest jego matka Barbara Sadowska. Poetka, artystka, postać zupełnie nieprzystosowana do jedynego akceptowanego sposobu życia w PRL. Łazarewicz spokojnie, z rozwagą obiera kolejne warstwy sprawy Przemyka, ukazując jak wielki, ogromny aparat został w nią zaangażowany. Dziesiątki, jeśli nie setki ludzi śledziły, inwigilowały, spotykały, rozmawiały, obserwowały i podsłuchiwały. A wszystko to w jednym celu - ukryć prawdziwych winowajców śmierci chłopaka. Sprawa ta prowadzona była na najwyższym szczeblu, osobiście zajmowali się nią Kiszczak, Urban, Rakowski. 

Najbardziej poruszający dla mnie jest fakt tego ogromnego aparatu, który tuszował i manipulował śmiercią Przemyka. Tyle wysiłku, pracy, godzin życia, by zaczerniać rzeczywistość. Jak musieli się czuć ci wszyscy zaangażowani w tę mistyfikację? Nie mówiąc już o bliskich, świadomych tego, że nigdy nie dojdą do prawdy i nie usłyszą sprawiedliwego wyroku. Jak można było z premedytacją niszczyć życie ludzi, którzy mieli nieszczęście znaleźć się blisko, tak jak kierowców karetki, których wybrano na kozły ofiarne. To jest bardzo poruszające i dołujące, co gorsza świadomość, że w Polsce znowu wracamy do podobnego systemu sprawiedliwości czyni tę lekturę jeszcze smutniejszą. 

To bardzo wnikliwy, rzetelny reportaż, bez pretensji do sensacji czy promowania autora, który jest tu przeźroczysty. Warto sięgnąć, poznać tę sprawę, która jak żadna inna jest reprezentatywna dla metod z PRL.

Moja ocena: 5/6

Cezary Łazarewicz, Żeby nie było śladów, 320 str., Wydawnictwo Czarne 2016.

sobota, 24 kwietnia 2021

"Tödliche Oliven" Tom Hillenbrand

 


Czwarty już tom serii kryminalnej z Xavierem Kiefferem w roli głównej ponownie poświęcony jest całkowicie jedzeniu. Tym razem autor wziął na warsztat problem produkcji oliwy na przykładzie Włoch. 

Xavier co roku wyjeżdża do Włoch ze swoim szkolnym przyjacielem Alessandrem. Alessandro ma w Toskanii winnicę oraz tłoczy swoją własną oliwę. Te produty następnie z sukcesem sprzedaje luksemburskim restauratorom. W tym roku jednak Alessandro wyjeżdża kilka dni wcześniej, sam, nie zawiadamiając nawet Xaviera. Taki nagły wyjazd jest podejrzany, Xavier jest bardzo zaniepokojony, a po rozmowie z Marią, żoną kolegi jego zaniepokojenie jest jeszcze większe. Okazuje się, że Alessandro miał problemy, nie wiadomo jednak dokładnie jakiego rodzaju. Xavier wyrusza do Toskanii, by odnaleźć kolegę. Tam, w tłoczarni natrafia na podejrzanych ludzi i zaczyna się poważnie obawiać, że przyjaciel wplątał się w machlojki z fałszowaniem oliwy. Zapotrzebowanie bowiem tylko włoskiego rynku jest dużo większe niż całkowita włoska produkcja i wielkie koncerny opracowały strategie wytwarzania oliwy, które polegają na tworzeniu mieszanek z mniej cennymi olejami, jak na przykład z tym z orzechów laskowych lub na domieszywaniu chemikaliów. Hillenbrand dość szczegółowo przedstawia ten temat, bardzo ciekawy z resztą, zahaczając o mafię i wielkie koncerny światowe, które nie mają skrupułów przed sprzedawaniem fałszowanych produktów.

Xavier wplątuje się w tę historię na całego, korzystając z pomocy komisarki Joany oraz włoskiego eksperta od oliwy z Bolonii. Ta postać to kolejny udany charakter, a także przyczynek do zapoznania czytelnika z tajnikami kuchni włoskiej. Trochę mniej tu Valerie, bo związek Xaviera przechodzi kryzys. 

To kolejny udany kryminał Niemca, przede wszystkim dlatego, że wraca on do tematyki stricte gastronomicznej. Interesowały mnie ciekawostki na temat produkcji oliwy i cała jej otoczka. Jeśli więc tematy kulinarne mieszczą się w kręgu waszych zainteresowań, po raz kolejny polecam wam tę serię. Ja na razie robię od niej przerwę, zostały mi jeszcze dwa tomy, ale wrócę do nich później.

Moja ocena: 4/6

Tom Hillenbrand, Tödliche Oliven, czyt. Gregor Weber, 320 str., Audible Studios 2020.

piątek, 23 kwietnia 2021

"Legenda o samobójstwie" David Vann

 


Oczekiwałam po tej powieści wiele, bardzo wiele, lecz w pewnym stopniu mnie rozczarowała. Na początku formą, bo ciągle próbowałam w kolejnych rozdziałach odnaleźć ciąg narracji, zanim się zorientowałam, że to nie jest klasyczna powieść, a właściwie opowiadania, traktujące wprawdzie o tym samym, ale jednak opowiadania. Niektóre z nich, ze względu na swoją szczupłość od razu mi umknęły. Na dłużej utrzymało moją uwagę dopiero opowiadanie najdłuższe i najbardziej rozbudowane. Jego niewspółmierność w treści i objętości spowodowała, że poprzednie przeszły obok mnie niemal niezauważone, a na kindelku trudno wracać do początku, następne natomiast pozostały w cieniu i podlegały moim rozpaczliwym próbom połączenia wszystkiego w całość. Podsumowując, taka właśnie konstrukcja tej książki nie przysłużyła się zupełnie mojemu odbiorowi tych tekstów. 

David Vann przerabia swoję traumę, traumę dziecka, którego ojciec popełnił samobójstwo. Na wiele sposobów opowiada więc o ojcu i chłopcu, i o Alasce. O rybach, polowaniu, strzelbach, dziczy, drzewach, chłodzie i śniegu. W najdłuższym opowiadaniu ojciec i syn zamieszkują w dziczy, na wyspie, z dala od cywilizacji ludzkiej. Ojciec porzuca pracę dentysty, syn zostawia na rok szkołę. To ostatnia szansa dla ojca, by odnaleźć w życiu sens. Ostatnia szansa dla syna, by spędzić z ojcem czas. Na co dzień mieszka w Kalifornii, dokąd po rozwodzie przeniosła się jego matka. Ta opowieść jest świetna. Niezrównoważony psychicznie ojciec nie zapewnia trzynastoletniemu synowi wsparcia i należnej opieki. Skoncentrowany na sobie, bez planu, rozsądnego podejścia rzuca się na karkołomną przygodę, która w każdej chwili może się skończyć tragicznie. Nie tylko dlatego, że ojciec nie zadbał o dostateczną ilość sprzętów i narzędzi, ale także dlatego, że zupełnie nie ma pojęcia, jak się zabezpieczyć na zimę w głuszy. Narracja z perspektywy syna świetnie obrazuje nieporadność ojca i ciężar, psychiczny ciężar, jaki spada na barki chłopca. Manipulacja dzieckiem i egocentryzm ojca nie mogą się dobrze skończyć. Brak tu szczegółowych informacji o matce, ale dziwi jej zgoda na tę przygodę, bo na pewno zdawała sobie sprawę z labilności byłego męża. 

Jak sam tytuł wskazuje Vann tworzy legendę, mit, gawędę o tym, co zaważyło na jego życiu. Miesza fakty z wyobrażeniami, odwraca to, co przeżył, stawiając pytania bez odpowiedzi, gra tą konwencją, ogląda to, co przeżył z każdej strony, oswaja, opisuje, porzuca i wraca do tego. To podejście jest zdecydowanie nietuzinkowe, ale u mnie nie chwyciło. Może uściślę, nie chwyciło w całości. To jedno, wyżej wspomniane opowiadanie tak, jest mocne, jest wciągające, jest emocjonalnie trudne, pozostałe się przy nim rozpływają. Myślę, że dobrze zrobiłaby mi ponowna lektura, z tą wiedzą, którą mam teraz, z tymi odczuciami, które towarzyszyły mi podczas czytania, ale, znając siebie, nie zdecyduję się na nią. Sięgnę po kolejne książki Vanna, choćby ze względu na klub książkowy, ale i z ciekawości. Ta proza jest warta uwagi i jestem ciekawa, jak pisarz potraktował inne tematy.

Moja ocena: 4/6

David Vann, Legenda o samobójstwie, tł. Dobromiła Jankowska, 256 str., Wydawnictwo Pauza 2018.

czwartek, 22 kwietnia 2021

"Świece w pogańskim raju" Jiři Kamen


Bardzo lekki zbiór opowiadań, na który zapewnie nigdy nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie klub książkowy. Pisząc lekki, mam na myśli ten rodzaj lektury, gdy po po przeczytaniu książki, niewiele w głowie zostaje, a i podczas w głowie nie pojawiają się żadne głębsze przemyślenia. 

Opowiadania Kamena łączy wiele - na przykład często powtarzająca się postać podstarzałego faceta, który ma lub szuka kochanki. Czech sięga także do takich ogranych tematów jak nietypowy seks czy zdrada, podlewając je czarnym humorem. Taki dość typowy czeski sposób na literaturę, można by powiedzieć. Można by, bo ja jednak kojarzę Czechów z poważniejszymi formami wbrew ogólnej opinii.

Co ciekawe moje wrażenia z lektury tych opowiadań podzielili uczestnicy klubu, kategoryzując je także jako lekkie i przyjemne, ale nie pozostawiające po sobie śladu. W wielu tekstach postaci nawet nie są wyposażone w żadne cechy osobowe, co ma ogromny wpływ na brak emocji w czytelniku. Jeśli miałabym wyróżnić któreś z tekstów, zwróciłabym uwagę na dwa. Jeden z nich opowiada o młodzieńczej miłości Czecha i Niemki z Mannheim, która zaplątana była w działania RAF-u (Frakcja Czerwonej Armii, organizacja terrorystyczna działająca w Niemczech Zachodnich w latach 60. i 70.). Moje zainteresowanie zapewne przyciągnął ten niemiecki wątek, tematyka niemiecka zawsze jest mi bliska. 
Kolejne opowiada historię małżeństwa, które wybrało się na wycieczkę do Bułgarii, gdzie mąż choruje na anginę. W drodze powrotnej podczas jednego z przystanków autobusu żona ginie. Tak jak w we wszystkich tekstach i tu Kamen nie daje gotowej odpowiedzi. Jego specjalnością jest pozostawianie czytelnika z domysłami, czasem zaskakującym końcem, ale raczej bez ciekawej pointy.

Nie potrafię polecić tych opowiadań z czystym sumieniem, bo w moim odczuciu są typową lekturą na plażę lub urlop, a ja nieczęsto sięgam po takie książki (chyba że są kryminałem).

Moja ocena: 3/6


Jiři Kamen, Świecie w pogańskim raju, tł. Elżbieta Zimna, Wydawnictwo Dowody na Istnienie 2021.

piątek, 16 kwietnia 2021

"My z Jedwabnego" Anna Bikont

 


Ta książka mnie dosłownie przeorała. Odchoruję ją, już ją odchorowuje. Nie z powodu opisanej zagłady, która sama w sobie już może być powodem do odchorowania, ale ze względu na współczesność. I na ludzi, którzy negują, nienawidzą, gardłują się. Gloryfikowanych przestępców i sprawiedliwych, którzy muszą się ukrywać. 

Anna Bikont wykonała tytaniczną pracę, żmudną, niewdzięczną, wyczerpującą emocjonalnie. Reporterka opisuje dzień po dniu, jak trafiła na temat, stopniowo się do niego zbliżała, odkrywała prawdę, rozmawiała, podróżowała, czytała, dzwoniła, wplatając informacje o odkrywaniu własnej tożsamości. W jej książce nie tylko zagłada Żydów z Jedwabnego i sąsiednich wiosek odgrywa główną rolę, ale podejście do tego faktu mieszkańców i Polaków współcześnie. I to właśnie ten drugi temat powodował u mnie niemal wymioty. Wypieranie tego, co się wydarzyło jeszcze jakoś może zrozumiem, ale gloryfikowanie morderców, szykanowanie tych, którzy przetrwali czy uratowali, podśmiechiwanie się, gardzenie, bojkotowanie nie mieści się w mojej głowie. 

Ten reportaż to pozycja obowiązkowa, ale lektura, której nie da się zapomnieć. Lektura unaocznia, jak głęboko w Polsce osadzony jest antysemityzm, jak systemowo był propagowany, jak ogromną rolę odgrywał tu kościół katolicki. Fakt dla mnie bardzo szokujący, ponieważ nie spotkałam się z tym w mojej okolicy, podczas wychowania, w szkole, wśród znajomych. Tym bardziej chapeau bas dla autorki, która ze względu na swoje pochodzenie, musiała podczas pracy cierpieć podwójnie. Jej drobiazgowość, dbałość o szczegóły, odnajdywanie w każdej ofierze człowieka są wstrząsająco poruszające. Nie napiszę wiele o tej książce, choć długo o niej myślałam i planowałam długi tekst. Chcę jednak, byście przeczytali ją sami. Bardzo was o to proszę. 

Moja ocena: 5/6

Anna Bikont, My z Jedwabnego, 608 str., Wydawnictwo Czarne 2012.

środa, 14 kwietnia 2021

"Letzte Ernte" Tom Hillenbrand


Kolejny kryminał z Xavierem Kifferem w roli głównej, którego akcja jednak nie koncentruje się tak bardzo na jedzeniu jak w poprzednich tomach, choć oczywiście odgrywa ono sporą rolę. W Luksemburgu trwa doroczny jarmark - Xavierowi udało się uzyskać koncesję i pracuje na dwa fronty. Restauracja wciąż działa, ale największy ruch jest na jarmarku. Pewnego wieczoru, gdy odwiedziła go partnerka Valerie, do namiotu wpada dziwnie zachowujący się mężczyzna, który następnie ucieka, zostawiając kartę magnetyczną i pęk kluczy. Jeszcze tej samej nocy skacze z mostu nieopodal. Xavier jest bardzo poruszony faktem, że prawdopodobnie był ostatnią osobą, która rozmawiała z samobójcą. Gdy okazuje się, że ktoś śledzi nie tylko jego, ale i Valerie, na poważnie zaczyna interesować się tą sprawą. 

Jego prywatne śledztwo zaprowadzi go do środowiska maklerów giełdowych i spekulacji w handlu surowcami i produktami żywnościowymi. Okaże się, że ofiara najprawdopodobniej wcale nie popełniła samobójstwa, za to była genialnym matematykiem i pracowała dla wielkiego koncernu giełdowego. W tym tomie dużo jest więc o spekulacjach, cenach, giełdach, sporo matematyki, ale i mitologii. Xavier musi rozszyfrować tajny kod, zawarty na znalezionej karcie magnetycznej, do którego potrzebna jest właśnie wiedza z tych dziedzin. 

Jak w poprzednich tomach bardzo dużo tu kulinariów, lokalnego kolorytu Luksemburga i mnóstwo wiadomości dla żądnych wiedzy czytelników. Bardzo ciekawy jest wątek programów telewizyjnych o gotowaniu - a szczególnie satyryczne ich ukazanie. Od dawna podejrzewałam, że tak to może wyglądać. 

To przyjemna, niewymagająca lektura, w sam raz jako przerywnik od cięższych książek.

Moja ocena: 4/6

Tom Hillenbrand, Letzte Ernte, 320 str., czyt. Georg Weber, Audible Studios 2019.

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

"Głosy" Dionisios Sturis, Ewa Winnicka

 


Nie słyszałam wcześniej o tragedii opisanej w Głosach. Co więcej nie wiedziałam nawet, o czym ten reportaż jest. Skusiła mnie wyspa Jersey w tytule, o której nie wiem zbyt wiele. Spodziewałam się jakichś wewnętrznych tajemnic, historii wyspy, może podobieństw do Guernsey, o której już wcześniej czytałam. Gdy zaskoczyłam, że to historia o polskich emigrantach i to o brutalnym morderstwie, wbiło mnie w fotel, bo to temat, który mnie w pewien sposób triggeruje. Oczywiście książkę doczytałam, bo przede wszystkim byłam ciekawa całej historii, ale także ze względu na informacje o samej wyspie, jej specyfice i polskiej, sporej emigracji w tym miejscu.

Autorzy opisują przede wszystkim historię normalnej rodziny emigrantów - on sumienny pracownik, kochający ojciec, zatroskany o rodzinę, ona opiekuje się dziećmi, dba o dom, układa życie na emigracji. I nagle bum - ojciec zabija sześć osób. Nikt nie wie dlaczego, nikt nie rozumie, co się stało, wszyscy są zaskoczeni. Ta książka nie odpowie na pytania - bo nie sposób znaleźć odpowiedź. Zresztą ja jej nie oczekiwałam, bo wiadomo, że nigdy nie będzie jednoznaczna, a w tej sytuacji tym bardziej trudno dotrzeć do sedna sprawy, biorą pod uwagę, ilu psychiatrów zostało zaangażowanych w śledztwo. Trudno także rozpatrzyć zasadność wyroku i kary. 

Bardzo ciekawe natomiast są informacje o życiu na Jersey, roli emigrantów, stopniu ich integracji, historycznych uwarunkowaniach, początkach polskiej emigracji w to miejsce. Autorzy dbają o nakreślenie dokładnego tła - opisują sposób funkcjonowania administracji wyspy, bogactwo, jakim dla wyspy jest uprawa ziemniaków, rolę Jersey w czasie II wojny światowej, jej pozycję w Zjednoczonym Królestwie i wreszcie problematykę, jaką ze sobą niesie emigracja. Te wiadomości zapewne w jakiś sposób mają pomóc w zrozumieniu tragedii, a przynajmniej określić jej ramy i uwarunkowania. 

Najważniejszym wydaje mi się zwrócenie uwagi na zdrowie psychiczne emigrantów - temat zupełnie pomijany, dopiero od niedawna poruszany, a bardzo, bardzo ważny. Nawet osoby, które na emigracji się odnajdują, odnoszą sukces, borykają się z szeregiem problemów - oddaleniem od rodziny, od tego, co znane, komunikacją w innym języku, poznawaniem nowej mentalności. Winnicka i Sturis nie mają gotowych odpowiedzi, ale zwracają wielokrotnie uwagę na te kwestie i choćby dla tego wątku warto sięgnąć po tę książkę.

Moja ocena: 5/6

Dionisios Sturis, Ewa Winnicka, Głosy, 224 str., Wydawnictwo Czarne 2019.

niedziela, 4 kwietnia 2021

"Młode skóry" Collin Barrett

 


Debiutanckie opowiadania Collina Barretta zdobyły spore uznanie i zostały przetłumaczone na wiele języków. Ja o nich nie słyszałam, sięgnęłam po tę książkę dzięki Nowemu Klubowi Czytelniczemu, niestety ponownie nie mogłam wziąć udziału w dyskusji o książce. A ciekawa jestem zdania klubowiczów, bo mnie ten zbiór zupełnie nie zachwycił. 

To bardzo depresyjne, mroczne i w zasadzie smutne opowiadania, których bohaterowie to młodzi mężczyźni z irlandzkiej prowincji. Wszystkie siedem tekstów poraża beznadzieją, brakiem perspektyw, przemocą, ponurym nastrojem. Bohaterowie uwikłani są w przemoc, alkohol, szemrane interesy, szukają szczęścia, ale nieudolnie, bez perspektyw, bez szans na poprawę. 

Bardzo chciałam napisać więcej o tych tekstach, bo Barret uwodzi językiem, prowincjonalnym kolorytem, charakterystyką postaci, ale tydzień po lekturze widzę, że te teksty przeze mnie przemknęły i zniknęły. Zostały odczucia, emocje, ale niewiele z treści. Mimo plastycznego języka i swoistego melancholijnego klimatu Irlandczyk do mnie niestety nie trafił.

Moja ocena: 3/6

Collin Barrett, Junge Wölfe, tł. Hans-Christian Oeser, 224 str., Steidl 2016.

sobota, 3 kwietnia 2021

"Czerwone złoto" Tom Hillenbrand

 


Tak bardzo polubiłam restauratora Xaviera Kieffera, że od razu sięgnęłam po kolejny tom cyklu. Nie są to może porywające kryminały, ale uwodzą nostalgicznym urokiem, mnóstwem informacji o kuchni, gotowaniu i pozyskiwaniu produktów (nie zawsze są to wiadomości pozytywne, ale zawsze pouczające) oraz postacią czasem nieco gapowatego Xaviera. 

W tym tomie główną rolę odgrywa sushi, a przede wszystkim tuńczyk. Morderstwo mistrza sushi Ryonusuke Mifune jest przyczynkiem do rozprawienia się z tematyką pochodzenia ryb, hodowli i stosunku do gospodarki rybnej. Hillenbrand niemal mimochodem wpakował w ten kryminał sporą dozę wiedzy, niestety przeważnie dość smutnej, bo przecież wiadomo, że rybołówstwo to bardzo drapieżna gałąź gospodarki a większość mórz jest całkowicie przełowiona. Dodatkowo autor zahacza o wielką politykę, bo jednym z bohaterów jest burmistrz Paryża. Ta szeroka gama problemów zręcznie utkana jest w dość ciekawą akcję. 
Podczas eleganckiego rautu w muzeum D'Orsay zorganizowanego przez paryskiego burmistrza nagle umiera wyżej wymieniony mistrz sushi. Xavier ma (nie)przyjemność brania udziału w tej imprezie ze względu na swoją partnerkę Valerie, właścicielkę słynnego przewodnika, który przyznaje najlepszym restauratorom gwiazdki. Tak się składa, że nagła śmierć Japończyka rzuca cień na karierę burmistrza, który zaś zwraca się do Luksemburczyka o zbadanie tej sprawy. Istnieją bowiem poważne podejrzenia, że śmierć Japonczyka nie była przypadkowa, a niektóre wątki prowadzą do Luksemburga, a konkretnie do licznych tam imigrantów z Portugalii.
Xavier angażuje się w poszukiwanie mordercy Mifune, początkowo niechętnie, bo burmistrz nie należy do jego ulubieńców, ale po zagadkowej śmierci jego przyjaciela - japońskiego kucharza, która wydaje się być powiązana z tą sprawą, jego zaangażowanie rośnie. 
Wisienką na torcie było dla mnie zakończenie książki, które rozgrywa się dwa kilometry od mojego domu, a miejsce to przedstawione jest jak raj na ziemi.

Może nie jest to pasjonujący i wciągający kryminał, ale, jak już wspomniałam, za to niezwykle pouczający. Wiele z zawartych tu faktów było mi znanych, aczkolwiek Hillenbrand wyjaśnia tło aktualnej sytuacji w rybołówstwie w sposób bardzo przystępny i drobiazgowy.
Największą siłą tej serii są jednak postaci - Xavier i jego przyjaciel Pekka. Xavier zostaje wplątany w zagadki kryminalne mimochodem. Wcale nie zależy mu na karierze ani dodatkowej dawce adrenaliny, woli swoje spokojne życie w Luksemburgu. Pekka natomiast świetnie uzupełnia przyjaciela, szczególnie w zamiłowaniu do dobrego jadła i napitku.

Moja ocena: 4/6

Tom Hillenbrand, Rotes Gold, 340 str., czyt. Gregor Weber, Audible Studios 2018.

czwartek, 1 kwietnia 2021

Stosikowe losowanie kwiecień 2021

 


Agnes wybiera numer książki dla Anny (w stosie 248 książek) - 137
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 75 książek) - 18
Guciamal wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 37 książek) - 23
Maniaczytania wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 150 książek) - 60
McDulka wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1200 książek) - 444
ZwL wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 14 książek) - 7


"Der polnische Boxer" Eduardo Halfon

 


Powieść z Gwatemali z polskim bokserem w tytule zaintrygowała mnie od razu i tak bardzo, że od wrzucenia na listę do przeczytania do zakupu i lektury minęło niewiele czasu. Po lekturze jednak nie jestem do końca przekonana do nazywania tej książki powieścią, to raczej zbiór opowiadań, które łączy postać głównego bohatera - alter ego autora oraz motyw poszukiwania. 

Czytelnik zostaje skonfrontowany ze swoistym panoptikum postaci i wydarzeń - są studenci uczęszczający na kursy z literatury, którzy literatury nie lubią, wybitnie uzdolniony pianista romskiego pochodzenia, partnerka, która rysuje swoje orgazmy, konferencja o dziełach Marka Twaina, Portugalia, Serbia, Auschwitz i Łódź. Gwatemala i jej kolory naturalnie też. Główny bohater, który w pierwszym rozdziale nazywa siebie Eduardo, poszukuje. Swojej tożsamości na przykład. Jego żydowskie pochodzenie go fascynuje, tak jak wytatuowany numer na ramieniu dziadka. Jego wschodnioeuropejskie korzenie są stale obecne w jego myślach, choć nie są widoczne dla postronnych. Postać dziadka przewija się przez wszystkie rozdziały - czasem delikatnie, ledwo zarysowana, czasem brutalnie dosadna. Jednak to efemerydyczna postać Milana Rakica - cygańskiego pianisty z Serbii symbolizuje zawieszenie głównego bohatera między realizmem a fikcją. Zagadkowe pocztówki pianisty, a w końcu szalona podróż Eduarda w poszukiwaniu przyjaciela stanowią alegorię poszukiwania tożsamości. Halfon kreuje cały szereg scen, które pozostawiają czytelnika w niepewności, zawieszeniu pomiędzy snem a jawą. Podsumowaniem tej wizji jest odczyt bohatera na konferencji w Portugalii, podczas którego analizuje rolę literatury w kontekście rzeczywistości. 

Książka Halfona pozwala na liczne interpretacje, odszukiwanie własnych ścieżek, rozgraniczanie fikcji od rzeczywistości lub wręcz przeciwnie na połączeniu obu i zaakceptowanie niemożności ich oddzielenia. Ciekawa i dość egzotyczna literatura, która ma zaskakująco wiele powiązań z Europą.

Moja ocena: 4/6

Eduardo Halfon, Der polnische Boxer, tł. Peter Kultzen i Luis Ruby, 219 str., Carl Hanser Verlad 2014.