poniedziałek, 11 kwietnia 2022

"Grace i Grace" Margaret Atwood

 


Grace Marks - słynna kanadyjska morderczyni, która w połowie XIX wieku została skazana na dożywocie za zamordowanie wraz z Jamesem McDermottem pana Kinneara, właściciela domu, w którym pracowali oraz jego gospodyni Nancy Montgomery. Grace miała zaledwie 16 lat i nie przypominała sobie okoliczności zabójstwa, dlatego odstąpiono od kary śmierci i umieszczono dziewczynę najpierw w domu dla obłąkanych, a następnie w więzieniu.

Przypadek Grace rozogniał umysły ówczesnej śmietanki towarzyskiej, wśród której modny był spirytyzm i filantropia. Mocna grupa wierząca w niewinność dziewczyny zaangażowała doktora Simona Jordana, psychiatrę z USA, który podczas rozmów z kobietą chciał dotrzeć do prawdy i spróbować pomóc jej odzyskać pamięć. Podczas długich i intymnych rozmów Grace opowiada młodemu lekarzowi swoje życie - biedę w Irlandii, traumatyczną emigrację do Kanady, opisuje śmierć matki, przemocowego ojca, podjęcie pracy, utratę przyjaciółki i wreszcie nieszczęsną posadę u Kinneara. To fascynująca opowieść inteligentnej kobiety, bystrej obserwatorki, nie stroniącej od humoru i ironii. Między doktorem, a piękną Grace nawiązuje się nić zrozumienia, fascynacja wykraczająca poza zawodowe ramy. Równocześnie trudno określić, czy Grace to uwikłana w nieszczęśliwe zdarzenie kobieta, manipulantka czy osoba chora psychicznie. 

To wspaniała powieść psychologiczna - poznajemy nie tylko postać Grace, ale i rozterki doktora - która jednak nie daje prostych odpowiedzi i pozostawia czytelnika z domysłami. Konstrukcja powieści oparta jest na rozmowach, przeplatanych listami, relacjami z wydarzeń aktualnych, cytatami z procesu, zapiskami osób, które miały z Grace styczność oraz publikacjami na jej temat. Każdy rozdział zatytułowany jest nazwą wzoru używanego do ozdabiania kołder - taka własnoręcznie wykonana dla siebie kołdra jest też marzeniem Grace, zdolnej szwaczki. 

Zachwycił mnie styl tej powieści, jej wieloznaczność, mnogość szczegółów i podtekstów. Zachwycił feministyczny, ale i seksualny kontekst - nierozerwalny podział na świat kobiecy i męski oraz dominacja tego drugiego. Zachowanie postępowego przecież lekarza jest tu znamienne i dobitnie ukazuje, jak postrzegane są kobiety. Los każdej z przedstawionych tu postaci kobiecych zresztą naznaczony jest przez mężczyzn - poczynając od matki Grace, poprzez jej przyjaciółkę Mary, na kobietach w domu komendanta i stancji lekarza kończąc. Życie i osądy opierały się na stereotypach, Atwood fantastycznie pokazuje, jak mocno zawężały one horyzont zarówno kobiet jak i mężczyzn. 

To była wspaniała lektura, a do mojego zachwytu przyczyniła się świetna interpretacja Anny Dereszkowskiej oraz bardzo udane tłumaczenie Aldony Możdzyńskiej-Białej - autentycznie nie mogłam się oderwać od słuchania.

Moja ocena: 6/6

Margaret Atwood, Grace i Grace, tł. Aldona Możdżyńska-Biała, czyt. Anna Dereszkowska, 576 str., Wydawnictwo Noir Sur Blanc.

niedziela, 10 kwietnia 2022

"Tęsknota" Gaël Faye

 


Gabriel ma 11 lat i szczęśliwe dzieciństwo - mieszka w miłym domu w Budżumburze, stolicy Burundi, ma świetną paczkę kolegów, kochaną siostrę i fajnych rodziców. Wszystko zaczyna się jednak psuć, gdy przestaje się układać między mamą i tatą. Tata jest francuskim przedsiębiorcą, a mama Afrykanką, uchodźczynią z Rwandy, przynależącą do plemienia Tutsi. Faye opowiada o wydarzeniach z początku lat 90. XX wieku z perspektywy chłopca, który obserwuje i nie rozumie. Który nie ma szansy zrozumieć, bo rodzice, chcąc uchronić dzieci, nie opowiadają zbyt wiele o polityce. Gaby zatraca się więc w chłopięcych zabawach, szkole, pisaniu listów do koleżanki z Francji, psikusach, ale równocześnie obserwuje dorosłych i rozumie coraz więcej. 

Dziecięca perspektywa tej opowieści oznacza ogromną dozę nostalgii, ale także wzmaga grozę i tragizm sytuacji w Rwandzie, która odbiła się również echem na Burundi i polityce tego kraju. Stopniowo życie Gabriela i jego rodziny ogarnia echo narastającego konfliktu tuż za granicą. Chłopiec stopniowo z zachowania rodziców wyczytuje niepokój, zło i zmartwienia, nie rozumie jednak ciągle różnicy między Tutsi i Hutu. Umysł dziecka próbuje pojąć genezę konfliktu, ale oczywiście nie potrafi tego zrozumieć.

To piękna, zapewne autobiograficzna, powieść o dorastaniu w Afryce, które pełne jest uroku, nostalgii, dziecięcej radości. Faye pokazuje, że dzieciństwo na tym kontynencie nie zawsze musi być przepełnione biedą, że może przypominać Bullerbyn. Dekonstrukcję tego obrazu obserwujemy stopniowo, jej oznaki nadchodzą niespodziewanie, najpierw pod postacią rozstania się rodziców, które podszyte jest politycznym wrzeniem w kraju matki. Tragedia widziana oczyma dziecka tym bardziej poraża i paraliżuje. 

To bardzo ciekawe spotkanie z literaturą Burundi, polecam!

Moja ocena: 5/6


Gaël Faye, Tęsknota, tł. Katarzyna Marczewska, 208 str., Wydawnictwo W.A.B.

sobota, 9 kwietnia 2022

"Iman" Ryad Assani-Razaki

 


Iman jest moim pierwszym spotkaniem z literaturą Beninu. Ryad Assani-Razaki jest informatykiem, który aktualnie mieszka w Kanadzie, ale urodził się i wychował w Afryce. W swojej powieści pisze o problemie dzieci wychowywanych przez ulice, a szerzej pacząc, o biedzie. 

Na początku powieści poznajemy chłopca o imieniu Toumani, który zostaje sprzedany przez rodziców do miasta. Jest on jednym z licznego rodzeństwa, a jego rodzice zostają zapewne zmuszeni do tego kroku przez biedę, choć czytelnik nie poznaje szczegółów. Toumani trafia do domu bogatej kobiety, gdzie poznaje inne dzieci, nie zostaje tam jednak długo. Ponownie zostaje sprzedany do domu oprawcy, który maltretuje dziecko i zostawia pół-żywe w kanale. I wtedy poznaje Imana - to on ratuje Toumaniego i pomaga mu dojść do zdrowia. Ojciec Imana jest białym Francuzem, który już opuścił Benin, ale chłopak to jarzmo będzie nosił całe życie. Wśród narratorów powieści znajdą się też Alisa, Zainab, Hadja i Desiree. Alisa należała do dzieci, które mieszkały u kobiety, która kupiła Toumaniego, natomiast Hadja to babka, Zainab matka a Desire brat Imana. Na podstawie opowieści tych wszystkich osób poznajemy postać tytułowego bohatera. 

Iman jest inny, jako syn białego człowieka odstaje wyglądem, ale i ma poczucie braku przynależności. Jego idée fixe jest wyjazd z Afryki - tylko tym żyje i tylko do tego dąży. Assani-Razaki nakreśla obraz ekstremalnej biedy, braku perspektyw, uwikłania w okoliczności. Każde z trojga dzieci boryka się z brakiem możliwości świadomego kształtowania swojej przyszłości, samotnością, zagubieniem, stykają się z przemocą, przestępczością, mają świadomość ulotności ich życia. Wsparciem jest dla nich przyjaźń, miłość, wspólnota przeżyć.

To bardzo ciekawa powieść, która pozwala na bliższe spojrzenie na sytuację dzieci ulicy w Beninie, a równocześnie porusza szeroką gamę tematów. 

Moja ocena: 5/6

Ryad Assani-Razaki, Iman, tł. Sonja Finck, 320 str., Wagenbach 2016.

piątek, 8 kwietnia 2022

"Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce" Aneta Pawłowska-Krać

 


Reportaż o stanie leczenia psychiatrycznego w Polsce, na który czekałam od pierwszych zapowiedzi - temat mnie interesuje, choć sama sytuacja w Polsce mnie nie dotyczy. Przerażające doniesienia o braku miejsc, zwłaszcza tych dla dzieci i młodzieży, a także o protestacyjnym zwolnieniu się lekarzy dotarły i do mnie.  

Aneta Pawłowska-Krać podeszła do tematu kompleksowo, analizując sytuację leczenia psychiatrycznego ambulatoryjnego i szpitalnego dla dorosłych i dzieci w dużych miastach, ale i na prowincji. Swoje badania oparła na licznych rozmowach z pacjentami, ich rodzinami oraz lekarzami i lekarkami oraz całym zespołem pielęgniarskim i psychologicznym oraz wspierającym w inny sposób. Przeanalizowała stan wprowadzenia reformy oraz efekt zatrzymania tych działań. Nie zaskoczę pewnie nikogo, gdy napiszę, że jest to smutna, czasem przerażająca książka. Czasem dająca nadzieję, ale jednak w swoim całokształcie obezwładniająca i przygnębiająca. 

Autorka zadbała o to, by ten reportaż był jak najpełniejszy i wyczerpujący, prowadzi swoje rozmowy i przedstawia wysłuchane historie w sposób delikatny i empatyczny. Co ważne, nie polaryzuje, nie staje ani po stronie pacjentów, ani po stronie personelu, lecz naświetla dane sytuacje z obu punktów widzenia. W tak delikatnej i trudnej materii i leczeniu łatwo oceniać i łatwo wyciągać pochopne wnioski, Pawłowskiej-Krać udało się tego nie zrobić. Pokazała raczej, że na tym polu nie ma wygranych: pacjenci borykają się z trudnymi sytuacjami w szpitalach, ale te same sytuacje są niemniej trudne dla personelu. Co ważne, autorka podjęła próbę znalezienia rozwiązania tej sytuacji, opierając się na przykładach z innych krajów, ale także analizując wprowadzaną stopniowo reformę. 

Ważny i potrzebny reportaż, choć nie mam złudzeń, że ta książka coś w tej kwestii w Polsce zmieni.

Moja ocena: 5/6

Aneta Pawłowska-Krać, Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce, czyt. Anna Ryźlak, 232 str., Wydawnictwo Czarne 2022.

niedziela, 3 kwietnia 2022

"Maru" Bessie Head


Bessie Head uważana jest za jedną z najważniejszych pisarek Botswany, choć urodziła się w RPA. Maru to krótka opowieść opublikowana w 1971 roku, której głównym tematem są rasizm i seksizm. 

Margaret Cadmore to sierota wychowana przez angielskich misjonarzy, imię i nazwisko otrzymała po swojej przybranej matce. Dzięki niej dziewczyna ukończyła szkołę, w której zawsze odnosiła sukcesy i została nauczycielką. Mimo dobrej edukacji i angielskiego wychowania jej przynależność do plemienia Masarwa naznaczy jej los. To plemię nie cieszy się bowiem popularnością i jego członkowie skazani są na wykonywanie najgorszych prac lub bycie niewolnikami. Gdy Margaret przybywa do Dilepe, gdzie ma objąć swoją pierwszą posadę, jej pochodzenie określi jej pozycję. Kobieta jest świetną nauczycielką i niebawem wzbudzi głębokie emocje u Maru i Moleki. Obaj mężczyźni są wodzami plemion zamieszkujących Dilepe. Maru ma nawet niewolników należących do plemienia Masarwa. Margaret zostaje uwikłana w rywalizację między mężczyznami, a jej pochodzenie odgrywa tu sporą rolę. Obaj pożądają pięknej nauczycielki, zresztą obcowanie z różnymi kobietami jest u nich na porządku dziennym. Dikeledi - inna nauczycielka, z którą Margaret połączy przyjaźń, wprowadza ją w tajniki wioskowych relacji.

Ta niewielka powieść obraca się wokół rywalizacji, podejrzeń, spekulacji, a wszystkie te działania podszyte są głębokim rasizmem, nietolerancją i seksizmem. Przyznam, że dla mnie ta lektura była dość wymagająca - nie tyle językowo (czytałam po angielsku), co treściowo. Niespecjalnie interesowały mnie wioskowe i plemienne zawirowania, a konkluzje nie były dla mnie odkrywcze.


Moja ocena: 3/6

Bessie Head, Maru, 127 str., Heinemann 1997.

sobota, 2 kwietnia 2022

"Gdzie śpiewają raki" Delia Owens

 


Bestsellery wszech czasów nie należą do tego rodzaju książek, po które sięgam. Ale skoro mój klub czytelniczy wybrał ten tytuł, nie było wyboru. Ta książka jest też pierwszą, którą przeczytałam, a właściwie wysłuchałam, dzięki Legimi! Tak, wreszcie zdecydowałam się na abonament!

Po lekturze nie dziwię się, dlaczego ta książka ma status bestsellera, ale jak się spodziewałam, nie stała się moją ulubioną powieścią, choć faktycznie dobrze się ją czyta. Akcja powieści rozgrywa się na wybrzeżu Północnej Karoliny, na uboczu, na bagnach w skromnym domu mieszka rodzina - jak fama niesie w Barkley Cove to ten rodzaj ludzi, z którymi nie warto się zadawać. Biedacy, wyrzutki, a do tego ojciec pije. Pewnego dnia matka nie wytrzymuje życia pod jednym dachem z oprawcą i alkoholikiem i wychodzi z domu. Zostawia gromadę dzieci, w tym kilkuletnią Kyę i nigdy nie wraca. Po jej odejściu stopniowo znika rodzeństwa, aż dziewczynka zostaje tylko z ojcem i przejmuję rolę gospodyni domowej. W końcu odchodzi i on, a Kya staje się samowystarczalna. To historia o dzikiej dziewczynie pełna miłości do natury. Kya dorasta na bagnach i ten ekosystem staje się jej domem, jej wszystkim. Lepiej rozumie naturę niż ludzi, a natura jest jej pocieszycielką w samotności. 

To także książka o uprzedzeniach i pochopnych ocenach. Kobietę z bagien łatwo ocenić i łatwo osądzić. Gdy ginie jeden z szanownych obywateli miasteczka, podejrzenia pada najpierw na Kyę. Wokół tego wątku osnuta jest główna narracja powieści i faktycznie ta kwestia trzyma w napięciu. Niemniej nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że ta książka bazuje na pewnych, niezawodnych elementach konstrukcji, która ma za zadanie uwieść czytelnika. Czułam się oszukana przez autorkę, wodzona za nos, nie odebrałam tej powieści jako autentycznej i to najbardziej mi podczas lektury przeszkadzało. 

Gdzie śpiewaj raki to po prostu porządne czytadło, na wakacje, na urlop - gdy ma się czas zatopić w inny świat i ochotę na dość lekką lekturę, która jednak potrafi poruszyć emocje. Polecam także audiobook - ta powieść nadaje się idealnie do słuchania i jest faktycznie bardzo dobrze zinterpretowana przez Magdalenę Boczarską.

Moja ocena: 4/6

Delia Owens, Gdzie śpiewają raki, tł. Bohdan Maliborski, czyt. Magdalena Boczarska, 416 str., Świat Książki 2020.

piątek, 1 kwietnia 2022

"Corpus Delicti. Ein Prozess" Juli Zeh


 

Dotąd czytałam tylko jedną książkę Juli Zeh, która mnie nie zachwyciła. Gdy się jednak okazało, że Corpus Delicti będzie lekturą mojej córki, postanowiłam dać Niemce jeszcze jedną szansę, a przy okazji zobaczyć, w jaki sposób ta powieść będzie przerabiana na lekcjach.
Ta dystopijna opowieść świetnie wpisuje się w pandemiczną rzeczywistość ostatnich dwóch lat, Zeh stworzyła bowiem wizję państwa opartego na obsesji zdrowia. By wytrzebić wiele chorób, obywatele zobowiązani są do bezwzględnego przestrzegania całego szeregu zasad dotyczących sportu i zdrowia - są to regularne ćwiczenia i badania, kontrole stanu zdrowia, ale także dobór partnerów według genotypu. 

Mia Hall podpada urzędom, gdy przestaje regularnie dostarczać dane dotyczące jej stanu zdrowia. Kobieta wzywana jest na przesłuchania, które mają pomóc zrozumieć jej motywy i skierować ją z powrotem na odpowiednią ścieżkę. Okazuje się jednak, że pobudki Mii są bardziej złożone - nie jest ona wcale przeciwniczką systemu jak początkowo podejrzewa sędzina. Niedawno zmarł w więzieniu jej brat i ta kwestia okazuje się być motorem wielu działań. 

Corpus Delicti to z założenia ciekawa powieść, która pozostawia szerokie pole do dyskusji. Pewna jestem, że w klasie mojej córki wywiążą się długie rozmowy. Mnie jednak nie podszedł, po raz kolejny, styl Niemki. Nie ujęły mnie dość sztywne dialogi, pełne moralizatorskich przemyśleń. Nie kupuję sposobu gotowych konkluzji prezentowanych co kilka zdań, nie dających czytelnikowi pola do własnych dociekań. Doceniam zamysł autorki, ale niestety zupełnie nie przekonało mnie wykonanie. 

Moja ocena: 3/6

Juli Zeh, Corpus Delicti, 272 str., btb 2010.

Stosikowe losowanie kwiecień 2022



Anna wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 19 książek) - 15

Maniaczytania wybiera numer książki dla Guci (w stosie 60 książek) - 52
Gucia wybiera numer książki dla Róży (w stosie 15 książek) - 3
Róża wybiera numer książki dla Hopeforbooks (w stosie 30 książek) - 2
Hopeforbooks wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 6 książek) - 2
Agnes wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1200 książek) - 1022
ZwL wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) - 72
McDulka wybiera numer książki dla Anny (w stosie 308 książek) - 277

środa, 30 marca 2022

"Domy z soli" Hala Alyan


Domy z soli to saga rodzinna opowiadająca historię rodu wywodzącego się z Jafy. Ta palestyńska rodzina musiała opuścić rodzinne miasto już w pierwszym pokoleniu, by zamieszkać w Neblusie, a następnie w Ammanie i Bejrucie i Katarze. Każde kolejne pokolenie rodu musiało uciekać przed następnymi wojnami, których celem było zabranie Palestyńczykom zamieszkiwanych przez nich terenów. W Domach z soli wojna jest wszechobecna, ale w samej historii jest jej zaskakująco mało. Ma ona decydujący wpływ na życie rodziny, ale autorka unika jej opisów, a nawet innych skutków jak wpływ na emigrację czy ucieczkę. 

Ród Yacoubów to głównie kobiety - pobożne lub rebeliantki, dość szablonowe. Ten układ powtarza się co pokolenie. Wszystkie są jednak nieszczęśliwe - bo musiały opuścić swoje dotychczasowe życie, bo ich rodzina żyje rozproszona w świecie. W skutek wojny wprawdzie ginie brat Alii - głównej postaci rodziny, ale jest to rodzinna tajemnica, o której się nie mówi. W skutek wojny mąż Riham zajmuje się jako lekarz uchodźcami, co prowadzi do radykalizacji jego syna, ale i tu temat jest zaledwie zaznaczony, bo młody mężczyzna cudownie wraca na słuszną drogę i opuszcza radykalne grupy. W skutek wojny rodzina jest rozdzielona, ale nie żyje w nędzy, wciąż ma kontakt i może się odwiedzać. Wojna w Domach z soli to wojna, która dotyka bogatych - ludzi, którzy wprawdzie z jej powodu cierpią, ale stać ich wciąż na jedzenie, mają gdzie mieszkać, mogą studiować zagranicą i nie tracą ze sobą kontaktu. Ukazana przez Halę Alyan wojna jest anonimowa, bo brak tu szerszego kontekstu, autorka nie przedstawia jej tła, nie określa stron, nie osadza jej w żadnym kontekście. Pisząc sagę rodu, decyduje się na duże przeskoki czasowe, co jeszcze bardziej rozmywa realny konflikt zbrojny, zupełnie pozbawiając go kontekstu.

Domy z soli miały szansę stać się powieścią o wojnie w Palestynie widzianą oczami córki emigrantów, a stały się kolejną rodzinną sagą, niestety dość schematyczną, a przez co nudną. Miałam nadzieję na poszerzenie mojej wiedzy o tym regionie, a nie dowiedziałam się zupełnie niczego nowego. Zdecydowanie dużo lepsza jest powieść Susan Abulhawy, która pokazuje szeroki kontekst historyczny wojny.

Moja ocena: 3/6

Hala Alyan, Domy z soli, tł. Aga Zano, 382 str., Wydawnictwo Czarna Owca 2019.

wtorek, 22 marca 2022

"Nikolski" Nicolas Dickner

 


Nikolski to opowieść o trzech osobach, których na pozór nic nie łączy. Jest antykwariusz, którego jedynym wspomnieniem ojca jest tandetny kompas, jest także Noah wychowany w kamperze poruszającym się w rytmie pór roku po bezdrożach Kanady i jest Joyce - potomkini piratów, wychowana przez ojca i dziadka. 

Tę trójkę łączą skomplikowane więzy rodzinne, ale nigdy się o tym nie dowiedzą. Będą krążyć wokół siebie, spotykać się i potykać się o siebie, podążając za własnym losem i przeznaczeniem. Wszyscy będą szukać - nie tylko sensu życia, ale przedmiotów, odpowiednio: książek, artefaktów z przeszłości i części komputerowych. Nikolski to powieść o szukaniu właśnie - to szukanie polega na umieszczaniu własnej egzystencji w szerszym kontekście, a także na odnajdywaniu własnej ścieżki z dala od rodziny (często niepełnej). To także rozważanie o tym, na ile pochodzenie i skład DNA ma wpływ na nasze życie. Czy dzielenie genotypu uczyni z nas podobnymi ludźmi, osobami o takich samych zainteresowaniach? A może paradoksalnie oddali nas od siebie jeszcze bardziej?

Mimo tych ciekawych dla mnie założeń, powieść Dicknera mnie nie ujęła i raczej nie będę jej po latach wspominać. Podobało mi się wprawdzie nawiązanie do wielu kanadyjskich problemów: rdzenni mieszkańcy, piraci, przesiedlenia, ale są one w tej książce jedynie dodatkiem, tłem, a nie głównym tematem. Podobała mi się także przeplatająca narracja, chętnie odkrywałam połączenia między bohaterami, ale same postaci mnie nie ujęły. Nie mogę Nikolskiemu w zasadzie nic zarzucić, to dobrze napisana proza, z twistem, łamigłówką, wieloma wątkami, ale jednak czegoś (tylko czego?) tu zabrakło.

Moja ocena: 4/6

Nicolas Dickner, Nikolski, tł. Andreas Jandl, 304 str., Frankfurter Verlagsanstalt 2009.

poniedziałek, 21 marca 2022

"Niebieska księga z Nebo" Manon Steffan Ros


 

Matka i dwójka dzieci żyje w domku pośród natury. Żyją sami, bo na świecie wydarzyło się bliżej niewyjaśnione coś, z którego powodu zniknęła większość, a może wszyscy ludzie. Rowenna i Siôn przetrwali i tworzą nowe życie, całkowicie odmienne od tego, które dotychczas prowadzili. Uczą się ogrodnictwa, prac domowych, zdobywania pożywienia, czytają, rozmawiają. Kiedy dołącza do nich mała dziewczynka, razem się nią opiekują. Ogromną rolę w ich życiu odgrywa literatura walijska - takie bowiem książki zgromadziła tuż po Kresie matka. To literatura pokrzepia serca, zajmuje czas, nadaje sens. Nie ukrywam, że takie przedstawienie literatury mnie ujęło, ale nie tylko to urzekło mnie w tej książce.

Ta na pozór banalna historia postapokaliptyczna ujęła mnie swoją delikatnością i czułością. Subtelny język mnie oczarował, a historia matki i dzieci dotknęła do głębi. Autorka zawarła tutaj wiele głębszych przemyśleń - niektóre z nich mogą się wydać oklepane, ale sposób, w jaki je ukazała, nadaje im innego wymiaru. Te w końcu banalne rozważania o kontraście życia wśród mediów i hałasu z tym w odosobnieniu i samotności wpływają na mnie może dlatego bardziej, że przecież w głowie wciąż mam świeże wspomnienia pandemiczne, a rozważanie o zgiełku życia towarzyszą mi niemal codziennie. 

To nie jest długa powieść, mimo to pozostała w mojej pamięci i wracam do niej często w myślach. Jedna z piękniejszych Pauz.

Moja ocena: 5/6

Manon Steffan Ros, Niebieska księga z Nebo, 144 str., Wydawnictwo Pauza 2020.

piątek, 25 lutego 2022

"Czasomierze" David Mitchell

 


Po Atlasie chmur dałam Davidowi Mitchellowi jeszcze jedną szansę. Zdecydowałam się jednak na audiobook, bo wiedziałam, że czeka mnie ogromne tomiszcze i że być może ponownie nie zostanę wielbicielką prozy Anglika. I faktycznie - proza Mitchella to nie jest moja bajka. 
Czasomierze to w swym głównym wątku historia Holly Sykes - historia dość banalna. Dziewczyna ma chłopaka, rodzicom się to nie podoba, następuje kłótnia, dziewczyna ucieka z domu, do tego jest w ciąży, potem dziewczyna zarabia, zbierając truskawki, ginie jej brat, wraca do domu, nie kończy szkoły, wyjeżdża do Francji, gdzie pracuje w gastronomii itd. Fajnie się to czyta, ale to nie jest nic, co zachwyca i wciąga. Mitchell dodaje tej historii pieprzu i werwy, wprowadzając wątki paranormalne. Otóż Holly posiada takie zdolności, co jeszcze samo w sobie nie jest porywające, bo książek na ten temat jest bezliku. Co z założenia ma być ciekawe i jak się domyślam po entuzjastycznych recenzjach uwiodło wielu czytelników jest tocząca się wojna między Horologami i Anachoretami. Jedni i drudzy mają zdolności odradzania się pod postacią przeróżnych osób. Po śmierci nigdy nie wiedzą, w jakim miejscu na ziemi się odrodzą. Nie wchodząc w szczegóły, to odwieczna walka Dobra i Zła, w którą Holly zostaje wplątana i która rozwiązuje zagadkę zaginięcia jej brata.

No niestety, nie lubię wątków fantastycznych, co nie oznacza, że nie lubię fantasy. Owszem, jeśli to książka stricte fantasy, ale jeśli jest to zwyczajna powieść, w której nagle wyskakują "duchy", to niestety, ja tego nie kupuję. Oczywiście rozumiem, czego metaforą ta historia ma być - jak zawsze chodzi o wybory, o wpływ na losy świata, o konsekwencje naszych czynów. I faktycznie ostatnia część powieści, której akcja dzieje się w połowie XXI wieku pokazuje te konsekwencje nader wyraźnie i w swojej dystopijnej wizji jest najciekawsza i w moim przypadku miała działanie bardzo dołujące i zasmucające. Wolałabym, żeby autor skupił się na tej tematyce i odpuścił całą fantastyczną otoczkę, ale wtedy oczywiście byłaby to zupełnie inna książka. 

Zdecydowanie rozumiem, że ten rodzaj prozy może się podobać, że wykreowany przez Mitchella świat może mieć działanie przyciągające, że można się w nim zatopić na długie wieczory - to po prostu nie jest mój typ literatury. Doceniam natomiast styl, fantazję, inwencję autora. 

Moja ocena: 3/6

David Mitchell, Die Knochenuhren, tł. Volker Oldenburg, 816 str., czyt. Johannes Steck, Kuebler Verlag 2019.

Stosikowe losowanie marzec 2022

 


McDulka wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1200 książek) - 1101
ZwL wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 60 książek) - 49
Guciamal wybiera numer książki dla Hopeforbooks (w stosie 167 książek) - 73
Hopeforbooks wybiera numer książki dla Anny (w stosie 317 książek) - 24
Anna wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 6 książek) - 3
Agnes wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 13 książek) - 11
Maniaczytania wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 250 książek) - 7

czwartek, 24 lutego 2022

"Witajcie w Ameryce" Linda Boström Knausgård


Nazwijmy się rodziną światła, pełną jasności, wtedy wszystkie nasze zmartwienia i troski znikną. Można i tak, choć wiadomo, że się nie uda. Chory psychicznie ojciec nie żyje, syn żyje własnym życiem, jedenastoletnia córka nie mówi, mama żyje karierą aktorki teatralnej - oto świetlana rodzina. 

Rodzinę poznajemy z perspektywy córki-Ellen. Jej monolog pozwala nam wyłuskać rodzinne wydarzenia oraz aktualną sytuację. Ellen przestała mówić po śmierci ojca. Śmierci, której sobie życzyła, o którą się modliła i której się czuje winna. Przyczyny milczenia dziewczyny jednak nikt nie zna. Mama akceptuje ten stan, nie skonsultowała go z żadnymi specjalist(k)ami, jest głucha na sugestie ze szkoły. Okazuje dziewczynce wiele troski poprzez gesty, rozmowy, ale równocześnie jest często nieobecna jak i głucha i ślepa na wiele zachowań dziecka (kompulsywne sprzątanie) oraz na praktycznie nieistniejącą więź między rodzeństwem. 

Zastanawiający jest obraz związku rodziców Ellen. Chory psychicznie ojciec przebywał często w szpitalu psychiatrycznym, zagrażał rodzinie, a wszyscy odetchnęli, gdy od nich odszedł. Równocześnie jednak to matka naciskała na przeprowadzkę do stolicy, gdzie mogła skończyć studia aktorskie i dostać angaż w teatrze. Ten ruch wydaje się być jednym z czynników, który zniszczył ojca. On był szczęśliwy na północy kraju jako farmer żyjący w bliskości z naturą. 

Trudno powiedzieć cokolwiek bliższego na temat brata - poznajemy tu, zresztą jak we wszystkich kwestiach, tylko wizję dziewczynki i nie bardzo wiadomo, jak cała rodzinna sytuacja faktycznie na niego wpłynęła.

Witajcie w Ameryce to powieść bardzo krótka, powieść, która nie daje żadnych odpowiedzi (zresztą nie musi tego robić), ale także nie daje możliwości do własnych przemyśleń, prezentując tak niewielki materiał. 

Nie jestem pewna, co o tej książce sądzę. Potrzebuje czasu, by o niej pomyśleć, czekam na spotkanie klubu książkowego, by wysłuchać opinii innych. 

Moja ocena: 4/6

Linda Boström Knausgård, Witajcie w Ameryce, tł. Dominika Górecka, 112 str., Wydawnictwo Pauza 2020.

wtorek, 22 lutego 2022

"Linia" Elise Karlsson


 

Książka o pracy. Pracy, która zastępuje wszystko, jest wszechogarniająca, wypełnia myśli i życie. Życie zresztą się w pracy dzieje - spotkania, zakochania, rozstania, tragedie. Pomiędzy jest niemal puste mieszkanie i próżnia. Praca wypełnia wieczory, wakacje, a nawet noce, bo przecież może się śnić. Dzięki pracy można poznać ludzi, ale można też te znajomości stracić. Praca daje poczucie obowiązku, własnej wartości, bycia potrzebną. Praca układa życie w chronologiczne, następujące po sobie sekwencje. 

Takie jest życie głównej bohaterki, która definiuje siebie i wszystko poprzez pracę. Czyni to, bo lęka się pustki, samotności, bezsensu, marazmu, a może także sprawczości. Gdy nie ma pracy, sama musi zadbać o wypełnienie życia jakimiś czynnościami, myślami, treścią. Nie podzielam doświadczeń bohaterki do tego stopnia, ale znamienne jest to, że podczas lektury śniła mi się moja była praca. Bo praca, nawet bez korporacyjnego zadęcia, potrafi mieć najważniejszy wpływ na nasze życie. Dzieli je na odcinki - przed pracą, praca, po pracy, weekend, praca, urlop, praca. Jak łatwo wpaść w pracowy świat, pokazuje Karlsson. Tę fragmentaryczność życia oddaje także strona formalna książki. Narracja jest poszatkowana na krótkie rozdziały, a właściwie to przemyślenia. Niektóre z nich są jedno-, dwuzdaniowe, niektóre zajmują pół strony, rzadko więcej niż dwie strony. Taka forma pasuje do treści, ale nie zadowala czytelnika. O ile nie mam nic przeciwko takim eksperymentom narracyjnym, to tutaj moja uwaga niestety nie została utrzymana. Taka forma w połączeniu z beznamiętnym, pozbawionym metafor językiem nie sprawdziła się u mnie na dłuższą metę. Tak jak w przypadku wielu książek piszę, że warto je odkładać podczas lektury, tak Linię najlepiej czytać na jeden raz, co mi się niestety nie udało. 

Na plus temat poruszony przez Szwedkę, ja dotychczas nie spotkałam się z powieścią, w której praca byłaby głównym wątkiem. 

Moja ocena: 4/6


Elise Karlsson, Linia, tł. Dominika Górecka, 208 str., Wydawnictwo Pauza 2020.

sobota, 19 lutego 2022

"Fauna Północy" Andrea Lundgren

 


Zbiór opowiadań o takim tytule zupełnie mnie nie pociągał. Spodziewałam się tekstów mocno osadzonych w nordyckim świecie zwierzęcym, co niekoniecznie leży w moim kręgu zainteresowań. Dostałam jednak rzecz, która wyjątkowo trafiła w mój gust, choć właściwie nie miała takiej szansy. Ale po kolei.

Sześć opowiadań Szwedki zostało przełożonych przez początkujących tłumaczy pod doświadczonym okiem Justyny Czechowskiej - ten eksperyment udał się przednio. Wszystkie teksty mają ten sam rytm i styl, a podczas czytania wiele razy zatrzymałam się przy ciekawych rozwiązaniach translatorskich. A jestem przekonana, że nie były to łatwe w przekładzie tekst, bo styl Lundgren jest bardzo wymagający. Szwedce udało się w surowych, prostych zdaniach zawrzeć tak dużo podtekstu i emocji, że niektóre strony czytałam kilka razy, a na plecach czułam dreszcz. 

Te teksty są nieoczywiste, łączą w sobie nordycką surowość z latynoskim magicznym realizmem. Ten drugi w szwedzkim wydaniu dużo bardziej mi odpowiada i dlatego napisałam powyżej, że takie teksty właściwie nie miały szansy mnie porwać. A jednak. Bohaterami tych opowiadań są postaci zagubione, uwikłane w zaburzenia psychiczne, borykające się z umieszczeniem swojego życia w ramach uważanych za normalne. Lundgren pokazuje świat z ich perspektywy lub z perspektywy osoby bardzo bliskiej - świat być może dla czytelnika/-czki niezrozumiały, ale niezwykle fascynujący. Te teksty pulsują niepewnością, grozą, niepokojem. Najbardziej poruszające w moim odczuciu jest opowiadanie "Dziura ojca", ale "Kot" także na długo zostanie w mojej pamięci.

A co z tytułową fauną? Zwierzeta stanowią przeciwwagę dla bohaterów - mogą być źródłem lęku, moga stanowić pocieszenie, mogą być wzorem, mogą wyzwalać pewne zachowania. Zawsze głęboko rezonują z bohaterami, którzy są równie sensualni, dzicy, bliscy natury jak one. 

Nie każde z opowiadań równie do mnie trafiło, dlatego ten zbiór nie dostaje najwyższej oceny, polecam jednak szczerze, jeśli chcecie poznać inne oblicze szwedzkiej prozy.

Moja ocena: 5/6

Andrea Lundgren, Fauna Północy, tł. Karolina Ancerowicz, Natalia Dąbrowska, Diana Hasooni-Abood, Anna Kicka, Justyna Kwiatkowska, Przemysław Pożar, Martyna Wojciechowska, Agata Teperek, red. Justyna Czechowska, 160 str., Wydawnictwo Pauza 2020.

piątek, 18 lutego 2022

"Piękna młoda żona" Tommy Wieringa


Krótka, ale intensywna powieść. Edward Landauer jest wirusologiem, profesorem, ma na koncie wiele sukcesów naukowych, ma wygodny dom i ułożone życie. Samotność nie wydaje mu się przeszkadzać, jednak gdy pewnego dnia dostrzega Ruth zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Ruth jest piękna, młoda, jeszcze studiuje i odwzajemnia uczucie Edwarda. To nie pierwsza i nie ostatnia para ze sporą, ale nie powalającą różnicą wieku. Edward w pewien sposób ją jednak odczuwa - gdy Ruth spotyka swoich znajomych, a także gdy okazuje się, że jej poglądy są odmienne. Kobieta należy w pewnym sensie do innej generacji - jest wegetarianką, lewaczką, nie podoba się jej fakt, że wielkie koncerny farmaceutyczne finansują badania uniwersyteckie. Te różnice zdań nie mają jednak większego wpływu na małżeństwo. Pewnego dnia Ruth proponuje posiadanie dziecka. Ten plan nie od razu wypala, ale po pewnych wysiłkach się udaje i do pary dołącza syn. Dziecko trudne, płaczliwe, niespokojne, które zabiera całą uwagę matki. Edward jeszcze przed narodzinami dziecka, mimo poczucia zadowolenia w związku równocześnie nawiązuje relację ze współpracowniczką. 

Historia, wydaje się, dość banalna, a jednak niosąca w sobie wiele niuansów. Poznajemy relację tylko z perspektywy Edwarda i to daje nam możliwość zagłębienia się w świecie męskim - w pewnym sensie w jego kryzysie. Edward - tak zdecydowany i pewny siebie w pracy, na gruncie prywatnym traci te cechy. Wydaje się być zagubiony i bardziej zaniepokojony różnicą wieku niż Ruth. 

Nie jest łatwo zidentyfikować, który czynnik zaważył na tym, że małżeństwo Edwarda obrało taki przebieg. Po pierwsze, bo nie znamy punktu widzenia Ruth, a po drugie tych aspektów jest wiele. Wieringa sporo z nich tylko sygnalizuje, jak na przykład dzieciństwo i dom rodzinny mężczyzny. Ciekawy jest też wątek brata Ruth, który samotnie wychowuje syna w warunkach dalekich od cieplarnianych. Ten kontrast dwóch modeli, o ile w ten sposób można je w ogóle nazwać, wychowania jest uderzający w kontekście stosunku dziecka do ojca. 

Lubię takie nieoczywiste książki, które pozostawiają szerokie pole do przemyśleń i interpretacji. 

Moja ocena: 5/6

Tommy Wieringa, Piękna młoda żona, tł. Alicja Oczko, 128 str., Wydawnictwo Pauza 2019.

środa, 16 lutego 2022

"Za otrzymane łaski" Valeria Parrella

 


Ten zbiór opowiadań włoskiej pisarki to chyba moje pierwsze pauzowe rozczarowanie. Cztery teksty przeczytane w jeden dzień, a ja dobę później już niewiele z nich pamiętam. A przede wszystkim nie pamiętam szumnie zapowiadanego Neapolu, który miał być jednym z bohaterów tych tekstów. Owszem to miasto przewija się w tle, jego klimat odgrywa tu rolę, zwłaszcza, gdy czytamy o przedstawicielach tak zwanych niższych sfer, ale ten obraz miasta jest tak nienachalny, a narracja i kreacja postaci tak wszechobecna, że trudno go dostrzec.

Podczas lektury byłam zajęta przede wszystkim rozgryzaniem co, kto i gdzie. Parrella wrzuca czytelnika w środek wydarzeń, nie dając mu żadnych narzędzi pomocniczych. Odkrywanie sensu tych tekstów było dla mnie dość mozolne, szczególnie w przypadku pierwszego opowiadania. Zresztą ten tekst zapadł mi najbardziej w pamięć, bo w miarę ciekawie pokazuje świat przestępczy Neapolu. Z pozostałych tekstów zapamiętałam tylko urywki, nie będę więc na siłę wymyślać jakiejkolwiek interpretacji. Nie trafił do mnie ani styl Włoszki, ani jej postaci, a najmniej chyba sposób prowadzenia narracji. Nie potrafiłam się rozsmakować w języku ani zachwycić kolorytem Neapolu. 


Moja ocena: 2/6

Valeria Parrella, Za otrzymane łaski, tł. Katarzyna Skórska, 128 str., Wydawnictwo Pauza 2021.

wtorek, 15 lutego 2022

"Dziennik upadku" Michel Laub


 

Ta cudowna okładka na pewno przyciągnęłaby mój wzrok w księgarni. Jako skazana na ebooki, doceniam ją dopiero teraz. Książka Brazylijczyka o Auschwitz - może się zdziwicie jak ja, czytając to zdanie, a może od razu pomyślicie o masowej emigracji wojennej i powojennej. Tak zrobił dziadek narratora - uciekł z piekła Auschwitz, dopłynął do Porto Alegre, wykaraskał się z tyfusu, nie znalazł pracy jako nauczyciel matematyki, został domokrążcą, dorobił się, dobrze się ożenił, spłodził syna. Uczynił to wszystko w cieniu Auschwitz. W tym cieniu, u schyłku życia zapisał maczkiem wiele zeszytów. Stworzył w nich swoją własną encyklopedię życia, nie napisał ani słowa o Auschwitz, nie zdradził, jak się wydostał z piekła i jak dotarł do Brazylii. Przez całe życie nie wypowiedział na ten temat ani słowa, mimo to przeniósł traumę i na syna, i na wnuka.

Gdy ojciec otrzymuje diagnozę Alzheimera, syn rozprawia się z przeszłością własną i rodzinną. Głupi żart na urodzinach kolegi, w skutek którego ten spędził wiele miesięcy na rehabilitacji, zaważył na życiu i narratora i kolegi João. Wypieranie świadomości Auschwitz nie pomogło - koledzy w szkole skutecznie przypominają o tych wydarzeniach, podrzucając do tornistra karteczki z Hitlerem i Żydami. Nie pomaga także wielka kłótnia z ojcem, w której narrator odżegnuje się od wojny, nazizmu i holokaustu. Na ile jednak można wszystkie niepowodzenia i problemy zwalać na rodziną traumę? Czy alkoholizm narratora wynika z niemożności przepracowania traumy? Czy Alzheimer ojca to chęć zapomnienia o tym, co przeżył dziadek? Czy milczenie dziadka to dobry sposób na wyzwolenie się ze wspomnień? Czy to, co wydarzyło się jednostce ma w ogóle jakikolwiek wpływ na świat? Ile lat musi upłynąć, by zapomnieć? Na ile historia z João miała wpływ na życie narratora? Czy jeden głupi dowcip może mieć wieloletnie konsekwencje?

Laub rozprawia się z tymi pytaniami, uwodząc swoim stylem. Będą tu zdania dosadne, surowe, ale będą też fragmenty wręcz poetyckie. Konstrukcja powieści jest zwodnicza - podział na dziadka, ojca i syna jest płynny. Pisząc o dziadku, wnuk pisze o sobie, podobnie jest, gdy pisze o ojcu. Wyobrażam sobie, że proza Lauba była sporym wyzwaniem dla tłumacza - balansowanie między długimi, skomplikowanym zdaniami, a krótkimi wykrzyknieniami może być także trudne dla czytelnika. Warto jednak udać się w świat Lauba i poznać jego spojrzenie na Auschwitz. 


Moja ocena: 5/6


Michel Laub, Dziennik upadku, tł. Wojciech Charchalis, 192. str., Wydawnictwo Pauza 2020.

poniedziałek, 14 lutego 2022

"Nasz chłopak" Daniel Magariel


 

Po traumatycznym rozwodzie ojciec zabiera synów i wyrusza z nimi z Kansas do Nowego Meksyku. Będzie nowe życie, będzie męska paczka, będzie super. Dwunastoletni narrator wierzy ojcu, odgrywa przed wyjazdem teatr przed opieką społeczną, pogrążając matkę i ochoczo wyrusza z ojcem. W końcu to nasz chłopak, zuch, teamplayer. 

Strona po stronie Magariel dekonstruuje tę wizję, pokazując prawdziwe oblicze ojca, który utrzymuje synów przy sobie dzięki manipulacji oraz przemocy fizycznej i psychicznej. Chłopcy nie mają wyjścia, wierzą ojcu i wierzą jego wizji świata. Magariel zwodzi czytelniczkę/-ka, którzy w opozycji do wypowiedzi ojca, automatycznie stworzą obraz matki wykorzystanej, porzuconej, równie zmanipulowanej. Tymczasem okazuje się, że tu nic nie jest oczywiste, a matka być może wcale nie jest nieskazitelna. Zło jest tu osaczające, przejmujące, nie pozostawia pora manewru. Brak tu jakiegokolwiek podziału na dobrych i złych, to sytuacja bez wyjścia. 

To bardzo skondensowana, soczysta proza - Nasz chłopak jest przecież powieścią o niewielkiej objętości, ale o ogromnym ładunku emocjonalnym. Magariel rezygnuje z opisów, skupia się tylko i wyłącznie na zachowaniu ojca i przeżyciach chłopców, na ich poczuciu osaczenia i zależności. Nie wypuszcza czytelniczki/-ka z tych macek. Mocna rzecz, która pochłania od pierwszej strony.

Moja ocena: 5/6

Daniel Magariel, Nasz chłopak, tł. Dobromiła Jankowska, 144 str., Wydawnictwo Pauza 2018.

piątek, 11 lutego 2022

"The wonderful wild" Gesa Neitzel


Po pierwszej książce Gesy Neitzel, w której opisuje swoje przygody podczas kursu na rangerkę w Afryce, byłam ciekawa jej dalszych losów i zdecydowałam się na wysłuchanie jej drugiej publikacji. Ta książka jednak bardzo odbiega od poprzedniej. Neitzel nie opisuje swoich dalszych losów, kilka razy zaledwie krótko o nich wspomina, a całą książce poświęca temu, jak Afryka zmieniła jej podejście do życia.

To więc w zasadzie kolejny poradnik na temat lepszego życia - może nie aż tak nawiedzony i odjechany jak wiele z nich, ale jednak. Neitzel bazuje na mnóstwie książek i publikacji, które cytuje lub których główne myśli rozwija i opisuje, w jaki sposób przekuła je na swój użytek. A wszystko to okrasza afrykańskim kolorytem. Wiele z jej przemyśleń bazuje bowiem na obserwacji świata zwierząt - zachowań, sposobu radzenia sobie z zagrożeniem, współżycia w stadzie. Te fragmenty bardzo przypominają pierwszą książkę i są tu najciekawsze, reszta jest stratą czasu.

Neitzel nie odkrywa tu ani Ameryki, ani Afryki, lecz opisuje swoją własną drogę do szczęścia, samorefleksji i spełnienia. Wyobrażam sobie, że to świetna książka dla jej rodziny i przyjaciół, pozwalająca im lepiej zrozumieć transformację autorki. Dla mnie jest ona tylko zbiorem frazesów i cytatów okraszonym afrykańskim kolorytem. Nie wyniosłam z niej niczego, czego nie wiedziałabym wcześniej, a po lekturze automatycznie zapomniałam wszystko, czego się dowiedziałam.

Jeśli bardzo chcecie przeczytać tę książkę, to może warto sięgnąć po wersję papierową, gdzie można zakreślić czy oznaczyć interesujące fragmenty, audiobook w tym przypadku, nawet jeśli świetnie przeczytany, jest stratą czasu. 


Moja ocena: 3/6

Gesa Neitzel, The wonderful wild, czyt. autorka, 240 str., Ullstein 2019.

czwartek, 10 lutego 2022

"Wszystkie jesteśmy Belén" Ana Elena Correa

 


Belén - młoda kobieta z dużego miasta na argentyńskiej prowincji. Kobieta jakich wiele. Ma chłopaka, ma jakąś pracę, ma kochającą rodzinę. Nie ma pieniędzy, nie ma kontaktów, nie ma ukończonej szkoły. Nie ma też możliwości ani szczęścia. Gdy dopada ją potworny ból brzucha, jedzie z matką na izbę przyjęć publicznego szpitala. Szpitala, w którym do personelu należy także policja. Policjanci dokonują segregacji pacjentów, asystują i oceniają. Gdy Belén dostaje krwotoku i ląduje na stole operacyjnym, zostaje osądzona, a gdy się budzi, aresztowana i odwieziona do więzienia. Tak. Bez procesu, bez wyjaśnień, obalała, w szoku. Wyrok - sprowokowanie poronienia. 

Historia Belén poruszyła wiele osób na całym świecie po tym, jak przypadkowo poznała ona prawniczkę Soledad, która postanowiła pomóc kobiecie już po oficjalnym procesie i jej skazaniu. Przyznam, że nie przypominam sobie tej historii, choć myślę, że na pewno jej echo do mnie dotarło. Feministka, dziennikarka i prawniczka Ana Elena Correa relacjonuje w swojej książce krok po kroku historię Argentynki, nie ograniczając się jednak do samych wydarzeń dotyczących skazanej. Książka zawiera dużo informacji o Soledad, o całym kręgu kobiet, które ją wsparły w walce o prawa Belén, a także obrazuje sytuację polityczną w Argentynie. 

Dzięki książce Correi otrzymamy pełny obraz tego, co wydarzyło się Belén, ale także sytuacji kobiet w Argentynie - aż po otrzymanie pełni prawa aborcyjnego. Belén stała się ikoną tej walki, choć sama nigdy ciąży nie przerywała i nie planowała takiego zabiegu. 

To wstrząsająca książka, niezwykle wzruszająca i poruszająca. Przyznam, że podczas lektury wiele razy miałam ciarki. Odczuwałam ogromną empatię dla Belén, która straciła grubo ponad dwa lata życia spędzone w więzieniu, ale także przez podobieństwo do sytuacji kobiet w Polsce. Historia Belén pokazuje, jak szybko niesprawiedliwe lub sporne prawo może być przyczynkiem do jego wypatrzeń, jak poglądy jednostek mogą mieć wpływ na traktowanie i osądzanie innych. To zdecydowanie ważna lektura, choć nie brak jej niedociągnięć. Językowo nie jest to bowiem majstersztyk, ani nawet porządny reportaż. To raczej relacja wydarzeń, przedruk wypowiedzi, listów, notatek, co niestety kilka razy była dla mnie mylące. Ponieważ Soledad odgrywa tu równie dużą rolę jak Belén, zdarzyło mi się mieć problem z rozróżnieniem osoby, o której w danej chwili mowa. Oczywiście ze względu na temat skłonna jestem wybaczyć autorce te niedociągnięcia, ale w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, by taką książkę napisać lepiej. 


Moja ocena: 4/6

Ana Elena Correa, Wszystkie jesteśmy Belén, tł. Maja Gańczarczyk, 224 str., Wydawnictwo Karakter 2021.

wtorek, 8 lutego 2022

"O zmierzchu" Therese Bohman

 


Karolina niedawno skończyła czterdzieści lat i także niedawno rozstała się z mężem, gdy doszła do wniosku, że jej małżeństwo było fikcją i nie opierało się na żadnym głębszym uczuciu. Karolina pracuje na uniwersytecie, jest profesorką na wydziale historii sztuki i wraz z rozpoczęciem roku akademickiego jest pełna nadziei na nowe życie. Właśnie kończy urządzać swoje własne mieszkanie i pragnie spotkać kogoś, kto wreszcie zaakceptowałby ją taką, jaką jest. Ta przemożna potrzeba akceptacji, czułości i bliskości ma ogromny wpływ na jej działania.

Karolina zajmuje się w swojej pracy uniwersyteckiej silnymi kobietami w sztuce, zaszufladkowana jest jako feministka. Zresztą jej sposób bycia potwierdza tę pozycję - elegancka, zadbana, pewna siebie. Równocześnie całe jej życie tej wizji przeczy. Kobieta rzuca się w ramiona przypadkowych kochanków lub wikła w związki bez przyszłości, pragnąc odnaleźć dość stereotypową i drobnomieszczańską stabilizację polegającą na wspólnym domu, dzieciach i życiu rodzinnym. To marzenie nie ma szans na spełnienie, co wprawia Karolinę w jeszcze większy smutek. Każde potknięcie i odrzucenie przyczynia się do coraz głębszej melancholii. Szansą na wyrwanie się z marazmu wydaje się być nowy doktorant - młody, przystojny, elokwentny mężczyzna, który zasadza swoją pracę doktorską na epokowym odkryciu powiązań niszowej i mało znanej szwedzkiej graficzki z niemieckim surrealizmem. Po początkowym sceptycznym nastawieniu, Karolina pozwala się porwać jego pomysłowi i osobowości.

To powieść w pewnym sensie o kryzysie wieku średniego. O podsumowaniu życia, o otrzeźwiającym spojrzeniu na to, co minęło i na zaprzepaszczone szanse. Bohman zawarła tu mnóstwo dygresji, wspaniałych nawiązań do sztuki, ale też rozważań o architekturze na przykład - nie wszystkie te myśli będą na równi interesujące, ale dopełniają one portretu psychologicznego kobiety. Karolinie nie brak zdolności do autorefleksji, chęci do zmian, do analizy, wraca ona nawet do miasta, z którego pochodzi, a wyrwanie się z którego i przyjęcie posady w Sztokholmie było wielkim sukcesem zawodowym. 

O zmierzchu to powieść, która ma szansę rezonować z kobietami w podobnym wieku jak główna bohaterka. Liczne dygresje mogą być tutaj wielkim atutem (jeśli trafią w zakres zainteresowań czytelniczki) lub wadą - jeśli czytelnika/-czkę będą nudzić. Bohman po raz kolejny potwierdza, że potrafi szkicować charaktery i tworzyć udane portrety psychologiczne. 

Moja ocena: 4/6

Therese Bohman, O zmierzchu, tł. Justyna Czechowska, 208 str., Wydawnictwo Pauza 2019.

niedziela, 6 lutego 2022

"Anomalia" Hervé Le Tellier

 


Anomalie zdarzają się ciągle - pogodowe, ekonomiczne, pandemiczne. Ale co by się stało, gdyby jakaś bliżej nieokreślona anomalia wygenerowała powtórzenie wydarzeń. Gdyby nagle na świecie pojawił się identyczny samolot z identycznym składem pasażerów i załogi? Co zrobić z tą grupą ludzi? A przede wszystkim, jak wytłumaczyć taką anomalię?

Hervé Le Tellier zasadził swoją powieść na takiej koncepcji. Na podstawie wybranej grupy pasażerów przedstawia powyższą sytuację. Oczywiście wybiera postaci najbardziej ciekawe, polaryzujące - architekta, pisarza, płatnego mordercę, chorego na raka pilota itd. Początkowo poznajemy te postaci w pewnym momencie życia, nie wiedząc jednak zupełnie, do czego prowadzi narracja. Francuz pozostawia pewne tropy, ale to przemyślana koncepcja, mająca na celu utrzymanie uwagi czytelnika i pozostawienie go z domysłami. I ta część powieści zupełnie mnie nie zachwyciła, czytałam z pewną dozą znudzenia, bez żadnych konkretnych oczekiwań. Gdy już wiadomo, co jest clou powieści - narracja robi się ciekawsza, ale tylko trochę. Sztab najlepszych naukowców próbuje bowiem rozwiązać zagadkę samolotu, ale Francuz chętnie posługuje się stereotypami - na temat samych naukowców, służb specjalnych, a przede wszystkim amerykańskiego prezydenta i innych polityków. Nie odnalazłam tu ani świeżości, ani humoru. Ostatnia część natomiast nie zawiera w sobie ani katharsis, ani elementu zaskoczenia, ani nie zaciekawia. 

Rozumiem oczywiście, na czym bazuje sukces tej powieści, niestety ja nie odnalazłam w niej świeżości, gry konwencją czy ciekawej narracji. Nawet tak zachwalana konstrukcja nie skrywa w sobie szczególnej nowatorskości. Co więcej, męczył mnie język - nie jestem w stanie ocenić, czy to wina tłumaczenia na język niemiecki, ale odebrałam go jako bardzo zawiły i zwyczajnie nudny.

Anomalia to nic więcej niż literatura rozrywkowa, zabawa pewną teorią, ale bez głębszych rozważań. 


Moja ocena: 3/5


Hervé Le Tellier, Die Anomalie, 352 str., tł. Romy Ritte, Jürgen Ritte, Rowohlt 2020.

wtorek, 1 lutego 2022

"Der namenlose Tag" Friedrich Ani

 


Ostatnio mam szczęście do kryminałów, w których śledztwo prowadzą emerytowani policjanci. Nie inaczej jest w tym przypadku. Jakob Franck od dwóch miesięcy cieszy się zasłużoną emeryturą, gdy o spotkanie prosi go Ludwig Winther, którego córka dwadzieścia lat wcześniej popełniła samobójstwo. Franck dobrze pamięta to wydarzenie, to on zjawił się w domu rodziców, by przekazać tę tragiczną wiadomość. Zastał jednak tylko matkę dziewczyny - Doris, która zamarła w jego ramionach na siedem godzin. 

Teraz zwraca się do niego wdowiec, bo Doris rok po córce również odebrała sobie życie, z prośbą o ponowne śledztwo. Ojciec nie dowierza w teorię samobójstwa córki. Franck, pamiętając nietypową sytuację sprzed lat, postanawia pomóc ojcu i rozpoczyna śledztwo, które głównie polega na odszukiwaniu przyjaciół i znajomych Esther sprzed lat i rozmowach. Franck krok po kroku rekonstruuje ówczesne wydarzeniach, a jego rozmówcy po latach decydują się na zdradzenie innych faktów lub widzą przeszłość z innej perspektywy. To pozwala komisarzowi na inne spojrzenie na sprawę. Zresztą wtedy nie był zaangażowany w śledztwo - bazuje wprawdzie na aktach, ale korzysta z perspektywy kolegów, którzy prowadzili tę sprawę. 

Ani jest dla mnie mistrzem kryminału psychologicznego i nie inaczej jest w tym przypadku. Powieść utrzymana jest w melancholijnym, filozoficznym stylu - autor nie stawia na szybką akcję i niespodziewane jej zwroty, a na refleksyjne podejście do życia, rozważania i refleksje. I jeśli w tym momencie pomyślicie, że to na pewno jest nudne, to zapewniam was, że nie. Język Aniego jest dość surowy, prosty, ale w tym leży jego siła, a wyżej wspomniane wtręty filozoficzne świetnie komponują się z narracją. Towarzyszą one śledztwu w tym przedawnionym przypadku, pozwalają odkrywać krok po kroku przyczyny samobójczej śmierci oraz okoliczności życia nastolatki. Najbardziej intrygująca jest perspektywa, z jakiej autor relacjonuje wydarzenia - poznajemy życie Esther z punku widzenia jej ojca, przyjaciół, sąsiadki, ciotki, znajomych. Każda z tych osób przedstawia inną wizję dziewczyny, ale wszystkie składają się na pełny obraz i wreszcie sugerują przyczynę śmierci.

Bardzo pasuje mi styl Aniego i myślę, że wysłucham kolejnych tomów z tego cyklu.

Moja ocena: 4,5/6

Friedrich Ani, Der namenlose Tag, 233 str., czyt. Udo Wachtveitl, HörbucHHamburg 2015.

Stosikowe losowanie luty 2022



Agnes wybiera numer książki dla RedRose (w stosie 8 książek) - 5
RedRose wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 200 książek) - 100
McDulka wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1200 książek) - 999
ZwL wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 5 książek) - 3
Maniaczytania wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 66 książek) - 12
Guciamal wybiera numer książki dla Anny (w stosie 327 książek) - 1
Anna wybiera numer książki dla Hopeforbooks (w stosie 160 książek) - 121
Hopeforbooks wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 7 książek) - 2