piątek, 20 maja 2022

"TOPR. Żeby inni mogli przeżyć" Beata Sabała-Zielińska

 


Książka Sabały-Zielińskiej nie jest zbiorem historii o najbardziej spektakularnych akcjach ratunkowych w Tatrach, nie jest też zbiorem gawęd i opowieści, to raczej próba stworzenia jak najbardziej pełnego kompendium wiedzy na temat TOPR-u. Autorka zaczyna więc od historii tej organizacji, jej początków, pierwszych ratowników i krystalizowania się idei stowarzyszenia. Następnie opisuje szczegółowo działanie TOPR-u, skupiając się na wszystkich jego sekcjach - jest tu więc ratownictwo górskie, jaskiniowe, powietrzne, podwodne i oczywiście medyczne. Jest sytuacja finansowa i zawodowa ratowników, jest niełatwa rola i sytuacja ratowniczek. 

Sabała-Zielińska nie skupia się jednak na samych opisach, przeplata je opowieściami i wspomnieniami ratowników i wtedy właśnie przytacza szczegóły najbardziej spektakularnych akcji ratowniczych. Tutaj dopuszcza do głosu samych ratowników, czyniąc to całkowicie bez cenzury. Dzięki temu możemy poznać sposób myślenia tych ludzi, ich poczucie misji, wolę walki o życie. Te historie są fascynujące i można by je czytać i czytać. Oczywiście stanowią one przestrogę dla lekkomyślnych turystów, choć ci pewnie po tę książkę nie sięgną.

Autorce nie udało się ukryć własnej fascynacji ratownikami - jej bezgraniczny podziw jest zrozumiały, ale jednak za bardzo uwypuklony i zbyt często powtarzany. Niemniej to bardzo ciekawa książka, zwłaszcza dla osób zainteresowanych tematami górskimi.

Moja ocena: 4,5/6

Beata Sabała-Zielińska, TOPR. Żeby inni mogli przeżyć, 352 str., czyt. Wojciech Stagenalski, Prószyński i S-ka 2018.

środa, 18 maja 2022

"Służące do wszystkiego" Joanna Kuciel-Frydryszak


Służące do wszystkiego to zaskakująco pasjonująca książka, która opowiada losy chyba najbardziej marginalizowanej grupy służącej, która przecież była niezwykle liczna i, co więcej, była podstawą funkcjonowania każdego mieszczańskiego domu.
Dziewczyny z biednych wiejskich rodzin miały tylko jedną możliwość wybicia się i wyrwania ze swojego środowiska, a było nią pójście na służbę "do państwa". To wyrwanie się jednak było pozorne, zapewniało być może wikt i opierunek, ale często na minimalnym poziomie. Wszystkie te Kaśki, Zośki i Marysie marzyły o dostatnim życiu i o pełnym brzuchu, a stawały się de facto niewolnicami. Ich praca nie podlegała żadnym regulacjom i była pracą nieustanną, wychodne było często pozorną swobodą, do tego ściśle kontrolowaną.

Kuciel-Frydryszak podeszła do tego tematu metodycznie, starając się stworzyć książkę obejmującą wszystkie aspekty służby. Poświęca więc rozdziały pochodzeniu dziewcząt, sposobom szukania pracy, warunkom życia, zakresowi obowiązków, religijności, roli w rodzinie i traktowaniu służących. Z tych rozdziałów wyłania się wielce niepochlebny obraz polskiego mieszczaństwa - dziś bezduszność, roszczeniowość i stosunek do służby wydać się może oburzający i zupełnie nieprzystający do współczesności, ja jednak widzę nadal wiele reperkusji tego stosunku w traktowaniu pracowników i dziś. 

Autorka opowiada historie bezimiennych i anonimowych służących, ale i tych, o których pamięć przetrwała dzięki gazetom, zapiskom oraz powieściom i pamiętnikom. Przeczytamy więc wspomnienia znanych pisarzy takich jak Gombrowicz czy Nałkowska, poznamy zapiski z kronik policyjnych czy ogłoszenia prasowe. Bardzo podobało mi się to wplecenie tekstów, poniekąd źródłowych, w wartką narrację. 

Kuciel-Frydyrszak przedstawia wiele oblicz służących - są te wierne, które chronią z narażeniem życia majątku państwa w czasie wojny, ale są też te, które kombinują, jak podprowadzić cokolwiek z gospodarstwa. Są te mądre, które nigdy nie miały szansy na edukację, ale są także dziewczyny proste, niepiśmienne i nielotne. 

Służące do wszystkiego to bardzo ciekawa pozycja, która ukazuje nie tylko samo życie służących, ale szerszy kontekst - zmiany historyczne, stosunki społeczne, ówczesne warunki życia. Polecam.

Moja ocena: 5/6

Joanna Kuciel-Frydryszak, Służące do wszystkiego, 416 str., czyt. Magdalena Schejbal, Wydawnictwo Marginesy 2018.

poniedziałek, 16 maja 2022

"Z nienawiści do kobiet" Justyna Kopińska

 


To moje trzecie spotkanie z reporterską prozą Justyny Kopińskiej, więc spodziewałam się mocnych, poruszających tekstów i się nie rozczarowałam. Zacznę jednak od końcówki tej książki, czyli od wywiadu z autorką, który okazał się być niezwykle (dla mnie) ciekawy - dobrze poznać autorkę, jej sposób myślenia i pracy, zwłaszcza że nie wiedziałam o niej uprzednio nic. Po tej rozmowie podziwiam ją jeszcze bardziej i doceniam jej pracę.

W tym wydaniu znajdziemy reportaże dotyczące głównie tematów bardzo bolesnych - jest więc między innymi molestowanie dzieci przez księży (bardzo trudny tekst), molestowanie kobiet przez przełożonych w wojsku (tekst napawający bezsilnością), jest dyrektor więzienia, który zabija więźnia (zaskakująca zbrodnia i niemniej zaskakujący proces), ale jest także historia ostatniego klezmera (niekoniecznie pasuje do innych tekstów), sytuacja osób homoseksualnych w kościele (pointa się mi rozmyła) czy opowieść o Violetcie Villas (ciekawy, choć brak wniosków).

Kopińska drąży i zadaje niewygodne pytania, bada i przegląda akta, wysyła maile, dzwoni - czyli odwala całą reporterską robotę, by stworzyć teksty poruszające i dające do myślenia, choć przyznać muszę, że nie wszystkie mają taką samą siłę rażenia, co zapewne ma wiele wspólnego z indywidualaną wrażliwością czytelnika czy czytelniczki.

Nie jest to gruba książka, to krótki zbiór - którego wysłuchałam - dlatego wiem, że bardzo niedobrym zabiegiem jest umieszczenie pod tytułem kluczowych wypowiedzi z danego reportażu. Przyznam, że po lekturze czułam niedosyt - chętnie przeczytałabym tych tekstów więcej, odszukała jakiejś spinającej je klamry, bo, dodać trzeba, tytuł jest bardzo mylący. Ja spodziewałam się tekstów dotyczących wyłącznie kobiet. Drażniące jest także niekonsekwentne używanie feminatywów - nawet w jednym zdaniu. 

Moja ocena: 4/5

Justyna Kopińska, Z nienawiści do kobiet, czyt. Krystyna Czubówna, 224 str., Świat Książki 2018.

piątek, 13 maja 2022

"Cukry" Dorota Kotas


Sięgając po Cukry, nie miałam zupełnie pojęcia, czego się spodziewać. Skusiły mnie pozytywne recenzje oraz możliwość wysłuchania audiobooka, czytanego, nota bene, przez samą autorkę.

Cukry to opowieść autobiograficzna, szczera do bólu, obnażająca myśli autorki, jej życie, ale także rodzinę, w której dorastała. Dorota Kotas od razu na początku pisze o swojej diagnozie spektrum autyzmu, którą otrzymała dopiero jako osoba dorosła. Książka jest więc opisem, w jaki sposób taka osoba myśli, działa, odczuwa. Dowiadujemy się, jak wyglądają interakcje z innymi osobami, jak wyglądało wychowanie, usamodzielnianie się, studia, praca - jednym słowem, jak Dorota Kotas sobie radzi z życiem.
Przy czym autorka opisuje swoje zmagania na tyle pasjonująco, że trudno się od tej książki oderwać, trudno też nie doszukiwać się w niej podobieństw do własnego odczuwania - ja znalazłam ich sporo, choć oczywiście nie na tyle, by podzielić z autorką diagnozę. Kotas nie unika tematów bolesnych, zwłaszcza tych dotyczących rodziny - jej szczerość dotyczy jednak także jej samej. Przyznaje się do błędów, niezrozumień, porażek, a także wątpliwości i niepokojów. Te ostatnie dotyczą także jej pisarstwa, tego, jak sobie radzi z krytyką i odbiorem jej prozy. 

To książka o odnajdywaniu prawdy o sobie, samotnym odnajdywaniu, bo rodzina nie była tu pomocna, a jej działania wręcz kontraproduktywne, utwierdzające autorkę w jej poczuciu inności. Dorastanie nastolatki w spektrum autyzmu, o homoseksualnej orientacji, bez wsparcia bliskich musiało być i było niemal piekłem. Kotas unika jednak dramatyzmu i samoużalania się - jej słowa wystarczą, by zrozumieć i współodczuć.

Przyznam, że wciągnęłam tę książkę niemal kompulsywnie, urzeczona szczerością, autentycznością i bezpretensjonalnością autorki. 

Moja ocena: 5/6

Dorota Kotas, Cukry, czyt. autorka, 168 str., Wydawnictwo Cyranka 2021.

wtorek, 10 maja 2022

"Wyspa kobiet" Lauren Groff

 


Wyspa kobiet to klasztor na angielskiej prowincji, dwunastowieczne miejsce odosobnienia dla kobiet z domów bogatych i biednych. Miejsce pracy, modlitwy i pomocy. W momencie, gdy życie w klasztorze bardziej przypomina koszmar niż harmonię eremu trafia do niego Marie - osiemnastoletnia królewska bękartka, protegowana królowej Eleonory, wywodząca się z rodu silnych kobiet Francuzka. Marie jest krnąbrna, nieokiełznana, rozpieszczona i wcale nie ma ochoty na zostanie przeoryszą. Postawiona jednak przed faktami, na które nie miała wpływu, podejmuje się tego zadania i tworzy dzieło daleko wyrastające poza horyzont ówczesnego społeczeństwa. Marie z pewnością wykracza ponad przeciętną średniowieczną kobietę, co zapewne zawdzięcza rodzinie, w której się urodziła pełnej odważnych i silnych kobiet, a także wychowaniu na dworze wśród szlachcianek i arystokratek. Była zapewne inteligentna i uczyła się, podglądając i korzystając z doświadczenia innych. Wobec perspektywy spędzenia całego życia w klasztorze, decyduje się na przekucie tego losu w coś pożytecznego, co da jej satysfakcję. Nuda, powtarzalność, samotność są dla niej katalizatorem do działania, do stworzenia czegoś lepszego, pełniejszego, dającego satysfakcję. 

Wyspa kobiet to powieść o sile kobiet, wizjonerstwie, siostrzeństwie, przyjaźni, miłości i wreszcie o starości. To powieść, która pokazuje, jak wygląda świat, na którego kształt wpływ mają tylko kobiety. Oczywiście nie jest to nic odkrywczego, przynajmniej dla mnie, ale umieszczenie tej wizji w średniowiecznym anturażu nadaje tej powieści dodatkowego smaku, wymiaru. Widać, że autorka pokusiła się o własne badania epoki, postaci, faktów historycznych, koncentrując się jednak mniej na tych ostatnich, a więcej na konkretnych warunkach życia - zdrowie, seksualność, posiłki, codzienne prace. Nie jest to jednak rasowa powieść historyczna, średniowieczny koloryt jest sposobem na pokazanie roli siostrzeństwa, na stworzenie feministycznej opowieści o sile kobiet. 

Groff, tak jak się spodziewałam, czaruje językiem, balansuje od poetyckości do dosadności, tworząc silne postaci kobiece. 

Moja ocena: 5/6

Lauren Groff, Wyspa kobiet, tł. Jerzy Kozłowski, 304 str., Wydawnictwo Pauza 2022.

piątek, 6 maja 2022

"Zapaść" Marek Szymaniak

 


Małe miasta polskie - marazm, brak perspektyw, masowa ucieczka młodych. Tego tematu podjął się Szymaniak, który sam z prowincji pochodzi. Autor opisuje więc kilka problemów dotyczących praktycznie wszystkich prowincjonalnych miasteczek. Wraz z upadkiem PRL prawie zawsze upadły wielkie zakłady przemysłowe, które stanowiły jedyne miejsce zatrudnienia w całej okolicy. Szymaniak zatrzymuje się przy tym temacie na dłużej, szczegółowo opisując funkcjonowanie życia wokół fabryki. Jego opisy jak i rozmowy z byłymi pracownikami przepełnione są nostalgią, ale także subiektywizmem. Wykreowana wizja przedstawia świat, który funkcjonował, dawał ludziom operacie, stabilność i zajmował także czas wolny. W opisie przekształceń własnościowych jednej z fabryk Szymaniak idzie w szczegóły - dokładnie opisuje kolejnych właścicieli, ich działania i sposób zatrudniania, co niekoniecznie jest pasjonujące i w takim reportażu potrzebne.

Do innych problemów przyczyniających się do zapaści miast autor zalicza koszty zakupu i wynajmu mieszkań - ich ceny mają się nijak do zarobków młodych ludzi. Ten problem dotyczy jednak większości młodych ludzi w Polsce. Typowy dla małych miast jest jednak brak transportu, który ogranicza perspektywy i możliwości zarobkowe, ograniczony dostęp do służby zdrowia oraz wszechobecna betonoza. Rewitalizacja rynków polegająca na wycinaniu zieleni i wykładaniu wielkich przestrzeni kostką brukową to plaga, która dopadła wiele miast. 

Szymaniak sporo miejsca poświęca także zanieczyszczeniu powietrza, które ponownie nie jest tylko problemem małych miast, ale to właśnie w nich najbardziej dotkliwie jest odczuwane, bo do tego stanu rzeczy przyczyniają się mieszkańcy. 

Reportaż Szymaniaka czyta się szybko, ale nie pozostawia on żadnej konkluzji. Wiemy, że jest źle, autor nam to potwierdza, w dość chaotyczny sposób, żonglując wywiadami i opowieściami, które kręcą się wokół tych samych tematów, ograniczając się tylko do jednej (negatywnej) wizji, ale niestety nie kusi się na żadną diagnozę tego stanu rzeczy. 

Moja ocena: 4/6

Marek Szymaniak, Zapaść, czyt. Mikołaj Jodliński, 256 str., Wydawnictwo Czarne 2021.

czwartek, 5 maja 2022

"Izbica, Izbica" Rafał Hetman

 


Debiutancki reportaż znanego mi z blogosfery Rafała Hetmana to bardzo udane wejście w świat literatury w roli pisarza. Pasjonujący, choć oczywiście bolesny, celny, zaskakujący potoczystością języka. Tę książkę chwilami czyta się jak powieść przygodową! Wydaje się, że o Holokauście przeczytaliśmy wszystko, Hetmanowi udaje się jednak stworzyć reportaż, może nie nowatorski, ale haczący językiem i sposobem przedstawienia wydarzeń. Myślę tu o krótkich rozdziałach poświęconych przedmiotom, zatrzymaniu się przy momentach, impresjach, które zaskakują poetyckością. 

Izbica przed wojną była nazywaną stolicą Żydów (nie wiedziałam), w czasie wojny powstało tam getto tranzytowe, przez które przewinęło się około dwadzieścia pięć tysięcy Żydów (nie wiedziałam), a z około czterech tysięcy mieszkańców miasta wojnę przeżyły dwadzieścia trzy osoby (i tego też nie wiedziałam). Historia izbickich Żydów nie ma w sobie niespodzianek - to do złudzenia przypominające te z Jedwabnego nagonki, wydawanie, szukanie, oczernianie i okradanie Żydów. To przekopywanie cmentarza, przeszukiwanie ciał, domów, pozostałości. To kompletne zapomnienie o dawnych mieszkańcach miasta. Ba, o głównych mieszkańcach miasta. 

Hetman skrupulatnie opisuje losy żydowskich Izbiczan, którzy przetrwali wojnę, pozwala im oddać swoje odczucia i stosunek do tych osób, które im pomagały. Bardzo ciekawe są rozmowy z teraźniejszymi mieszkańcami miasteczka - ich wspomnienia, ich aktualne podejście, zachowanie, stosunek do żydowskiej przeszłości i do żydowskich pozostałości. Hetman pozostaje tu neutralny, nie naświetla żadnej z postaw, nie faworyzuje nikogo - zresztą same słowa i wypowiedzi się bronią. 

Mam tylko jedną uwagę, a konkretnie do audiobooka - nie przeczę, że jest on przeczytany dobrze, ale jeśli książka dotyczy tematyki, w której język niemiecki odgrywa ważną rolę, to dobrze by było, żeby lektor tym językiem władał lub by przećwiczył wymowę. 

Godny uwagi debiut, polecam!

Moja ocena: 5/6

Rafał Hetman, Izbica, Izbica, czyt. Andrzej Ferenc, 344 str., Wydawnictwo Czarne 2021.

środa, 4 maja 2022

"Powrót. Ojcowie, synowie i kraj pomiędzy nimi" Hisham Matar

 


Hisham Matar za tę książkę otrzymał Nagrodę Pulitzera, o czym sięgając po nią, nie wiedziałam. To nagroda w pełni zasłużona, bo autobiograficzna opowieść Libijczyka o jego powrocie do kraju jest niezwykle poruszająca, a zarazem wielowymiarowa. Matar opuścił Libię jako dziecko - wraz z rodziną zamieszkał w Kairze. Jego ojciec był znaną personą - dyplomatą, wojskowym, gdy jednak zaangażował się w ruch opozycyjny musiał opuścić kraj w obliczu grożących mu represji ze strony Kaddafiego. Szalony dyktator jednak nie zapomniał o nim i wraz z służbami egipskimi zaaranżował aresztowanie Dżaballaha Matara. Hisham był wtedy młodym mężczyzną. Rodzina ze skąpych wiadomości dowiedziała się, że ojciec został wtrącony do cieszącego się najgorszą sławą więzienia Abu Salim. Przez pewien czas otrzymywali od niego listy albo docierały do nich wiadomości od innych więźniów, ale po jakimś czasie trop się urywa. 

Gdy upadła dyktatura Kaddafiego, Hisham Matar wybiera się po trzydziestu latach do swojego kraju. Ta podróż jest kanwą tej opowieści, na której autor snuje wspomnienia i opiera swoje obserwacje oraz wreszcie opisuje męczące go od lat rozterki. Jego powrót służy poszukiwaniom ojca - uzyskaniu pewności na temat jego losu. Matar spotyka od lat niewidzianą rodzinę, członków rodziny, których nigdy wcześniej nie widział, rozmawia z więźniami, którzy przetrwali piekło i którzy mieli kontakt z ojcem. Odkrywa Libię na nowo, wspomina i konfrontuje, słucha, obserwuje. Matar wpuszcza czytelniczkę/czytelnika w swoje najskrytsze myśli - opisuje traumę dorastania ze świadomością tego, że ojciec jest torturowany, bolesność niewiedzy. Bardzo poruszający jest fragment, w którym autor odszukuje zapiski swojego pamiętnika z dnia domniemanej śmierci ojca. Jego pragnienie dotarcia do własnych myśli, do tego, co czuł w momencie śmierci ojca jest obezwładniające.

Matar zachwyca również językiem - bardzo plastycznym, ale zarazem precyzyjnym (brawa dla tłumaczki). To lektura wypełniająca, poruszająca i w wielu aspektach pouczająca.

Moja ocena: 5/6


Hisham Matar, Powrót. Ojcowie, synowie i kraj pomiędzy nimi, tł. Hanna Jankowska, 272 str., Wydawnictwo Czarne 2018.

poniedziałek, 2 maja 2022

"Chłopiec z sąsiedztwa" Irene Sabatini


Lindiwe jest nastolatką, surowo wychowaną, grzeczną, układną i bardzo prowincjonalną nastolatką. Dorasta na prowincji nowo powstałego kraju - Zimbabwe. Rodezja nie istnieje, ale wciąż w kraju jest mnóstwo Rodezyjczyjków, wśród których dziewczyna mieszka. Jej rodzina się wyróżnia kolorem skóry, statusem ekonomicznym i sposobem życia. Lindiwe spotyka się z dyskryminacją, przede wszystkim w szkole, gdzie jest jedyną kolorową dziewczyną, jednak jej pozornie spokojnym życiem najbardziej wstrząśnie tragedia, która wydarzy się w sąsiedztwie. Pewnej nocy wybuchnie tam pożar, w którym spłonie macocha mieszającego tam młodego mężczyzny. Chłopak zostanie posądzony o udział w tragedii.
Ian jednak szybko wychodzi na wolność i zaczyna wzbudzać w Lindiwe fascynację, której koniec nada jego nagły wyjazd do RPA. 

Po takim opisie można by sądzić, że mowa tu o niemal romansie, ale wątek miłosny odgrywa w tej powieści zupełnie inną rolę. Ian jest biały, to Rodezyjczyk, wychowany zupełnie inaczej niż Lindiwe, niosący swoją własną tragedię, borykający się z zupełnie innymi demonami niż dziewczyna. Lindiwe natomiast tylko na pozór pochodzi z dobrej, kolorowej rodziny. Małżeństwo jej rodziców wcale nie jest szczęśliwe, a stosunek do służby problematyczny. Najważniejsze jest tu jednak tło polityczne, które nie należy do anonimowych polityków, ruchów wyzwoleńczych, powstańców, mających sentyment do kolonializmu białych, ale dotyka każdego mieszkańca, także rodziców Iana i Lidiwe. 

Powieść Sabatini to opowieść o trudnym związku dwojga bardzo rożnych osób, który utrudniają warunki zewnętrzne - autorka świetnie ukazuje przemiany polityczne, ale i socjalne, ekonomiczne. To nie jest opowieść z happy endem o wielkiej miłości, lecz historia borykania się i prób odnalezienia wspólnego mianownika. Sabatini uniknęła stereotypów, ale i patosu, stworzyła bardzo życiową powieść, która ma szansę ukazać świat Zimbabwe także czytelniczce nieobeznanej z historią tego kraju. 

Moja ocena: 5/6

Irene Sabatini, Geteiltes Herz, tł. Judith Schwaab, 471 str., btb 2010.

niedziela, 1 maja 2022

Stosikowe losowanie maj 2022

 


Hopeforbooks wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) - 199

McDulka wybiera numer książki dla Guci (w stosie 70 książek) - 69
Gucia wybiera numer książki dla Anny (w stosie 325 książek) - 9
Anna wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1250 książek) - 1249
ZwL wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 49 książek) - 47
Maniaczytania wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 4 książki) - 3
Agnes wybiera numer książki dla Hopeforbooks (w stosie 20 książek) - 17

"Kajś" Zbigniew Rokita


 

Książki o Śląsku czytam od dawna, właściwie odkąd zaczęłam odkrywać dla mnie samej znaczenie mojego hajmatu. Kajś leżał w orbicie moich zainteresowań praktycznie od ukazania się książki, ale odsuwałam w czasie tę lekturę, czekając na jakiś hipotetyczny dogodny moment. Kajsia w końcu wysłuchałam, w niekoniecznie idealnej interpretacji Wojciecha Chorążego. Nieidealnej, bo bardzo przeszkadzała mi jego nieznajomość niemieckiego i śląskiego.

Nie wiedziałam, czego się po Kajsiu spodziewać - nie wiedziałam, że otrzymam historię tak osobistą. Rokita zasadza swój reportaż bowiem na Gliwicach, a właściwie Ostropie, skąd pochodzi jego rodzina, a konkretnie śląska część jego rodziny. Tak jak bada swoje pochodzenie, bada istotę i pochodzenie Śląska. Krainy niedocenianej i przecenianej równocześnie. Autor próbuje zbliżyć się więc do Śląska, zagłębiając jego historię poprzez losy zbiorowe i indywidualne, poprzez język (a może gwarę?), poprzez zwyczaje (choć o nich tu niewiele) i wreszcie poprzez rozmowy. Rokita rozmawia z członkami swojej rodziny, ale też z osobami ze Śląskiem związanymi - pasjonat(k)ami, kryty(cz)kami, działacz(k)ami, profesor(k)ami, historykami i historyczkami, badacz(k)ami. Wiele z nazwisk jest mi oczywiście znanych i bardzo ciekawie było się na nie natknąć w tej książce.

Jest w reportażu Rokity śląskość dumna i wstydliwa, ta wszechobecna i ta skrywana przez wiele lata, jest śląskość bliska niemieckości i czeszczyźnie, ale także polskości, jest mała ojczyzna i wielki hajmat. Rokita stara się pochwytać i obrócić we wszystkie strony różne elementy tego regionu. Znajdzie się tu więc słynny dziadek z Wehrmachtu, ukryta frakcja niemiecka, niechęć do Sosnowca i robol z gruby, znajdą się powstania, godka, familoki, zanieczyszczenie powietrza i gleby. 

Największą siłą tej książki jest to, że Rokita osnuwa ją wokół historii swojej rodziny i swojej własnej dopiero odkrywanej śląskości. Tak jak zbliża się stopniowo do swoich własnych korzeni, tak stopniowo obiera z wierzchnich warstw istotę Śląska. Widać, że autor dopiero tej śląskości w sobie szuka i to nadaje reportażowi ciekawą perspektywę - ta postawa poszukiwacza i zbieracza, a także osoby z zewnątrz nadaje mu dystansu i zarazem bliskości. Ten balans wewnątrz nakreślonych historycznie granic ciągle się waha i przechyla: raz na stronę Niemców, raz na stronę Polaków, by nabrać równowagi po stronie Ślązaków. Rokita nie daje zresztą żadnych odpowiedzi - jego rozmówcy mają często sprzeczne poglądy, a czytelnik może wysnuć z nich swoją śląskość.

Ciekawa dla mnie książka, do której chciałabym wrócić na papierze, przynajmniej do niektórych fragmentów, szczególnie rozmów. Nie jest to na pewno reportaż, który dopełniałby moje przemyślenia, bo wydaje mi się, że w wielu kwestiach jestem przynajmniej o krok dalej, ale zawsze ciekawi mnie perspektywa innych Ślązaczek i Ślązaków.


Moja ocena: 5/6

Zbigniew Rokita, Kajś, czyt. Wojciech Chorąży, 320 str., Wydawnictwo Czarne 2020.

czwartek, 28 kwietnia 2022

"Tragedia na Przełęczy Diałtowa. Historia bez końca" Alice Lugen


O tragicznej historii z 1959, która wydarzyła się w północnej części Uralu już słyszałam, ale nie znałam jej szczegółów. Alice Lugen - pod tym pseudonimem skrywa się dziennikarka śledcza - pokusiła się o zrekonstruowanie wszystkich wydarzeń przed, w trakcie i po tragedii. Wyobrażam sobie, że była to tytaniczna praca z wielu względów.

W styczniu 1959 w Ural wybrała się grupa turystyczna składająca się głównie ze studentów lub byłych studentów Politechniki. Uczestniczki i uczestnicy wyprawy bardzo dobrze przygotowali się do przedsięwzięcia, byli zresztą doświadczeni w tego typu ekspedycjach. Niestety nigdy nie wrócili, a ich ciała odnaleziono rozrzucone na stoku przełęczy, poza namiotem, który opuścili w samych skarpetkach, bez kurtek i ewidentnie w popłochu. Ta sprawa do dziś nie doczekała się konkretnego rozwiązania i do dziś jest przyczynkiem do licznych mniej lub bardziej fantastycznych spekulacji. 

Brak znalezienia konkretnej przyczyny śmierci uczestników wyprawy leży między innym w tym, że w jej rozwiązanie zamieszane były liczne jednostki, a sprawa nabrała politycznego wymiaru. Lugen skrupulatnie relacjonuje wszystkie wydarzenia - błędy, naciski, próby zatuszowania, naświetla szerszy kontekst przytaczając życiorysy uczestniczek i uczestników wyprawy oraz szkicując aktualną sytuację polityczną. 

Ten reportaż to ogrom detali, którego źródłem jest drobiazgowa i skrupulatna analiza dokumentów, rozmów, wywiadów, wydarzeń utrudniona przez upływ czasu, ludzką opieszałość, zawodność pamięci i świadome tuszowanie oraz warunki terenowe (mylące nazwy geograficzne). Lugen być może nie zachwyca językiem - dość surowym, dziennikarskim, ale mimo tego oraz faktu, że przecież znam jej finał, ta historia całkowicie mnie wciągnęła. 

Dla wielbicieli powieści górskich ale także teorii konspiracyjnych, ten reportaż to mus.

Moja ocena: 5/6

Alice Lugen, Tragedia na Przełęczy Diałtowa. Historia bez końca, czyt. Marcin Popczyński, 280 str., Wydawnictwo Czarne 2020.

środa, 27 kwietnia 2022

"Beze mnie jesteś nikim. Przemoc w polskich domach" Jacek Hołub


Jacek Hołub porusza w swoich reportażach tematy, które mnie interesują, co więcej czyni to tak dobrze, że jego książki pochłaniam w okamgnieniu. To jednak, jak sam tytuł już wskazuje, lektura ciężka, obezwładniająca, duszna. Hołub pisze o przemocy domowej - o każdym jej typie. Rodziców wobec dzieci, dzieci wobec rodziców, silniejszych wobec słabszych, zdrowych wobec niepełnosprawnych. Stara się naświetlić wszystkie aspekty problemu - mamy więc rozmowy z ofiarami i katami, z katowanymi dziećmi, które stały się przemocowymi dorosłymi, z mężczyznami, którzy zostali ofiarami przemocy domowej, z psycholożkami i psychologami, policjantami, pracowniczkami i pracownikami fundacji i stowarzyszeń, które zajmują się przemocą itd. 
Autor nie ogranicza się do przemocy fizycznej, pisze także o maltretowaniu psychicznym i ekonomicznym. Zagląda do tak zwanych dobrych domów i do tych patologicznych. Pokazuje, że przemoc nie zna granic.

To nie jest długa książka, mimo to mam wrażenie, że to publikacja na tyle pełna, by nakreślić szeroki obraz wszystkich aspektów przemocy domowej. Hołub stawia na konkret, na fakty, doświadczenia, nie ma tu przysłowiowego lania wody i pustych dywagacji. Autor wytyka niedociągnięcia, a właściwe porażkę systemu pomocy ofiarom w Polsce.
Jedna kwestia mi przeszkadzała - niekonsekwencja w używaniu feminatywów. Z tego powodu podczas słuchania często nie byłam pewna, czy chodzi o mężczyznę czy o kobietę.

Polecam.

Moja ocena: 5/6

Jacek Hołub, Beze mnie jesteś nikim. Przemoc w polskich domach, czyt. Anna Ryźlak, 216 str., Wydawnictwo Czarne 2021.

piątek, 22 kwietnia 2022

"Czarna" Wojciech Kuczok

 


Serię na F/aktach bardzo lubię, lubię także prozę Kuczoka i Czarna tych upodobań nie zmieniła. Kuczok stworzył świetną opowieść o tragicznej miłości, która zakończyła się niepotrzebną zbrodnią. 

Jeremi i Maryśka poznają się przypadkowo. On znudzony małżeństwem, ona samotna nauczycielka szukająca miłości - idealnie do siebie pasują. Łączy ich namiętny seks i przynajmniej ze strony Marii głębokie uczucie. Kuczok zbeletryzował historię zbrodnii w Czarnej Białostockiej - ja on niej wcześniej nie słyszałam, i dobrze, bo zakończenie jednak mnie zaskoczyło! Autor postawił na nakreślenie małomiasteczkowej społeczności oraz pokusił się o zrozumienie motywu zbrodni. Owa kreacja życia na wschodzie polski wyszła mu świetnie - te rozmowy między mężczyznami, te ploteczki między kobietami, sposób wychowania dzieci, codzienne troski są tak autentyczne, że odebrałam Kuczokowi każde słowo. Natomiast relację Jeremiego i Marii osadził na seksie - takim, jakiego Jeremiemu brakowało w domowej sypialni. Maria jest gotowa spełnić jego każdą fantazję, zawsze chętna i namiętna. Kuczok opisuje tu tego seksu dużo, nie unika wulgarności i dosadności - moim zdaniem czyni to świetnie. Sama kreacja postaci wydała mi się być autentyczna - poczynając od otoczenia (żona, teściowa itd) po samą parę. 

Jestem przekonana, że do mojej oceny przyczynił się fakt, że słuchałam tej książki w świetnej interpretacji Edyty Olszówki. 

Kolejny udany tom z tej serii, zostały mi jeszcze dwie książki, po które na pewno sięgnę.


Moja ocena: 5/6

Wojciech Kuczok, Czarna, czyt. Edyta Olszówka, 260 str., Wydawnictwo Od deski do deski 2017.

środa, 13 kwietnia 2022

"Transit" Abdourahman A. Waberi

 



Tę książkę wybrałam na moje pierwsze spotkanie z literaturą Dżibuti i nie była to łatwa lektura. Ta krótka powieść jest bardzo wymagająca - językowo, ale i narracyjnie. Waberi wprowadza kilku narratorów - każdy z nich w swoim rozdziale prowadzi monolog, wspominając przeszłość. Punktem wyjścia jest dwóch mężczyzn, którzy przypadkowo znajdują się na lotnisku w Paryżu. Jeden z nich to Bashir - prosty chłopak, sierota, który został najemnym żołnierzem. Jego opowieść naszpikowana jest slangiem, błędnymi nazwami, aluzjami - to było prawdziwe wyzwanie dla tłumacza. Inny mężczyzna natomiast to Harabi - intelektualista, którego wypowiedzi łączą się z monologami jego francuskiej żony oraz syna. 

Każda z tych postaci ukazuje swoje spojrzenie na Dżibuti, a przede wszystkim wojny domowej i wydarzeń politycznych - nie sposób dogłębnie to jednak zrozumieć bez, choć elementarnej wiedzy o tym kraju. Autor czytelnikowi zresztą niczego nie ułatwia. Nie ma tu słowa wprowadzenia, słowa wyjaśnienia, wpadamy prosto w monologi, co więcej, gdyby nie przedmowa tłumaczy, nie zorientowałabym się, jakie więzy łączą poszczególne postaci. To bardzo wymagająca książka, ale nie mam przekonania, czy bardziej zrozumiała dla czytelniczek i czytelników z Dżibuti. Bo nawet znajomość tła kulturowego nie pomoże w orientacji w zagmatwanym tekście. 

Bardzo pozytywnie natomiast zaskoczyła mnie żonglerka językowa, zwłaszcza w przypadku Bashira - autor świetnie oddał tok myślenia i sposób wypowiadania się prostego żołnierza, a tłumacze dokonali rzeczy niemal niemożliwej, świetnie oddając ten strumień świadomości po angielsku. 

Nie jestem przekonana, że jest to najlepsza pozycja do poznawania literatury Dżibuti, ale niestety była to też jedyna, jaką udało mi się zdobyć.

Moja ocena: 3/6

Abdourahman A. Waberi, Transit, tł. Nicole Ball, David Ball, 161 str., Indiana University Press 2012.

poniedziałek, 11 kwietnia 2022

"Grace i Grace" Margaret Atwood

 


Grace Marks - słynna kanadyjska morderczyni, która w połowie XIX wieku została skazana na dożywocie za zamordowanie wraz z Jamesem McDermottem pana Kinneara, właściciela domu, w którym pracowali oraz jego gospodyni Nancy Montgomery. Grace miała zaledwie 16 lat i nie przypominała sobie okoliczności zabójstwa, dlatego odstąpiono od kary śmierci i umieszczono dziewczynę najpierw w domu dla obłąkanych, a następnie w więzieniu.

Przypadek Grace rozogniał umysły ówczesnej śmietanki towarzyskiej, wśród której modny był spirytyzm i filantropia. Mocna grupa wierząca w niewinność dziewczyny zaangażowała doktora Simona Jordana, psychiatrę z USA, który podczas rozmów z kobietą chciał dotrzeć do prawdy i spróbować pomóc jej odzyskać pamięć. Podczas długich i intymnych rozmów Grace opowiada młodemu lekarzowi swoje życie - biedę w Irlandii, traumatyczną emigrację do Kanady, opisuje śmierć matki, przemocowego ojca, podjęcie pracy, utratę przyjaciółki i wreszcie nieszczęsną posadę u Kinneara. To fascynująca opowieść inteligentnej kobiety, bystrej obserwatorki, nie stroniącej od humoru i ironii. Między doktorem, a piękną Grace nawiązuje się nić zrozumienia, fascynacja wykraczająca poza zawodowe ramy. Równocześnie trudno określić, czy Grace to uwikłana w nieszczęśliwe zdarzenie kobieta, manipulantka czy osoba chora psychicznie. 

To wspaniała powieść psychologiczna - poznajemy nie tylko postać Grace, ale i rozterki doktora - która jednak nie daje prostych odpowiedzi i pozostawia czytelnika z domysłami. Konstrukcja powieści oparta jest na rozmowach, przeplatanych listami, relacjami z wydarzeń aktualnych, cytatami z procesu, zapiskami osób, które miały z Grace styczność oraz publikacjami na jej temat. Każdy rozdział zatytułowany jest nazwą wzoru używanego do ozdabiania kołder - taka własnoręcznie wykonana dla siebie kołdra jest też marzeniem Grace, zdolnej szwaczki. 

Zachwycił mnie styl tej powieści, jej wieloznaczność, mnogość szczegółów i podtekstów. Zachwycił feministyczny, ale i seksualny kontekst - nierozerwalny podział na świat kobiecy i męski oraz dominacja tego drugiego. Zachowanie postępowego przecież lekarza jest tu znamienne i dobitnie ukazuje, jak postrzegane są kobiety. Los każdej z przedstawionych tu postaci kobiecych zresztą naznaczony jest przez mężczyzn - poczynając od matki Grace, poprzez jej przyjaciółkę Mary, na kobietach w domu komendanta i stancji lekarza kończąc. Życie i osądy opierały się na stereotypach, Atwood fantastycznie pokazuje, jak mocno zawężały one horyzont zarówno kobiet jak i mężczyzn. 

To była wspaniała lektura, a do mojego zachwytu przyczyniła się świetna interpretacja Anny Dereszkowskiej oraz bardzo udane tłumaczenie Aldony Możdzyńskiej-Białej - autentycznie nie mogłam się oderwać od słuchania.

Moja ocena: 6/6

Margaret Atwood, Grace i Grace, tł. Aldona Możdżyńska-Biała, czyt. Anna Dereszkowska, 576 str., Wydawnictwo Noir Sur Blanc.

niedziela, 10 kwietnia 2022

"Tęsknota" Gaël Faye

 


Gabriel ma 11 lat i szczęśliwe dzieciństwo - mieszka w miłym domu w Budżumburze, stolicy Burundi, ma świetną paczkę kolegów, kochaną siostrę i fajnych rodziców. Wszystko zaczyna się jednak psuć, gdy przestaje się układać między mamą i tatą. Tata jest francuskim przedsiębiorcą, a mama Afrykanką, uchodźczynią z Rwandy, przynależącą do plemienia Tutsi. Faye opowiada o wydarzeniach z początku lat 90. XX wieku z perspektywy chłopca, który obserwuje i nie rozumie. Który nie ma szansy zrozumieć, bo rodzice, chcąc uchronić dzieci, nie opowiadają zbyt wiele o polityce. Gaby zatraca się więc w chłopięcych zabawach, szkole, pisaniu listów do koleżanki z Francji, psikusach, ale równocześnie obserwuje dorosłych i rozumie coraz więcej. 

Dziecięca perspektywa tej opowieści oznacza ogromną dozę nostalgii, ale także wzmaga grozę i tragizm sytuacji w Rwandzie, która odbiła się również echem na Burundi i polityce tego kraju. Stopniowo życie Gabriela i jego rodziny ogarnia echo narastającego konfliktu tuż za granicą. Chłopiec stopniowo z zachowania rodziców wyczytuje niepokój, zło i zmartwienia, nie rozumie jednak ciągle różnicy między Tutsi i Hutu. Umysł dziecka próbuje pojąć genezę konfliktu, ale oczywiście nie potrafi tego zrozumieć.

To piękna, zapewne autobiograficzna, powieść o dorastaniu w Afryce, które pełne jest uroku, nostalgii, dziecięcej radości. Faye pokazuje, że dzieciństwo na tym kontynencie nie zawsze musi być przepełnione biedą, że może przypominać Bullerbyn. Dekonstrukcję tego obrazu obserwujemy stopniowo, jej oznaki nadchodzą niespodziewanie, najpierw pod postacią rozstania się rodziców, które podszyte jest politycznym wrzeniem w kraju matki. Tragedia widziana oczyma dziecka tym bardziej poraża i paraliżuje. 

To bardzo ciekawe spotkanie z literaturą Burundi, polecam!

Moja ocena: 5/6


Gaël Faye, Tęsknota, tł. Katarzyna Marczewska, 208 str., Wydawnictwo W.A.B.

sobota, 9 kwietnia 2022

"Iman" Ryad Assani-Razaki

 


Iman jest moim pierwszym spotkaniem z literaturą Beninu. Ryad Assani-Razaki jest informatykiem, który aktualnie mieszka w Kanadzie, ale urodził się i wychował w Afryce. W swojej powieści pisze o problemie dzieci wychowywanych przez ulice, a szerzej pacząc, o biedzie. 

Na początku powieści poznajemy chłopca o imieniu Toumani, który zostaje sprzedany przez rodziców do miasta. Jest on jednym z licznego rodzeństwa, a jego rodzice zostają zapewne zmuszeni do tego kroku przez biedę, choć czytelnik nie poznaje szczegółów. Toumani trafia do domu bogatej kobiety, gdzie poznaje inne dzieci, nie zostaje tam jednak długo. Ponownie zostaje sprzedany do domu oprawcy, który maltretuje dziecko i zostawia pół-żywe w kanale. I wtedy poznaje Imana - to on ratuje Toumaniego i pomaga mu dojść do zdrowia. Ojciec Imana jest białym Francuzem, który już opuścił Benin, ale chłopak to jarzmo będzie nosił całe życie. Wśród narratorów powieści znajdą się też Alisa, Zainab, Hadja i Desiree. Alisa należała do dzieci, które mieszkały u kobiety, która kupiła Toumaniego, natomiast Hadja to babka, Zainab matka a Desire brat Imana. Na podstawie opowieści tych wszystkich osób poznajemy postać tytułowego bohatera. 

Iman jest inny, jako syn białego człowieka odstaje wyglądem, ale i ma poczucie braku przynależności. Jego idée fixe jest wyjazd z Afryki - tylko tym żyje i tylko do tego dąży. Assani-Razaki nakreśla obraz ekstremalnej biedy, braku perspektyw, uwikłania w okoliczności. Każde z trojga dzieci boryka się z brakiem możliwości świadomego kształtowania swojej przyszłości, samotnością, zagubieniem, stykają się z przemocą, przestępczością, mają świadomość ulotności ich życia. Wsparciem jest dla nich przyjaźń, miłość, wspólnota przeżyć.

To bardzo ciekawa powieść, która pozwala na bliższe spojrzenie na sytuację dzieci ulicy w Beninie, a równocześnie porusza szeroką gamę tematów. 

Moja ocena: 5/6

Ryad Assani-Razaki, Iman, tł. Sonja Finck, 320 str., Wagenbach 2016.

piątek, 8 kwietnia 2022

"Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce" Aneta Pawłowska-Krać

 


Reportaż o stanie leczenia psychiatrycznego w Polsce, na który czekałam od pierwszych zapowiedzi - temat mnie interesuje, choć sama sytuacja w Polsce mnie nie dotyczy. Przerażające doniesienia o braku miejsc, zwłaszcza tych dla dzieci i młodzieży, a także o protestacyjnym zwolnieniu się lekarzy dotarły i do mnie.  

Aneta Pawłowska-Krać podeszła do tematu kompleksowo, analizując sytuację leczenia psychiatrycznego ambulatoryjnego i szpitalnego dla dorosłych i dzieci w dużych miastach, ale i na prowincji. Swoje badania oparła na licznych rozmowach z pacjentami, ich rodzinami oraz lekarzami i lekarkami oraz całym zespołem pielęgniarskim i psychologicznym oraz wspierającym w inny sposób. Przeanalizowała stan wprowadzenia reformy oraz efekt zatrzymania tych działań. Nie zaskoczę pewnie nikogo, gdy napiszę, że jest to smutna, czasem przerażająca książka. Czasem dająca nadzieję, ale jednak w swoim całokształcie obezwładniająca i przygnębiająca. 

Autorka zadbała o to, by ten reportaż był jak najpełniejszy i wyczerpujący, prowadzi swoje rozmowy i przedstawia wysłuchane historie w sposób delikatny i empatyczny. Co ważne, nie polaryzuje, nie staje ani po stronie pacjentów, ani po stronie personelu, lecz naświetla dane sytuacje z obu punktów widzenia. W tak delikatnej i trudnej materii i leczeniu łatwo oceniać i łatwo wyciągać pochopne wnioski, Pawłowskiej-Krać udało się tego nie zrobić. Pokazała raczej, że na tym polu nie ma wygranych: pacjenci borykają się z trudnymi sytuacjami w szpitalach, ale te same sytuacje są niemniej trudne dla personelu. Co ważne, autorka podjęła próbę znalezienia rozwiązania tej sytuacji, opierając się na przykładach z innych krajów, ale także analizując wprowadzaną stopniowo reformę. 

Ważny i potrzebny reportaż, choć nie mam złudzeń, że ta książka coś w tej kwestii w Polsce zmieni.

Moja ocena: 5/6

Aneta Pawłowska-Krać, Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce, czyt. Anna Ryźlak, 232 str., Wydawnictwo Czarne 2022.

niedziela, 3 kwietnia 2022

"Maru" Bessie Head


Bessie Head uważana jest za jedną z najważniejszych pisarek Botswany, choć urodziła się w RPA. Maru to krótka opowieść opublikowana w 1971 roku, której głównym tematem są rasizm i seksizm. 

Margaret Cadmore to sierota wychowana przez angielskich misjonarzy, imię i nazwisko otrzymała po swojej przybranej matce. Dzięki niej dziewczyna ukończyła szkołę, w której zawsze odnosiła sukcesy i została nauczycielką. Mimo dobrej edukacji i angielskiego wychowania jej przynależność do plemienia Masarwa naznaczy jej los. To plemię nie cieszy się bowiem popularnością i jego członkowie skazani są na wykonywanie najgorszych prac lub bycie niewolnikami. Gdy Margaret przybywa do Dilepe, gdzie ma objąć swoją pierwszą posadę, jej pochodzenie określi jej pozycję. Kobieta jest świetną nauczycielką i niebawem wzbudzi głębokie emocje u Maru i Moleki. Obaj mężczyźni są wodzami plemion zamieszkujących Dilepe. Maru ma nawet niewolników należących do plemienia Masarwa. Margaret zostaje uwikłana w rywalizację między mężczyznami, a jej pochodzenie odgrywa tu sporą rolę. Obaj pożądają pięknej nauczycielki, zresztą obcowanie z różnymi kobietami jest u nich na porządku dziennym. Dikeledi - inna nauczycielka, z którą Margaret połączy przyjaźń, wprowadza ją w tajniki wioskowych relacji.

Ta niewielka powieść obraca się wokół rywalizacji, podejrzeń, spekulacji, a wszystkie te działania podszyte są głębokim rasizmem, nietolerancją i seksizmem. Przyznam, że dla mnie ta lektura była dość wymagająca - nie tyle językowo (czytałam po angielsku), co treściowo. Niespecjalnie interesowały mnie wioskowe i plemienne zawirowania, a konkluzje nie były dla mnie odkrywcze.


Moja ocena: 3/6

Bessie Head, Maru, 127 str., Heinemann 1997.

sobota, 2 kwietnia 2022

"Gdzie śpiewają raki" Delia Owens

 


Bestsellery wszech czasów nie należą do tego rodzaju książek, po które sięgam. Ale skoro mój klub czytelniczy wybrał ten tytuł, nie było wyboru. Ta książka jest też pierwszą, którą przeczytałam, a właściwie wysłuchałam, dzięki Legimi! Tak, wreszcie zdecydowałam się na abonament!

Po lekturze nie dziwię się, dlaczego ta książka ma status bestsellera, ale jak się spodziewałam, nie stała się moją ulubioną powieścią, choć faktycznie dobrze się ją czyta. Akcja powieści rozgrywa się na wybrzeżu Północnej Karoliny, na uboczu, na bagnach w skromnym domu mieszka rodzina - jak fama niesie w Barkley Cove to ten rodzaj ludzi, z którymi nie warto się zadawać. Biedacy, wyrzutki, a do tego ojciec pije. Pewnego dnia matka nie wytrzymuje życia pod jednym dachem z oprawcą i alkoholikiem i wychodzi z domu. Zostawia gromadę dzieci, w tym kilkuletnią Kyę i nigdy nie wraca. Po jej odejściu stopniowo znika rodzeństwa, aż dziewczynka zostaje tylko z ojcem i przejmuję rolę gospodyni domowej. W końcu odchodzi i on, a Kya staje się samowystarczalna. To historia o dzikiej dziewczynie pełna miłości do natury. Kya dorasta na bagnach i ten ekosystem staje się jej domem, jej wszystkim. Lepiej rozumie naturę niż ludzi, a natura jest jej pocieszycielką w samotności. 

To także książka o uprzedzeniach i pochopnych ocenach. Kobietę z bagien łatwo ocenić i łatwo osądzić. Gdy ginie jeden z szanownych obywateli miasteczka, podejrzenia pada najpierw na Kyę. Wokół tego wątku osnuta jest główna narracja powieści i faktycznie ta kwestia trzyma w napięciu. Niemniej nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że ta książka bazuje na pewnych, niezawodnych elementach konstrukcji, która ma za zadanie uwieść czytelnika. Czułam się oszukana przez autorkę, wodzona za nos, nie odebrałam tej powieści jako autentycznej i to najbardziej mi podczas lektury przeszkadzało. 

Gdzie śpiewaj raki to po prostu porządne czytadło, na wakacje, na urlop - gdy ma się czas zatopić w inny świat i ochotę na dość lekką lekturę, która jednak potrafi poruszyć emocje. Polecam także audiobook - ta powieść nadaje się idealnie do słuchania i jest faktycznie bardzo dobrze zinterpretowana przez Magdalenę Boczarską.

Moja ocena: 4/6

Delia Owens, Gdzie śpiewają raki, tł. Bohdan Maliborski, czyt. Magdalena Boczarska, 416 str., Świat Książki 2020.

piątek, 1 kwietnia 2022

"Corpus Delicti. Ein Prozess" Juli Zeh


 

Dotąd czytałam tylko jedną książkę Juli Zeh, która mnie nie zachwyciła. Gdy się jednak okazało, że Corpus Delicti będzie lekturą mojej córki, postanowiłam dać Niemce jeszcze jedną szansę, a przy okazji zobaczyć, w jaki sposób ta powieść będzie przerabiana na lekcjach.
Ta dystopijna opowieść świetnie wpisuje się w pandemiczną rzeczywistość ostatnich dwóch lat, Zeh stworzyła bowiem wizję państwa opartego na obsesji zdrowia. By wytrzebić wiele chorób, obywatele zobowiązani są do bezwzględnego przestrzegania całego szeregu zasad dotyczących sportu i zdrowia - są to regularne ćwiczenia i badania, kontrole stanu zdrowia, ale także dobór partnerów według genotypu. 

Mia Hall podpada urzędom, gdy przestaje regularnie dostarczać dane dotyczące jej stanu zdrowia. Kobieta wzywana jest na przesłuchania, które mają pomóc zrozumieć jej motywy i skierować ją z powrotem na odpowiednią ścieżkę. Okazuje się jednak, że pobudki Mii są bardziej złożone - nie jest ona wcale przeciwniczką systemu jak początkowo podejrzewa sędzina. Niedawno zmarł w więzieniu jej brat i ta kwestia okazuje się być motorem wielu działań. 

Corpus Delicti to z założenia ciekawa powieść, która pozostawia szerokie pole do dyskusji. Pewna jestem, że w klasie mojej córki wywiążą się długie rozmowy. Mnie jednak nie podszedł, po raz kolejny, styl Niemki. Nie ujęły mnie dość sztywne dialogi, pełne moralizatorskich przemyśleń. Nie kupuję sposobu gotowych konkluzji prezentowanych co kilka zdań, nie dających czytelnikowi pola do własnych dociekań. Doceniam zamysł autorki, ale niestety zupełnie nie przekonało mnie wykonanie. 

Moja ocena: 3/6

Juli Zeh, Corpus Delicti, 272 str., btb 2010.

Stosikowe losowanie kwiecień 2022



Anna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 19 książek) - 15

Maniaczytania wybiera numer książki dla Guci (w stosie 60 książek) - 52
Gucia wybiera numer książki dla Róży (w stosie 15 książek) - 3
Róża wybiera numer książki dla Hopeforbooks (w stosie 30 książek) - 2
Hopeforbooks wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 6 książek) - 2
Agnes wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1200 książek) - 1022
ZwL wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) - 72
McDulka wybiera numer książki dla Anny (w stosie 308 książek) - 277

środa, 30 marca 2022

"Domy z soli" Hala Alyan


Domy z soli to saga rodzinna opowiadająca historię rodu wywodzącego się z Jafy. Ta palestyńska rodzina musiała opuścić rodzinne miasto już w pierwszym pokoleniu, by zamieszkać w Neblusie, a następnie w Ammanie i Bejrucie i Katarze. Każde kolejne pokolenie rodu musiało uciekać przed następnymi wojnami, których celem było zabranie Palestyńczykom zamieszkiwanych przez nich terenów. W Domach z soli wojna jest wszechobecna, ale w samej historii jest jej zaskakująco mało. Ma ona decydujący wpływ na życie rodziny, ale autorka unika jej opisów, a nawet innych skutków jak wpływ na emigrację czy ucieczkę. 

Ród Yacoubów to głównie kobiety - pobożne lub rebeliantki, dość szablonowe. Ten układ powtarza się co pokolenie. Wszystkie są jednak nieszczęśliwe - bo musiały opuścić swoje dotychczasowe życie, bo ich rodzina żyje rozproszona w świecie. W skutek wojny wprawdzie ginie brat Alii - głównej postaci rodziny, ale jest to rodzinna tajemnica, o której się nie mówi. W skutek wojny mąż Riham zajmuje się jako lekarz uchodźcami, co prowadzi do radykalizacji jego syna, ale i tu temat jest zaledwie zaznaczony, bo młody mężczyzna cudownie wraca na słuszną drogę i opuszcza radykalne grupy. W skutek wojny rodzina jest rozdzielona, ale nie żyje w nędzy, wciąż ma kontakt i może się odwiedzać. Wojna w Domach z soli to wojna, która dotyka bogatych - ludzi, którzy wprawdzie z jej powodu cierpią, ale stać ich wciąż na jedzenie, mają gdzie mieszkać, mogą studiować zagranicą i nie tracą ze sobą kontaktu. Ukazana przez Halę Alyan wojna jest anonimowa, bo brak tu szerszego kontekstu, autorka nie przedstawia jej tła, nie określa stron, nie osadza jej w żadnym kontekście. Pisząc sagę rodu, decyduje się na duże przeskoki czasowe, co jeszcze bardziej rozmywa realny konflikt zbrojny, zupełnie pozbawiając go kontekstu.

Domy z soli miały szansę stać się powieścią o wojnie w Palestynie widzianą oczami córki emigrantów, a stały się kolejną rodzinną sagą, niestety dość schematyczną, a przez co nudną. Miałam nadzieję na poszerzenie mojej wiedzy o tym regionie, a nie dowiedziałam się zupełnie niczego nowego. Zdecydowanie dużo lepsza jest powieść Susan Abulhawy, która pokazuje szeroki kontekst historyczny wojny.

Moja ocena: 3/6

Hala Alyan, Domy z soli, tł. Aga Zano, 382 str., Wydawnictwo Czarna Owca 2019.

wtorek, 22 marca 2022

"Nikolski" Nicolas Dickner

 


Nikolski to opowieść o trzech osobach, których na pozór nic nie łączy. Jest antykwariusz, którego jedynym wspomnieniem ojca jest tandetny kompas, jest także Noah wychowany w kamperze poruszającym się w rytmie pór roku po bezdrożach Kanady i jest Joyce - potomkini piratów, wychowana przez ojca i dziadka. 

Tę trójkę łączą skomplikowane więzy rodzinne, ale nigdy się o tym nie dowiedzą. Będą krążyć wokół siebie, spotykać się i potykać się o siebie, podążając za własnym losem i przeznaczeniem. Wszyscy będą szukać - nie tylko sensu życia, ale przedmiotów, odpowiednio: książek, artefaktów z przeszłości i części komputerowych. Nikolski to powieść o szukaniu właśnie - to szukanie polega na umieszczaniu własnej egzystencji w szerszym kontekście, a także na odnajdywaniu własnej ścieżki z dala od rodziny (często niepełnej). To także rozważanie o tym, na ile pochodzenie i skład DNA ma wpływ na nasze życie. Czy dzielenie genotypu uczyni z nas podobnymi ludźmi, osobami o takich samych zainteresowaniach? A może paradoksalnie oddali nas od siebie jeszcze bardziej?

Mimo tych ciekawych dla mnie założeń, powieść Dicknera mnie nie ujęła i raczej nie będę jej po latach wspominać. Podobało mi się wprawdzie nawiązanie do wielu kanadyjskich problemów: rdzenni mieszkańcy, piraci, przesiedlenia, ale są one w tej książce jedynie dodatkiem, tłem, a nie głównym tematem. Podobała mi się także przeplatająca narracja, chętnie odkrywałam połączenia między bohaterami, ale same postaci mnie nie ujęły. Nie mogę Nikolskiemu w zasadzie nic zarzucić, to dobrze napisana proza, z twistem, łamigłówką, wieloma wątkami, ale jednak czegoś (tylko czego?) tu zabrakło.

Moja ocena: 4/6

Nicolas Dickner, Nikolski, tł. Andreas Jandl, 304 str., Frankfurter Verlagsanstalt 2009.

poniedziałek, 21 marca 2022

"Niebieska księga z Nebo" Manon Steffan Ros


 

Matka i dwójka dzieci żyje w domku pośród natury. Żyją sami, bo na świecie wydarzyło się bliżej niewyjaśnione coś, z którego powodu zniknęła większość, a może wszyscy ludzie. Rowenna i Siôn przetrwali i tworzą nowe życie, całkowicie odmienne od tego, które dotychczas prowadzili. Uczą się ogrodnictwa, prac domowych, zdobywania pożywienia, czytają, rozmawiają. Kiedy dołącza do nich mała dziewczynka, razem się nią opiekują. Ogromną rolę w ich życiu odgrywa literatura walijska - takie bowiem książki zgromadziła tuż po Kresie matka. To literatura pokrzepia serca, zajmuje czas, nadaje sens. Nie ukrywam, że takie przedstawienie literatury mnie ujęło, ale nie tylko to urzekło mnie w tej książce.

Ta na pozór banalna historia postapokaliptyczna ujęła mnie swoją delikatnością i czułością. Subtelny język mnie oczarował, a historia matki i dzieci dotknęła do głębi. Autorka zawarła tutaj wiele głębszych przemyśleń - niektóre z nich mogą się wydać oklepane, ale sposób, w jaki je ukazała, nadaje im innego wymiaru. Te w końcu banalne rozważania o kontraście życia wśród mediów i hałasu z tym w odosobnieniu i samotności wpływają na mnie może dlatego bardziej, że przecież w głowie wciąż mam świeże wspomnienia pandemiczne, a rozważanie o zgiełku życia towarzyszą mi niemal codziennie. 

To nie jest długa powieść, mimo to pozostała w mojej pamięci i wracam do niej często w myślach. Jedna z piękniejszych Pauz.

Moja ocena: 5/6

Manon Steffan Ros, Niebieska księga z Nebo, 144 str., Wydawnictwo Pauza 2020.