piątek, 24 września 2021

"Kōmisorz Hanusik" Marcin Melon

 



Kōmisorza Hanusika czytałam już kilka lat temu z ogromna przyjemnością, wiedziałam, że są kolejne tomy, ale nie miałam okazji po nie sięgnąć. Teraz skorzystałam z promocji i kupiłam wszystkie cztery części cyklu jako audiobooki. I to była świetna decyzja. Podczas słuchania bawiłam się przednio, Anna Krypczyk świetnie balansuje między językami: śląskim, polskim, angielskim, a nawet hiszpańskim. Dzięki słuchaniu tych książek, wrócił mój śląski w całej krasie, wróciły wspomnienia, nawet tonacja głosu babci czy dziadka. Taka imersja przez kilka dni zaskutkowała tym, że nawet po śląsku śniłam, za co jestem wdzięczna i autorowi, i lektorce, i wydawnictwu. 

Cykl Melona to jednak nie tylko sentymentalna podróż w przeszłość i lekkie historyjki, a świetnie przemyślana wizja Śląska. Śląska autonomicznego, gdzie nikt nie wstydzi się mówić po śląsku, gdzie każdy po śląsku mówić potrafi, gdzie ceni się śląskie zwyczaje, potrawy i baśnie. Gdzie nadal jest żywa wiara w śląskie stworki, gdzie powszechna jest znajomość historii tego regionu. 
W pierwszej części poznajemy więc Hanusika - Ślązaka, który dużą estymą darzy swoją babcię, jak się później dowiemy, to ona go wychowała. W kilkunastu opowiadaniach Melon wprowadza poszczególne śląskie stworki - beboki, połednice, fojermony, utopce, skarbnika. To właśnie one stoją za wieloma przestępstwami, ale by do tego dojść i uwierzyć trzeba kogoś takiego jak Hanusik. Kogoś, kto wychował się na śląskich baśniach i kogoś, kto jest w stanie w nie uwierzyć.
Co wiara w utopce i inne stwory może wywołać, dowiemy się w ostatniej opowieści tego tomu. 

Kolejna książka cyklu to już nie opowiadania, a powieść, w której Śląsk traci swoje prawa, język śląski jest zakazany, a stolica bacznie pilnuje tego, co się tutaj dzieje, by zapobiec kolejnej.... No właśnie, czemu należy zapobiec dowiecie się z książek. Nie wiedzie się dobrze ani w śląskiej policji, ani w poszczególnych urzędach. Gorole mają nad wszystkim pieczę i pilnują, by śląskość za bardzo się nie rozpanoszyła. Tymczasem po wydarzeniach z pierwszego tomu Achim Hanusik się stacza, odchodzi z policji i poświęca się piciu do nieprzytomności. Melon zręcznie przełamuje i obala wszelakie śląskie stereotypy, ale także balansując na delikatnej linii Ślązacy - Gorole. Fabuła zasadza się na historii słynnego śląskiego piosenkarza, jedynego któremu zezwolono śpiewać po śląsku. Cieszy się on ogromną popularnością, a jego nagła śmierć nie daje spokoju policjantom, zwłaszcza że Gorolom z Warszawy wydaje się bardzo na tym zależeć, by nikt się tą śmiercią nie zajmował. Ten tom nie jest jednoznaczny, Melon pokusił się tu o przedstawienie odwiecznych animozji między Śląskiem, a Warszawą, które na pewno nie jest łatwo przedstawić, zwłaszcza, że autor naturalnie nie zachował obiektywizmu. Mnie ta książka nie obruszyła, ani nie zniesmaczyła, ale potrafię sobie wyobrazić, że Gorole mogą być innego zdania. 

Kolejne dwa tomy to powrót do krótszych form, które jednak ściśle się ze sobą łączą. Melon bazuje na poczcie tych samych postaci, które pojawiają się jako postaci drugoplanowe, tak jak tytułowy Sznupok, ekspert od śląskiej historii. To właśnie dzięki niemu autor przemyca mnóstwo znanych na Śląsku wydarzeń, nie tylko tak wielkich jak powstania, ale na przykład wspomina powszechnie znanych przestępców, o których niegdyś szeptało się w całym regionie. Sznupok ukazuje czytelnikom ciekawe śląskie miejsca, takie jak zamek we Świerklańcu czy Pławniowicach, a także postaci np. Karola Godulę, o którym Amerykanie będą kręcić film. 
Autor wraca także do wysiedlania i zasiedlania Śląska tuż po wojnie - ta opowieść jest zresztą rewelacyjna i wspaniale ukazuje dezinformację ludzi pędzonych z jednego krańca Europy na drugi. Poznajemy także przeszłość Hanusika i wreszcie się dowiadujemy, dlaczego żyje samotnie. 

Powieści Melona to prawdziwa kopalnia wiedzy o Śląsku, nie tej książkowej, a tej ludowej, tej z gawęd i powtarzanych w domach opowieści. Dla Ślązaczek i Ślązaków to podróż sentymentalna wstecz, ale i zachęta do pielęgnowania języka, zwyczajów i całego hajmatu. Jestem zachwycona pomysłami autora, kreacją nieco utopijnego śląskiego świata, dyskretnymi aluzjami i umiejętną prezentacją śląsko-polskich animozji, bez podjudzania, bez wrogości, za to z ogromną dozą humoru. To są książki, do których będę wracać, by móc obcować z językiem mojego dzieciństwa, by wywołać w sobie poczucie swojskości i by na nowo się śmiać z wielu powiedzeń i pomysłów autora. 

Moja ocena: 6/6

Marcin Melon "Kōmisorz Hanusik", 222 str., Silesia Progress 2014.
Marcin Melon "Kōmisorz Hanusk. W tajnyj sużbie ślōnskij nacyje", 147 str., Silesia Progress 2015.
Marcin Melon "Kōmisorz Hanusik i Sznupok", 266 str., Silesia Progress 2016.
Marcin Melon "Umrzik we szranku", 208 str., Silesia Progress 2017.

czwartek, 23 września 2021

"Samotny jak Szwed" Katarzyna Tubylewicz


Samotny jak Szwed? Ja bym powiedziała, że raczej samotny jak Katarzyna Tubylewicz. Szweda w tej książce niemal ze świecą szukać, za to autorki jest aż nadto. Pod przykrywką analizy szwedzkiej samotności i mentalności, dostajemy bowiem dziennik poszukiwania własnej doskonałości albo może raczej własnego miejsca w życiu. Gdybym wiedziała, że ta książka to pseudo-poradnik o lepszym życiu, to zapewne miałabym inne oczekiwania przed rozpoczęciem lektury.

Trudno nazwać tę publikację reportażem, bo to raczej zbiór esejów i wywiadów opatrzony pięknymi zdjęciami, których jednak nie mogłam docenić, bo czytałam wersję elektroniczną. Tubylewicz rozmawia z wieloma ciekawymi postaciami, samotność ma być kluczem tych wywiadów, ale gdzieś wśród słów ta nuta przewodnia się rozmywa. Przyznam, że niedługo po lekturze z esejów pamiętam niewiele. Pozostało mi tylko wrażenie samozachwytu nad tym, że dzięki regularnym ćwiczeniu jogi autorce udało się osiągnąć szczęście i docenić samotność oraz piękno natury. Tak, wiem, jak to brzmi.

Natomiast wywiady bardziej zapadły mi w pamięć, zapewne za względu na postaci rozmówców. Najciekawszy wśród nich jest doktor Peter Strang, specjalista medycyny paliatywnej, który o swoich pacjentach i procesie odchodzenia mówi z ogromną czułością, empatią i zrozumieniem. Po przeczytaniu jego słów miałam wrażenie, że musi być cudownym, ciepłym człowiekiem. 
Z ciekawością przeczytałam rozmowę z pisarką Therese Bohman, noblistą Thomasem Tranströmmerem (choć tu główną rozmówczynią jest jego żona) czy psychoterapeutką Evą Heller Ekblad, która jako dziewczynka przeżyła warszawskie getto. Czytając jednak te wywiady, nie miałam poczucia spójności, nie odnosiłam wrażenia, że książka tworzy jedną całość. 

Co ciekawe, zaznaczyłam jednak wiele fragmentów, które idealnie pasują do moich przemyśleń na temat własnej samotności, introwertyzmu i mojej drogi do zrozumienia siebie. I o ile wiele z nich było dla mnie pięknych, potwierdzających to, o czym od dawna jestem przekonana, to jednak nie tego oczekiwałam od takiej książki. Miałam nadzieję na dowiedzenie się więcej o samych Szwedkach i Szwedach, a oni gdzieś znikają i rozmywają się w zalewie przemyśleń autorki. 
Wiele z wątków Tubylewicz zaczyna, ale jednak nie pociąga do końca, jak np. kwestię szwedzkiej polityki w czasie pandemii, która, jak wiemy, była odmienna od wielu krajów. Początkowo czytamy o izolacji osób starszych, które bardzo cierpiały z tego względu, bo objęła ona właściwie tylko tę grupę. Później jednak autorka wspomina o tym, że umierający podczas pandemii mieli możliwość spotykania bliskich, co brzmi po poprzedniej wypowiedzi paradoksalnie. Brakuje tu jednak jakiejkolwiek konkluzji - nie dowiemy się, czy taka polityka na tle uwarunkowań społecznych i geograficznych w Szwecji się przyjęła? Czy się sprawdziła?

Mam na czytniku jeszcze jedną książkę tej autorki, po którą na pewno niebawem sięgnę. Przekonana jestem nawet, że będzie ona lepsza, bo mam wrażenie, że Samotny jak Szwed jest stworzoną na szybko kompilacją gotowych tekstów, by wykorzystać trend na popularność książek z i o Skandynawii.

Moja ocena: 3,5/6

Katarzyna Tubylewicz, Samotny jak Szwed. O ludziach Północy, którzy lubią bywać sami, 272 str., Wielka Litera 2021.

wtorek, 21 września 2021

"Historia przemocy" Édouard Louis

 


Mężczyzna, który słucha swojej własnej historii. Historii, którą opowiada swojemu mężowi jego siostra Clara. On stoi pod drzwiami i jest biernym słuchaczem, po raz pierwszy dystansuje się od tego, co się wydarzyło na tyle, by mógł przyjąć tę rolę. Pierwszy raz po tym, gdy opowiadał swoją historię od nowa i od nowa. Na pogotowiu wpierw pielęgniarce, potem lekarce, potem kolejnym medykom, potem jednemu policjantowi i kolejnemu, i przyjaciołom, i siostrze, wszystkim, którzy nadawali się na słuchaczy. To wielokrotne opowiadanie staje się swoistą terapią, pomaga nabrać dystansu, ale także analizować własne czyny, zachowania, decyzje. Co więcej pomaga zrozumieć, jak pochodzenie wpłynęło na powyższe, jak kulturowe tło i warunki wychowania zdeterminowały takie, a nie inne zachowanie. 

Édouard pochodzi bowiem z prowincji, z której musiał uciec, by w Paryżu zacząć żyć tak, jak chciał. Gdy wraca po spędzonej z przyjaciółmi Wigilii zostaje zagadnięty na ulicy przez przystojnego mężczyznę arabskiego pochodzenia. Reda jest piękny, sympatyczny i wydaje się być samotny, więc Édouard zaprasza go do siebie. W mieszkaniu spędzają upojną noc, lecz gdy rankiem Reda opuszcza mieszkania, Édouard zauważa, że ten próbuje skraść wiele cenny przedmiotów. Nie jest mu łatwo skonfrontować się z chłopakiem, ale w końcu to czyni, co wyzwala w nim falę gniewu. Zaskoczony taką reakcją Édouard nie bardzo wie, jak się zachować, próbuje załagodzić sytuację, ale nie ma już odwrotu. Reda zapędził się w swoim gniewie tak daleko i wysuwa tak absurdalne zarzuty, że wszystko musi się skończyć źle. 

Opowieść siostry, przeplata się ze wspomnieniami Édourada, tytułowa historia przemocy jawi się więc odbita przez lustro doświadczeń Clary, co dobitnie ukazuje kulturowe różnice między nią, a paryskimi przyjaciółmi brata. Rolę odgrywa tu oczywiście rasizm (pochodzenie Redy oczywiście determinuje jego obraz, ale także animozje i nierówności między francuską prowincją a stolicą odgrywają rolę), ale także różnice w wychowaniu i pochodzeniu osób, które wysłuchują historii i różnie ją i zachowanie Édouarda oceniają. Reda awansuje tu na rolę symbolu zagrożeń, jakie niesie ze sobą wielokulturowość, tak samo jak Édouard symbolicznie przyjmuje rolę typowych ofiar przemocy na tle seksualnym.

To jednak przede wszystkim powieść o traumie, o sposobie na jej przepracowanie, na radzenie sobie z nią. O tym, co czeka ofiarę, która zdecyduje się zgłosić przestępstwo, o procedurach i systemie, w którym trzeba się jako ofiara poruszać.

Stylistycznie i językowo miałam z tą książką problem. Zupełnie nie doceniałam jej pierwszej części, zajęta rozwikływaniem nieoczywistej konstrukcji i "wchodzeniem" w styl autora. O ile podoba mi się pomysł na poznawanie historii z punktu widzenia siostry, to jednak autor zbyt długo pozostawia czytelnika z domysłami, by mógł on w pełni zagłębić się w treści.

Moja ocena: 4/6

Édouard Louis, Historia przemocy, tł. Joanna Polachowska, 192 str., Wydawnictwo Pauza 2018.

poniedziałek, 20 września 2021

"Bittere Schokolade" Tom Hillenbrand


Gdy zaczynałam słuchanie tej książki, byłam przekonana, że to ostatni tom kryminałów kulinarnych z Xavierem Kiefferem w roli głównej. Tymaczem kolejny tom ukaże się już w listopadzie tego roku. Mimo że nie są to rasowe kryminały, to pozostałam przy kontynuacji tej serii, bo niesie ona w sobie ogromny ładunek edukacyjny o kulinariach z całego świata. W tym tomie Hillenbrand na tapet wziął kakao. Przyznam, że przed lekturą o produkcji tego ważnego składnika czekolady miałam niewielkie pojęcie, teraz mogłabym wziąć udział w dyskusji na temat odmian tej rośliny.

Hillenbrand uwodzi mnie właśnie tym, że udaje mu się wpleść ogrom informacji w całkiem składną akcję. A jak Kieffer wplątuje się w akcję kakao? Okazuje się, że przypadkiem spotyka w Luksemburgu swoją była dziewczynę, z którą łączyła go nader burzliwa znajomość, zakończona niezbyt polubownie. Ketti jest teraz słynną cukierniczką, ma w Brukseli własny sklep a na przedmieściach fabrykę czekolady. Ponadto Ketti chce zrewolucjonizować produkcję tego smakołyku, a przede wszystkim przenieść ją do Afryki, by zapewnić pracownikom plantacji kakao lepszy byt i godniejsze zarobki. Niestety utopijna niemal wręcz wizja Ketti nie ma szans na urzeczywistnienie, ponieważ kobieta zostaje zamordowana. Podobnie jak ambasador nowo utworzonej Republiki Wolnego Konga, gdzie znajduje się plantacją, z którą współpracowała Ketti. 
Gdy nie wiadomo do końca o co chodzi, chodzi o pieniądze. A tutaj nawet o diamenty, z których Kongo słynie. Sprawa jest bardzo skomplikowana, zwłaszcza, że Xavier jest szantażowany przez tajemniczego Rosjanina. Tymczasem Valerie stoi u skraju klasycznego bankructwa. Słynny Guide Gabin nie ma pieniędzy, bo okazuje się, że większą popularnością cieszą się aplikacje do oceniania restauracji niż pełen tradycji przewodnik. 
Oczywiście nie zabraknie tu też Pekki, który służy dobrą radą i zawsze ma czas na kieliszek rieslinga, albo butelkę. 

Moja ocena: 4/6

Tom Hillenbrand, Bittere Schokolade, czyt. Gregor Weber, 480 str., Audible Studios 2018.

niedziela, 19 września 2021

"The Death of Vivek Oji" Akwaeke Emezi

 


Vivek Oji nie żyje. Jego nagie, zakrwawione ciało zostaje podrzucone pod drzwi jego domu rodzinnego, gdzie znajduje je Kavita, matka Viveka. Od tego momentu pogrążona w rozpaczy kobieta doszukuje się przyczyn jego śmierci. Jej pełne rozpaczy poszukiwania, rozmowy, próby zrozumienia to jedem z najbardziej poruszających aspektów książki, która jednak zawiera w sobie o wiele więcej. 
Stopniowo poznajemy bowiem przeszłość Viveka. Poczynając od jego narodzin, sprzężonych ze śmiercią babki, poprzez dzieciństwo aż do czasu, gdy rzucił studia, Emezi przedstawia obraz człowieka niedostosowanego, dziwnego i niezrozumianego. Vivek nigdy nie pasował do normy. Od dzieciństwa miał blackouty, zachowywał się inaczej niż chłopcy aż wreszcie całkowicie zmienił styl bycia i zapuścił włosy. Takiego Viveka poznajemy z relacji Osity, jego kuzyna, który spędzał wiele czasu w domu wujka i ciotki.

Takie zachowanie w konserwatywnym społeczeństwie z bardzo konkretnym obrazem mężczyzny nie jest łatwe do zaakceptowania. Tutaj mężczyzna musi mieć syna, ma wiele praw (np. do zdrady) i rządzi swoją rodziną. Widać to na przykładzie grupy Nigerwives, jak nazywają się cudzoziemki, które wyszły za mąż za Nigeryjczyków. Tworzą one swoistą grupę wsparcia, która przeniesie się później na ich dzieci. To właśnie one, gdy staną się młodymi dorosłymi stworzą dla Viveka przestrzeń, gdzie będzie mógł być sobą. Osita także do niej należy, choć jego matka jest Nigeryjką. Relacja między Ositą i Vivekiem będzie kluczowa dla obu mężczyzn w odszukiwaniu własnej tożsamości.

To powieść o łamaniu konwencji, o odwadze do bycia sobą, o kostycznych regułach w zorientowanym na mężczyzn społeczeństwie, gdzie nie ma miejsca na odmienność. To przede wszystkim jednak powieść o sile przyjaźni, która daje przestrzeń na akceptację, zrozumienie i bycie sobą.

Emezi ciekawie skonstruowała tę powieść. Mimo że od pierwszy stron wiemy, że Vivek umrze, to jednak w napięciu przewracamy kolejne strony, bo dowiedzieć się, co było przyczyną nagłej śmierci młodego człowieka. To także szansa na poznanie matki i kuzyna Viveka, którzy obok niego są najważniejszymi postaciami w tej powieści. Każda z nich przechodzi swoją własną ewolucję, poznaje prawdę o sobie i innych.
To interesująca rzecz, pozwalająca czytelniczce/-kowi na zatopienie się w odległej kulturze, ale i dostrzeżenie uniwersalizmu poruszanej problematyki.

Moja ocena: 5/6

Akwaeke Emezi, The Death of Vivek Oji, 248 str., Riverhead Books 2020.

sobota, 18 września 2021

"Bergsalz" Karin Kalisa

Po przeczytaniu dwóch powieści Kalisy, stałam się fanką jej prozy. Ta powieść utwierdziła mnie w moim przekonaniu, Niemka ponownie przekonała mnie do swojego stylu. Mimo że nie jestem fanką cukierkowych powieści z happy endem, to pokrzepiająca nuta powieści Kalisy mnie przekonuje. Podobnie jak w Sungs Laden, w tej powieści Niemka stawia na porozumienie na najniższym szczeblu, umieszczając jednak akcję w bawarskiej wiosce. 

Tutaj mieszkają same wdowy, które żyją jak dotychczas. Sprzątają, gotują, robią zapasy, uprawiają ogródki, suszą zioła, zbierają przepisy. Tyle że są samotne. Gdy pewnego dnia jedna z nich w porze obiadowej odwiedza sąsiadkę, by poprosić ją o mąkę, choć każda szanująca się gospodyni ma zapas każdego rodzaju mąki, najpierw wstrząsa ustalonym od lat rytmem. No bo jak to w porze obiadowej do kogoś zapukać? Potem jednak sąsiadka ją zaprasza do stołu i od słowa do słowa umawiają się na kolejny dzień. Potem do nich dołącza kolejna wdowa, potem kolejna, aż tworzą krąg kobiet, które dla siebie nawzajem gotują i wymieniają doświadczenia i wspomnienia. Pewnego dnia rodzi się pomysł gotowania dla innych. Brak tylko miejsca. Najlepiej nadawałaby się wioskowa gospoda, która od wielu lat stoi zamknięta.

Tymczasem zakwaterowano tam uchodźców, którzy jednak nie mogą korzystać z nieprzystosowanej podobno do wymogów sanitarnych kuchni. Dostarczany im catering jest jednak niewypałem - uchodźcy nie znają takich potraw i większości im one nie smakują. I tu spotykają się dwa odległe światy. Bawarskie a arabskie gospodynie, a smaki i kuchnia tworzą nić porozumienia. Podobnie jak w Sungs Laden to porozumienia zaczyna się na najniższym szczeblu, wśród zwykłych ludzi, na przekór przepisom i logice. 

Kalisa z wielką czułością i empatią opisuje oba te światym, snując pokrzepiającą, ale równocześnie daleką od kiczu powieść. Udaje jej się opisać samotność, wykluczenie i niezrozumienie na podstawie dwóch zupełnie odmiennych i odległych światów, a nawet trzech, bo jedną z bohaterek jest wioskowa rebeliantka, która opuszcza rodzinę i świat dzieciństwa, by wyruszyć w regiony ogarnięte konfliktami zbrojnymi. Nieco dziwne natomiast są fragmenty z przeszłości - początkowo nie bardzo wiedziałam, jak je zaszufladkować i do których wydarzeń przypadkować, dopiero sam koniec książki pozwala na zrozumienie zamysłu autorki. 


Moja ocena: 5/6

Karin Kalisa, Bergsalz, czyt. Beate Himmelstoß, Johannes Steck, 208 str., Argon Hörbuch 2020.

piątek, 17 września 2021

"Polska odwraca oczy" Justyna Kopińska

 


Kopińska w krótkich, prasowych reportażach przedstawia szesnaście bardzo trudnych spraw. O niektórych z nich było głośno, o niektórych nigdy nie słyszałam, wszystkie jednak piętnują słabość systemu, ukazują obojętność ludzi i rozpacz skrzywdzonych. To nie są rozbudowane teksty z pogłębioną analizą psychologiczną, a raczej sygnalizacja tematu, relacja wydarzeń i wskazanie na konkretny problem prawny, słabość systemu lub zaniedbanie. Zresztą jeden z tekstów o siostrze Bernadetcie Kopińska pogłębiła, tworząc osobną książkę na ten temat.

Są w tym zbiorze teksty, które pozostaną w mojej pamięci na długo, tak jak ten o wychowaniu niepełnosprawnego dziecka, o szpitalu psychiatrycznym czy o żonie Trynkiewicza. Szczególnie dobitnie obojętność ludzi widać w reportażu o zgwałconej tłumaczce, która decydując się na zgłoszenie na policję, pogłębiła tylko swoją traumę, nigdy nie zaznając sprawiedliwości. Kopińska szczególnie chętnie punktuje konformizm i biurokrację, co widać dobrze w reportażu o policyjnych statystykach. Bez żadnych skrupułów ukazuje korupcję, wygodnictwo, poddańczość systemowi. Po tych tekstach jednak nie ma się chęci do działania, do zmieniania, lecz czuje się obezwładniającą niemoc. Tu nie będzie katharsis, a paraliż, poczucie, że nie ma szans na jakąkolwiek zmianę.

Na pewno nie jest dobre czytanie tej książki za jednym razem, tak jak ja to zrobiłam. Zbyt szybko ulatują poszczególne teksty, w pamięci pozostaną te, które poruszyły szczególną, bliską nutę. 

Kopińska wzięła na siebie niełatwe zadanie. Bycie dziennikarką śledczą wymaga siły, ale zapewne i tupetu, umiejętności stawiania niewygodnych pytań, domagania się odpowiedzi, drążenia i ogromnej dozy samozaparcia. I za to ją podziwiam, a także za odwagę. Równocześnie nie trudno dostrzec tu czułość i empatię, z którą autorka traktuje swoich bohaterów. Kopińska nie tylko piętnuje, wskazuje także na postawy empatyczne, na ludzi, którzy mają otwarte oczy. Mimo to ten zbiór nie pozostawia czytelniczki/-ka z poczuciem nadziei. 

Moja ocena: 5/6

Justyna Kopińska, Polska odwraca oczy, 234 str., Świat Książki 2016. 

czwartek, 16 września 2021

"Kaltes Land" Michael Tsokos

 


W nowej serii Tsokos czyni główną bohaterką Sabine Yao, znaną z cyklu o Paulu Herzfeldzie. To bardzo sympatyczny zabieg, ponieważ Herzfeld występuje tu jako postać drugoplanowa i szef Yao. Pół Niemka, pół-Chinka jest jedną z jego najbardziej cenionych współpracowniczek. Pewnego dnia Yao otrzymuje telefon od ciotki, że jej siostra zaginęła. Mieszkająca samotnie w okolicach Kilonii bezdzietna ciotka  jest blisko związana z siostrzenicą. Yao spędzała u niej wakacje i utrzymuje z nią bliski kontakt. Natomiast z zaginioną ciotką kontakt był sporadyczny. Yao wyrusza jednak od razu na północ Niemiec, by wspomóc ciotkę, ale i śledzić działania policji. Gdy odnalezione zostanie ciało ciotki, weźmie udział w sekcji i zaangażuje się w dochodzenie. 

Tsokos wykorzystał podczas pisania tej powieści fakty z własnej kariery medyka sądowego, czyniąc ją zarazem bardziej autentyczną. Z łatwością można sobie wyobrazić śledztwo i jego okoliczności, zwłaszcza że autor chętnie opisuje krajobrazy, pogodę, a nawet strój zarówno podejrzanych jak i lekarzy i innych zaangażowanych w dochodzenie. To nie jest kryminał, w którym z zapartym tchem śledzi się akcję, snując domysły na temat motywów morderstwa. Zamysł Tsokosa to raczej ukazanie toku myślenia medyków sądowych, sposobu przeprowadzania sekcji i wysnuwania wniosków, na podstawie których policja może planować kolejne kroki. Równocześnie, jak w innych książkach autora, Tsokos chętnie opisuje mniej znane skandale i szemraną działalność. Tutaj chodzi na przykład o nielegalny handel silnym środkiem przeciwbólowym, w który angażują się nie tylko nic nie znaczący dilerzy, ale który rozciąga się również na środowisko lekarzy.

Ta niezbyt długa książka to niezła lektura-przerywnik, dająca prawdziwy obraz pracy medyków sądowych. Zresztą, kto czytał inne książki Tsokosa, wie, czego się spodziewać.

Moja ocena: 4/6

Michael Tsokos, Kaltes Land. Ein Fal für Sabine Yao, czyt. Vera Teltz, 112 str., Audiobuch Verlag 2021.

środa, 15 września 2021

"Spinner" Benedict Wells

 


Wreszcie nadszedł czas na zapoznanie się z prozą tak chwalonego Benedicta Wellsa. Urodzony w 1984 roku Wells był najmłodszym pisarzem w pełnym tradycji wydawnictwie Diogenes, które jednak najpierw opublikowało jego drugą powieść. 
Tę książkę Wells napisał w wieku 19 lat, tuż po maturze, gdy przeprowadził się z Bawarii do Berlina, gdzie postanowił zostać pisarzem. Główny bohater w tej kwestii wykazuje pewne podobieństwo. Jesper Lier również przenosi się do Berlina, rezygnuje ze studiów i tworzy powieść życia. Dodać trzeba, że to dzieło ma już ponad 1200 stron i w większej części powstało pod wpływem przeróżnych środków, tak że sam autor nie pamięta wieli fragmentów.
Treścią Spinnera powieści jest tydzień z życia Liera, dodać trzeba tydzień pełen wydarzeń. I tydzień, w którym wątpliwa konstrukcja jego życia się łamie.
Jesper dowiaduje się bowiem, że jego dzieło wcale nie jest tak genialne, jak miało być, a jego dotąd już dość pozbawione sensu życie staje się jeszcze bardziej puste. Najpierw traci kontakt z Miri, którą dopiero co poznał i się w niej zadurzył, potem kłóci się z jedynymi przyjacielami, jakich ma, w międzyczasie wpada w kłopoty, bo zajmuje suterenę, w której mieszkał mafioso. Lier nigdy nie zmienił tabliczki na drzwiach, co powoduje, że światek, do którego naprawdę nikt nie chce przynależeć, regularnie puka do jego mieszkania.
Nie zapominajmy o tym, że Lier unika wyjazdów do domu, odkąd zmarł jego ojciec. Co więcej właśnie nagle umiera jego literacki mentor i erzac ojca. W tym całym chaosie Jesper miota się, rozpaczliwie próbując nadać swojemu życiu sens, kierunek i cel. Ta rozpaczliwość objawia się głównie w niszczeniu i zrywaniu kontaktów. 

Powieść Wellsa czyta się dobrze, sporo tu Berlina, co akurat dla mnie jest dużym plusem, jest wiele udanych spostrzeżeń i nie pozbawiona autentyzmu kreacja życia młodych dorosłych. Autor stopniowo odkrywa przed czytelni(cz)kami przeszłość Jespera, nadając jego zachowaniu i przeżyciom sens. Nie jest to może wybitna powieść, ale zdecydowanie rzecz, na którą warto zwrócić uwagę. Planuję przeczytać jeszcze inne książki Wellsa, spodziewam się, że po takich debiucie, czeka na mnie kawałek dobrej literatury.

Moja ocena: 4/6

Benedict Wells, Spinner, czyt. autor, 336 str., Diogenes Verlag 2021.

czwartek, 9 września 2021

"Zgiń, kochanie" Ariana Harwicz

 


Książki o trudnym macierzyństwie? Jest ich sporo. Przeczytałam kilka, ale clou wszystkich był fakt, że jest w cholerę trudno, czasem ma się ochotę zamordować wszystko i wszystkich, ale trudy wynagradza miłość do dziecka. A u mnie pozostawał niesmak. Bo ta wizja mnie nie przekonuje. U niektórych wynagradza, a u niektórych nie. Wygrywa być może poczucie obowiązku, ale nie uczucie. U Harewicz nie wygrywa nikt i niczego.

Jest matka kilkumiesięczniaka pogrążona w depresji, obłędzie, szaleństwie. Uwikłana w bycie żoną i matką, zamknięta w złotej klatce macierzyństwa. Matka, która spoglądając na swoje dziecko przypomina sobie scenę seksu, gdy to mąż zdecydował o jej zapłodnieniu. Matka, która ma tak dość, że woli na to dziecko nie spoglądać. Matka, która jest kobietą pełną pragnień i potrzeb, które musi odstawić na drugi, a nawet trzeci plan. Główna bohaterka mieszka na odludziu, gdzie może uciekać w las, w przestrzeń, by wykrzyczeć swój ból. Gdzie zamknięcie w klatce rozciąga się nie tyle na dom, co na całą przestrzeń. Jej związek nie ma już żadnej jakości, najmniejsza drobnostka może być powodem karczemnej kłótni, mąż staje się ciałem obcym. 

Harwicz pisze bardzo soczyście, sensualnie, bez cenzury, brutalnie. Są tu opisy dnia codziennego, ale też niemal oniryczne wynurzenia głównej bohaterki. Jej rozbuchana emocjonalność i kobiecość, jej bunt, jej niezgoda na takie życie trwa tylko w jej wnętrzu, nie może wydostać się poza jej głowę. Na zewnątrz przytakuje mężowi i spełnia mniej lub bardziej udanie rolę żony i matki, a to, co w sobie dusi uwalnia się tylko czasem w szalonych ucieczkach. Taki wybór języka podkreśla stan bohaterki, jej wegetację na granicy jawy i szaleństwa. 

O ile z surrealistycznymi wizjami miałam pewien problem, to doceniam bardzo treść książki. Wiele zdań zostanie ze mną na zawsze. Wstrząsający jest obraz kobiety, którą może być lub stać każda z nas. Być może mijamy takie kobiety na ulicy, nie zdając sobie sprawy z tego, co dzieje się w ich wnętrzu. 
Pobyt w szpitalu psychiatrycznym niczego nie leczy, w niczym nie pomaga. Bezradność terapeutów jest obezwładniająca. 

To powieść tylko i wyłącznie o kobiecie. Męża widzimy tylko jej oczyma, brak tu jego głosu, jego wersji, ale z ciekawością przeczytałabym tę samą książkę napisaną z jego perspektywy. 

Niepokojąca powieść, która na pewno zapadnie mi długo w pamięć.

Moja ocena: 4/6

Ariana Harwicz, Zgiń, kochanie, 144 str., Wydawnictwo Pauza 2020.

środa, 8 września 2021

"Die Infantin trägt den Scheitel links" Helena Adler

 


W ramach mojej zwiększonej konsumpcji współczesnej literatury z obszaru niemieckojęzycznego sięgnęłam po tę powieść Austriaczki Heleny Adler. Pisząca pod tym pseudonimem autorka jest nie tylko pisarką, ale także malarką, co można wyczytać na stronach tej niekonwencjonalnej powieści. 

To opowieść o dzieciństwie na wsi, w gospodarstwie, w którym główna bohaterka mieszka z rodzicami, starszymi siostrami bliźniaczkami i pradziadkami. W krótkich rozdziałach Adler opisuje częściowo brutalne i poruszające strony życia na wsi - dziwne układy rodzinne, dręczące ją diaboliczne siostry, śmierć, zwyczaje, a to wszystko bardzo nowatorskim językiem, za którym nie zawsze łatwo jest podążać. 

W moim odczuciu to nierówna książka. Jest tu wiele świetnych fragmentów, odwołań do (pop)kultury lat 80. i 90., które nadają książce nieco sentymentalnej nuty. Są fragmenty mocne, obnażające dzieciństwo na wsi, bez pozłotki, ukazujące dzieci zostawione same sobie, powierzchowny katolicyzm, alkoholizm, uwikłanie w dziwnych układach. Są też fragmenty, które zupełnie do mnie nie przemówiły i które wydawały się nie pasować do narracji dziewczynki, bo nagle zmieniona została perspektywa czy czas.

Bardzo ciekawe jest połączenie literatury ze sztuką poprzez nawiązania do znanych dzieł, ale także tytuły poszczególnych rozdziałów są tytułami obrazów i zapewne można wysnuć tutaj ciekawe paralele. Mimo zachwytów nad tą powieścią i jej nominacji do Deutscher Buchpreis w ubiegłym roku, ja do wielbicielek prozy Adler się nie zaliczam. Jej styl jest dla mnie zbyt "odjechany", przekombinowany i zagmatwany. 

Moja ocena: 3/6

Helena Adler, Die Infantin trägt den Scheitel links, 192 str., Jung und Jung 2020.

czwartek, 2 września 2021

"Wyznanie" Domenico Starnone

 


Pietro jest nauczycielem, który po burzliwym związku z uczennicą poznaje Nadię, także nauczycielkę. To spotkanie przeistoczy się w związek, a potem małżeństwo i rodzinę. Oboje uczą w tej samej szkole, jednak to Pietro publikuje artykuły na temat szkolnictwa. Gdy pewien wydawca proponuje mu napisanie książki o tej tematyce, nauczyciel podejmuje wyzwanie, nie spodziewając się, że jego publikacja stanie się niemal bestsellerem, a on sam będzie jeździć po całych Włoszech na spotkania autorskie. Tymczasem jego żona matematyczka porzuca swój projekt badawczy na uniwersytecie i poświęca się macierzyństwu. Pietro niespecjalnie naciska, by poznać przyczyny jej decyzji. To specyficzne małżeństwo, w którym mało się rozmawia, a życie toczy się z rozpędu. Stopniowo widać, że to Pietro jest tym, który daje się ponieść wydarzeniom, człowiekiem, któremu życie się wydarza, a on mu się poddaje. 

Powieść Starnone nie byłaby tak spektakularna, gdyby nie tytułowe wyznanie. Otóż gdy Pietro spotyka swoją pierwszą miłość Teresę kilka lat po rozstaniu oboje czynią sobie pewne wyznanie - zdradzają sobie nawzajem wstydliwą tajemnicę. Ponieważ Pietro ma Teresę za neurotyczną i nieobliczalną, całe życie drży, że zdradzi ona jego tajemnicę. Ten fakt ma wpływ na jego zachowanie praktycznie do końca. 

Starnone kreując słabego i bezwolnego mężczyznę, który odniósł zaskakujący nawet dla niego samego sukces, równocześnie przedstawia kobiety pewne siebie i zdecydowane na działanie. Jest to Teresa, która robi karierę jako artystka w Nowym Jorku, jest Tilde redaktorka w wydawnictwie Pietra i jego towarzyszka podczas wyjazdów na spotkana autorskie i wreszcie Nadia, która podejmuje wszystkie decyzje dotyczące małżeństwa (dzieci, przeprowadzka). Pozornie zatroskany rodziną Pietro (telefony co wieczór do żony chociażby) korzysta z tego, że fala popularności prowadzi go przez życie. Podobały mi się ostatnie rozdziały napisane z perspektywy Teresy i najstarszej córki Pietra, które ukazują mężczyznę w zupełnie innym świetle.

Wyznanie to książka, którą czyta się lekko, ale spotkanie klubu książkowego Wydawnictwa Pauza uświadomiło mi, jak wiele w sobie kryje. Dopiero głębsza dyskusja pomogła mi odkryć, na jak wiele sposób można ją interpretować i dowiedzieć się, że nie jestem w mojej interpretacji odosobniona. To ciekawe, że w Pauzie często trafiam na pozornie proste i lekkie książki, które haczą i kryją w sobie dużo więcej niż na pierwszy rzut oka widać. 

Moja ocena: 4/6

Domenico Starnone, Wyznanie, tł. Katarzyna Skórska, 176 str., Wydawnictwo Pauza 2021.

środa, 1 września 2021

Stosikowe losowanie wrzesień 2021



Guciamal wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 49 książek) - 22
Maniaczytania wybiera numer książki dla Agnes (w stosie 5 książek) - 3
Agnes wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1200 książek) - 978
ZwL wybiera numer książki dla Anny (w stosie 284 książki) - 189
Anna wybiera numer książki dla McDulki (w stosie 120 książek) - 17
McDulka wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 55 książek) - 51

"Motherhood" Sheila Heti

 


Temat macierzyństwa, a właściwie chęci posiadania dziecka uważam od dawna za interesujący. Kobiety poniekąd z automatu wpadają w rolę matki, bezrefleksyjnie przejmując oczekiwania społeczne za własne pragnienie. Oczywiście nie wszystkie, ale jednak bardzo wyraźnie czuć tę presję i to właśnie te kobiety, które dzieci nie chcą, często zmuszane są do wyjaśniania swojej postawy.

Sheila Heti w swojej powieści rozprawia się właśnie z tą kwestią, opisując ja z perspektywy kobiety po trzydziestce i pisarki, nie pomijając takich aspektów jak jej związek oraz stosunek do matki. Heti nigdy nie pragnęła mieć dzieci, ale liczne koleżanki i znajome poniekąd wepchnęły ją w rozterki. Wraz z kolejnymi ciążami i spotkaniami wahanie Heti rośnie do tego stopnia, że staje się obsesją.

Ta książka to zbiór jej zapisków, krótkie eseje, ale także opisy rozmów z innymi kobietami, z partnerem, z matką oraz krótki szkic historii rodziny. Heti wciąż obraca się wokół tego samego tematu. Początkowo jej rozważania są ciekawe, wiele spostrzeżeń bardzo celnych a jej rozterki całkowicie zrozumiałe. Z czasem jednak książka robi się męcząca, szczególnie gdy autorka odwołuje się do wróżb i snów. Ten aspekt jest zupełnie niepotrzebny i z krytycznych esejów tworzy poniekąd farsę. Myślę, że gdybym czytała tę książkę, podkreśliłabym kilka myśli, ale tylko kilka. Zbyt dużo tu kręcenia się w kółko, nadmiernego analizowania, kombinowania, wracania do tych samych myśli. Spodziewałam się książki dużo bardziej odkrywczej.

Moja ocena: 3/6

Sheila Heti, Mutterschaft, tł. Thomas Überhoff, czyt. Claudia Michelsen, 320 str., Finch&Zebra Verlag 2019.

niedziela, 22 sierpnia 2021

"Jeden z nas" Åsne Seierstad


 

Åsne Seierstad znałam z obu jej reportaży o Afganistanie, a jej pierwsza książka o Norwegii od bardzo dawna czekała na lekturę. Na szczęście została wybrana przez klub książkowy Polek na Obczyźnie i wreszcie ją przeczytałam. To był zresztą dobry moment, bo w tym roku przypada dziesiąta rocznica masakry.

O czym książka jest, nie trzeba pisać, nie spodziewałam się jednak, że jest aż tak opasła! Na pięciuset stronach Seierstad dokonała dogłębnej analizy Andersa Behringa Breivika. Dziennikarka bardzo drobiazgowo rozprawiła się z każdym aspektem życia przestępcy - poczynając od jego pochodzenia po wyrok. Reportaż jest ułożony chronologicznie, pomijając pierwszy, krótki rozdział, który wrzuca czytelniczkę i czytelnika bezpośrednio na Utøyę, w sam środek masakry. 

Na początku poznajemy więc rodziców i siostrę Breivika, a przede wszystkim sytuację rodzinną po jego narodzinach, problemy matki z wychowaniem dzieci, kontakty z urzędami, prośby o pomoc itd. To niełatwe dzieciństwo na pewno ukształtowało Breivika, który stał się nieśmiałym, ciągle dopraszającym się uwagi nastolatkiem. Seiersted prowadzi nas przez wszystkie etapy jego życia - przyjaciół, szkołę, działalność jako grafficiarz, zatopienie się w świecie gier komputerowych a następnie stopniową radykalizację. Doceniam bardzo drobiazgowe poszukiwania autorki i tak dokładne przedstawienie przestępcy, ale muszę przyznać, że z czasem te rozdziały robiły się nużące, szczególnie te o teoriach politycznych Andersa. Z trudem brnęłam przez streszczenia jego książki i wynurzenia na temat zalewu Europy przez islam. Oczywiście część o podłożeniu bomby pod parlamentem jak i wydarzenia na Utøyi czyta się poniekąd sama. Te wydarzenia są tak dynamiczne, tak potworne, tak porażające, że bardzo trudno książkę odłożyć, ale równie trudno czytać dalej. Seierstad przedstawia je z perspektywy Breivika, ukazując jego myśli, decyzje, a równocześnie obnażając kompletną porażkę policji, która miała szansę zapobiec aż tylu ofiarom. Te fragmenty czyta się bardzo ciężko, zwłaszcza myśli zabijanych nastolatków, a potem rozpacz rodzin. Trudno powstrzymać łzy, nie sposób zrozumieć, niemożliwym sobie wyobrazić. Seierstad towarzyszy kilkorgu nastolatkom i ich rodzinom, pokazując ich dorastanie, zaangażowanie w politykę, plany, cele, marzenia. Ten zabieg pozwala czytelniczce i czytelnikowi lepiej poznać ofiary, zrozumieć ich motywację w zaangażowanie się w politykę i oczywiście dotyka emocjonalnie. 

To nie jest łatwy reportaż, z wielu względów. Spore fragmenty są nużące, męczące, wiele jest tak poruszających, że bardzo trudno je czytać. Seierstad wykonała fantastyczną robotę, drobiazgowo relacjonując życie i działanie Breivika. Skończyłam lekturę z poczuciem, że autorka nie pominęła żadnego aspektu, równocześnie zachowując największą możliwą neutralność. 

Moja ocena: 4/6

Åsne Seierstad, Einer von uns, tł. Frank Zuber, Nora Pröfrock, 544 str., Kein & Aber Verlag 2016.

piątek, 20 sierpnia 2021

"Adas Raum" Sharon Dodua Otoo


Zachęcona zachwytami nad tą książką, zdecydowałam się na audiobook. Około trzysta stron, bardzo ciekawa postać autorki (urodzona w Londynie w rodzinie emigrantów z Ghany, mieszka w Berlinie i pisze po niemiecku), tematyka dotycząca rasizmu, kolonializmu - wydawało mi się, że to będzie idealna książka do słuchania. I tu się pomyliłam. Lektorką jest między innymi autorka i niestety jej sposób czytania mnie drażnił - ze względu na bardzo wolne tempo i nietypowy akcent. Odbiór był trudny jednak ze względu na konstrukcję powieści.

Dodua Otoo umieściła akcję w czterech epokach. W każdej z nich spotykamy inną Adę. W 1459 roku na zachodnim wybrzeżu Afryki Ada rodzi syna, który zaraz umiera, równocześnie przybywają tam portugalscy kolonizatorzy. W 1848 roku w Anglii spotykamy Adę (Lovelace!) - wybitną matematyczkę, która cierpi z powodu mansplainingu. I wreszcie w 1945 w obozie koncentracyjnym Mittelbau-Dora Polka Ada zmuszona jest do prostytucji. Te trzy historie poznajemy z perspektywy kobiet, ale także przedmiotów, takich jak miotła, cela w obozie czy paszport. Bardzo trudno było mi podążać za tą pierwszą częścią powieści. Autorka ciągle zmienia narratorów, perspektywę, historię, wplata inne języki. Nie mogłam się wyzbyć wrażenia, że to językowy i stylistyczny eksperyment. Same historie są zarysowane na tyle krótko, że podczas lektury drugiej części umykają, co, jak się okaże, nie jest złe, bo nie będą odgrywać większej roli. 

Druga część to opowieść o Adzie, która spełnia marzenia ojca i wyjeżdża na studia do Berlina. Tutaj zachodzi w ciążę, która jest wynikiem gwałtu w związku. Cała narracja opiera się na poszukiwaniu przez nią mieszkania, w którym pomaga jej przyrodnia siostra. Ciemnoskóra kobieta w zaawansowanej ciąży nie ma szans na znalezienie czegokolwiek - tutaj autorka sięga po wszystkie stereotypy, jakie tylko dało się wyciągnąć, opisują cały szereg kuriozalnych spotkań, wtaczania się po schodach, biegania od terminu do terminu. Tutaj także cała powieść nabiera sensu, który jednak nie jest dla mnie ani odkrywczy, ani nowatorski. Nie przekonało mnie też połączenie obu części książki. 

Mimo że wyrażam się tu o tej powieści dość krytycznie, polecam ją. Bo to książka o kobietach, bo to książka o kobietach w różnych miejscach, a zwłaszcza w Berlinie. Bo zaciekawiła mnie postać autorki. Bo poważyła się na powieść dość karkołomną konstrukcyjnie i w zasadzie nowatorską, choć tu do końca nie jestem pewna, na ile użyte motywy to celowy (udziwniający) zabieg. Polecam ją wreszcie, bo ciekawa jestem, co z tej powieści wyczytają inni.

Moja ocena: 4/6

Sharon Dodua Otoo, Adas Raum, czyt. Sharon Dodua Otoo, Dela Dabulamanzi, 319 str., Argon Hörbuch 2021.

czwartek, 19 sierpnia 2021

"Trylogia kopenhaska" Tove Ditlevsen

 


Proza Tove Ditlevsen, niedawno ponownie odkryta, cieszy się ogromnym zainteresowaniem w Niemczech, a i w Polsce niebawem zostanie wydana. Ja zdecydowałam się na pierwszy tom trylogii kopenhaskiej, poniekąd na próbę. Autorka w trzech kolejnych książkach opowiada o swoim dzieciństwie, dorastaniu i uzależnieniu. Dzieciństwo Tove przypadło na lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku. Urodzona w rodzinie robotniczej dziewczynka od początku dotkliwie odczuła, jak te dwa fakty determinują jej życie. Starszy brat ma możliwość kształcenia się z racji bycia chłopcem, a nie dzieckiem bardziej uzdolnionym. Tove ze swoim dzieciństwem walczy sama. Tak, walczy, bo dzieciństwo jest dla niej tworem, postrachem, czymś, co tłamsi ją każdego dnia. Dziecko pozbawione troskliwych uczuć, często pozostawione same sobie, traktowane jako głuptas, który niczego nie rozumie, ale któremu także nic się nie wyjaśnia, nie ma prawa rozkoszować się dzieciństwem. 

Tove to nietypowa dziewczynka, która spędza czas na czytaniu książek (czytać i pisać nauczyła się sama), pisaniu wierszy i obserwowaniu. Trudno jej zrozumieć wiele zachowań dorosłych, nikt jednak nie poświęca jej czasu na wyjaśnienie zawiłości świata. Gdy rozpoczyna szkołę, znajduje w nauczycielce i bibliotekarce osoby spoza rodziny, które stanowią kolejne punkty odniesienia. To w zasadzie bardzo smutna opowieść o dzieciństwie pozbawionym miłości i zrozumienia, równocześnie bardzo dotkliwie ukazująca, jak całkiem niedawno rola kobiet sprowadzona była do funkcji służebnej mężczyźnie oraz prowadzenia domu i wychowywania dzieci. W takim społeczeństwie bardzo trudno było dorastać uzdolnionej, cichej dziewczynce. 

Proza Ditlevsen jest zgrabna, jeśli można w ogóle tak opisać jej zdania. Autorka cytuje mnóstwo wierszy, które napisała w dzieciństwie, bardzo dojrzałych nota bene, które mają spory wpływ na odbiór tekstu, również bardzo poetyckiego. Mimo to Ditlevsen nie zainteresowała mnie na tyle, bym chciała kontynuować tę trylogię, aczkolwiek tego nie wykluczam. W moim odczuciu nie jest to powieść odkrywcza, kuriozalnie fragmentami przypominała mi Genialną przyjaciółkę Eleny Ferrante (ta zaś powieść wcale do mnie nie trafiła). Najbardziej jednak uwierało mnie to, że Ditlevsen nie ustrzegła się przed projekcją swojego rozumienia świata na jej dziecięce ja. Wiele ze spostrzeżeń dziecka wydało mi się być przefiltrowanych przez spojrzenie dorosłej Tove i chyba to najbardziej przeszkadzało mi w odbiorze tej książki.

Moja ocena: 4/6

Tove Ditlevsen, Kindheit, tł. Ursel Allenstein, 118 str., Aufbau Verlag 2021.

niedziela, 15 sierpnia 2021

"Średni współczynnik szczęścia" David Machado

 


Słyszałyście/-liście o indeksie szczęścia? Na tej właśnie tabelce David Machado zasadził pomysł na swoją powieść. Trzech kolegów boryka się z kryzysem gospodarczym w Portugalii. Almodôvar stracił pracę i siedzi w więzieniu po tym jak zdecydował się na napad na stację benzynową. Daniel również stracił pracę w biurze podróży i z całych sił próbuje się gdzieś zaczepić. Xavier natomiast od lat nie wychodzi z mieszkania, boryka się z agorafobią i depresją. Daniel jako narrator opowiada historię przyjaciół, często prowadząc wewnętrzny dialog z Alomodôvarem, który od momentu pójścia do więzienia nie utrzymuje z nikim kontaktu. To właśnie Xavier trafia na tabelę krajów ułożonych według poczucia szczęścia ich obywateli, a pokazując ją Danielowi daje mu impuls do przemyśleń. U Daniela nic się nie układa - pieniądze kończą się w zastraszającym tempie, żona i dzieci przeprowadzają się do teściów na północ Portugalii, a on ciągle wysyła aplikacje i przegląda ogłoszenia. 

Gdy zamieszkuje w aucie, wydaje się, że gorzej być nie może. Tymczasem przypadkowo na ulicy spotyka syna Almodôvara, który wpadł w złe towarzystwo. Daniel postanawia pomóc chłopcu i pracującej ponad siły matce. Początkowo obserwowanie codziennych zmagań Daniela jest dość nużące, ale z czasem byłam ciekawa, czy uda mu się ogarnąć swoje życie i podwyższyć własny współczynnik szczęścia. Jego rozważania na temat tego, od czego owo poczucie zależy są ciekawe. Mimo złej sytuacji ekonomicznej, Daniel wciąż szacuje swoje szczęście dość wysoko w przeciwieństwie do dziewięcioletniego syna, który pragnie odnaleźć spełnienie w przejściu na buddyzm.

Ta pozornie prosta powieść staje się z czasem niezwykle ciekawa. Opisy codzienności kryją bowiem wiele ciekawych wątków. Machado ukrywa tutaj głębsze rozważania na temat kondycji świata - kompulsywnie wyszukająca negatywne słowa w prasie córka Daniela jest tutaj postacią kluczową. Dziewczyna trafnie zauważa, że współczesne media pełne są negatywnych doniesień, które stoją w głębokim kontraście z poczuciem szczęścia przez zwykłego obywatela. Na pierwszym miejscu rankingu znalazła się przecież Kostaryka, która nie jest pierwszym krajem, który przychodzi na myśl, gdy myślimy o dobrobycie i szczęśliwym życiu. To również powieść o altruizmie i pomocy drugiej osobie. To właśnie Almodôvar wpada na pomysł utworzenia strony internetowej, na której ludzie proszący o pomoc i chętni do pomocy mogą się odnaleźć. Altruizm każe Danielowi zrezygnować z możliwości pracy, by pomóc dawnemu nauczycielowi matematyki czy kobiecie, która umieściła prośbę o pomoc na stronie Almodôvara, a przede wszystkim Vasco, synowi przyjaciela i jego matce. Daniel nie potrafi odmówić, traci w ten sposób potencjalne szanse na znalezienie pracy, ale równocześnie zyskuje wdzięczność i przyjaźń innych. 

Wraz z tokiem lektury coraz bardziej doceniałam tę książkę, która równocześnie wiele mówi o portugalskiej mentalności i skłania do przemyśleń na temat tego, co daje nam szczęście.

Moja ocena: 4,5/6

David Machado, Średni współczynnik szczęścia, tł. Wojciech Charchalis, 328 str., Wydawnictwo Ezop 2020.

piątek, 13 sierpnia 2021

"TransAtlantic" Colum McCann

 


Ta książka to moje drugie spotkanie z prozą Columa McCanna i raczej ostatnie. Okazuje się, że zupełnie nie pasuje mi styl Irlandczyka, co więcej nie poruszają mnie opowiadane przez niego historie.

Ta powieść zasadza się na wydarzeniach z trzech różnych okresów. W 1919 roku dwóch pilotów wyrusza w pierwszy lot nad Atlantykiem, z USA do Irlandii. To szansa na szybsze połączenie obu kontynentów oraz udowodnienie, że samoloty mogą służyć do czegoś innego niż działania wojenne. W 1845 do Irlandii przybywa Frederick Douglas - zbiegły niewolnik, by orędować za zniesieniem niewolnictwa. Pod koniec XX wieku natomiast amerykański senator angażuje się w rozmowy pokojowe w konflikcie irlandzkim,
Początkowo byłam zdezorientowana i nie rozumiałam zamysłu autora, nie widząc połączenia między tymi opowieściami. Irlandczyk jednak stopniowo zamyka luki czasowe oraz łączy ze sobą postaci drugoplanowe tych historii, stopniowo wysuwając je na pierwszy plan. Otóż to niepozorna Lily Duggan, która zainspirowana przemowami Douglasa opuszcza biedną i dręczoną głodem Irlandię, stanie się główną bohaterką. Ona i jej córki będą stanowiły nic przewodnią opowieści, która pozwoli autorowi na ukazanie przemian społecznych oraz silnych kobiecych charakterów oraz na zbudowanie osi między USA a Irlandią.

To powieść o wojnie - secesyjnej, pierwszej, konflikcie zbrojnym w Irlandii, o głodzie, biedzie i walce o przeżycie i przetrwanie. Jak wyżej napisałam to powieść o kobietach, mimo że trzy początkowe wątki traktują o mężczyznach, to jednak są one tylko zahaczeniem, początkiem historii. Pewnie dlatego też ta część książki mnie nudziła, jak to często bywa, gdy czytam o mężczyznach. Dopiero opowieść o zwykłych kobietach, które nie dokonują ważnych dla ludzkości czynów, lecz dbają o jej podtrzymanie mnie zainteresowała.  Te na pozór zwykłe historie o normalnym życiu są o wiele ciekawsze od tych, w których mężczyźni dokonują ważnych czynów. Czy będzie to Lily, która z analfabetki staje się bizneswoman, czy jej córka, która zostaje dziennikarką, mimo rzucanych jej przez mężczyzn kłód, czy też wnuczka, która staje się fotografką, a może ostatnia z rodu Hannah, która pozostaje na świecie całkiem sama - każda z nich jest pełnokrwistą postacią, która wie, co to znaczy przezwyciężać problemy.

Mimo że przesłanie tej książki jest jak najbardziej moje, to nie odnajduję się w narracji Irlandczyka, nie zachwycam jego stylem i nie potrafię utrzymać zainteresowania w trakcie lektury. 

Moja ocena: 3/6

Colum McCann, Transatlantik, tł. Dirk van Gunsteren, czyt. Wolfram Koch, Gabriele Blum, 384 str., Argon Verlag 2014.

czwartek, 12 sierpnia 2021

"Lizbona. Miasto, które przytula" Weronika Wawrzkowicz-Nasternak, Marta Stacewicz-Paixão


Nietrudno się domyślić, dlaczego kupiłam tę książkę. W ostatnim czasie byłam w Lizbonie kilkanaście razy, a wolny czas spędzałam przemierzając nieznane mi dzielnice. Nie te turystyczne, lecz takie zwykłe, zamieszkane przez Lizbończyków. Chodziłam ulicą za ulicą i oglądałam domy, parki, architekturę, azulejos (pokrywające fasady płytki), calçadę (układana we wzory kostka brukowa)... Ta książka miała uzupełnić moją wiedzę, chciałam się dowiedzieć, jak to miasto odbierają inni, wysłuchać opowieści tych, którzy znają je lepiej. 

Zastanawiacie się więc pewnie, czy książka spełniła moje oczekiwania? Tak i nie. Ilość podkreśleń i zaznaczeń świadczy sama za siebie - nie są to jednak sprawy zupełnie dla mnie nowe. Zatrzymałam się przy pojedynczych słówkach czy zwrotach, których nie znałam, przy ciekawostkach, wspomnieniach nieznanych mi budynków, odwołaniach do innych książek. Jako że Weronika Wawrzkowicz-Nasternak porusza się głównie po szlakach turystycznych (najczęściej jest to Alfama), mogłam zakreślić odwołania do jej miejsc, bo faktycznie tam rzadziej bywam. Rozwodzę się jednak nad szczegółami, a pewnie oczekujecie informacji o całokształcie. Nie jest to więc przewodnik, to raczej opowieść, gawęda o stolicy Portugalii. Większość rozdziałów to wywiady Wawrzkowicz-Nasternak z Martą Paixão lub innymi osobami. Marta jest przewodniczką po portugalskim świecie, języku, ciekawostkach, smaczkach z portugalskiej codzienności. Mieszkała wiele lat w Lizbonie, miała okazję zatopić się w portugalską kulturę dzięki mężowi i jego rodzinie  i to właśnie ona pozwala współautorce wyjść poza typowe ścieżki turystki. Autorki rozmawiają więc najpierw o języku, stosując bardzo nowatorską transkrypcję portugalskich słów. Po prostu opisują wymowę za pomocą fonetyki języka polskiego, co dla laika może być pomocne, niestety zabrakło tu konsekwencji, a dla mnie jako filolożki było denerwujące. 
Kolejne rozdziały to opowieści o życiu codziennym, sąsiedzkim na lizbońskich ulicach, o kulinariach (tutaj to wywiad z kucharzem Davidem Gaboriaudem oraz znanym propagatorem kultury portugalskiej Januszem Andraszem), o muzyce, są wycieczki historyczne, polityczne, a także wspomniane są ważne osobistości portugalskie (od José Saramago po markiza Pombala). 

Wszystkie rozdziały informacyjne to wywiady, które przelatane są krótkimi rozdzialikami - impresjami Wawrzkowicz-Nasternak. Ich treścią może być opowieść o bibelocie, na który trafiła w jakimś zakurzonym sklepiku albo impresja z podróży, scena, którą zaobserwowała na lizbońskiej ulicy. Czy te fragmenty są w tej książce potrzebne, niech każdy sam rozsądzi. W moim odczuciu nie musiałoby ich być, mają swój urok, podtrzymują konwencję gawędy, ale w takiej formie bardzo trudno ustrzec się górnolotności. 

Czy jest to więc książka dla kogoś, kto planuje pierwszą podróż do Lizbony? Moim zdaniem - nie. To zdecydowanie rzecz dla kogoś, kto Lizbonę już pokochał i chce zagłębić swoją wiedzę albo wrócić do miasta myślami i wspomnieniami. Dla kogoś, kto do miasta jedzie po raz pierwszy książka zbyt skupia się na szczegółach, jest zbyt chaotyczna, zbyt, powiedzmy, insiderska. 

Ogromną zaletą tej publikacji jest piękne wydanie - np. takie smaczki jak wklejki ze wzorem z azulejos i powtórzenie tego motywu przy numerach stron. Mnóstwo tu świetnych, klimatycznych fotografii, które często lepiej przenoszą do Lizbony niż sama treść. 

Dla mnie to była urocza lektura, częściowo pouczająca, ale raczej nie nostalgiczna, przecież w każdej chwili mogę w trzy godziny znaleźć się nad Tagiem. 

Moja ocena: 4,5/6

Weronika Wawrzkowicz-Nasternak, Marta Stacewicz-Paixão, Lizbona. Miasto, które przytula, 388 str., Wielka Litera 2019.

środa, 11 sierpnia 2021

"Gefährliche Empfehlungen" Tom Hillenbrand

 


Niedawno zdecydowałam się na wysłuchanie kolejnego, już piątego, tomu o Xavierze Kiefferze. Musiałam zrobić sobie strategiczną przerwę, bo ten cykl nie jest jednak aż na tyle fascynujący, by słuchać go ciągiem. To raczej książki z serii dość przyjemnych, często pouczających, jeszcze częściej uroczych, ale na pewno nie są to wciągające bez reszty kryminały. 

Xavier Kieffer nadal pali na potęgę swoje luksemburskie papierosy, nadal jest wierny swojej starej nokii i oczywiście nadal popija wino z kolegą z komisji europejskiej - Pekką. I takie życie toczyłoby się spokojnie dalej, gdyby nie wielkie otwarcie nowej siedziby przewodnika kulinarnego Gabin. Partnerka Xaviera - Valerie zorganizowała raut z wielką pompą, oczekiwany jest nawet sam prezydent. Imprezie towarzyszy ekspozycja starych publikacji przewodnika, wśród których znalazło się nie całkiem legalnie wypożyczone z biblioteki narodowej wydanie z roku 1939. Okazuje się bowiem, że to bardzo rzadki egzemplarz, co potwierdzą wydarzenia podczas otwarcia. Najpierw gwałtowny protest weganina psuje atmosferę, a nagłe wyłączenie prądu powoduje kompletny chaos, podczas którego ginie rzeczona książka. Kieffer zaczyna drążyć, nie daje mu spokoju wątpliwość, dlaczego akurat to wydanie jest tak rzadkie. Gdy się okazuje, że niemal wszystkie znane egzemplarze z 1939 roku zaginęły, jego ciekawość sięga zenitu. Co więcej w sprawę ponownie zamieszany jest znajomy Valerie, były burmistrz Paryża, a już teraz prezydent Francji. Xavier zaczyna badać sprawę, a gdy zdobywa jeden z egzemplarzy staje się celem ataków służb specjalnych co najmniej dwóch krajów. 

Pisałam, że kryminały Hillenbranda są przede wszystkim pouczające - tutaj też wyłuskałam sporo wiadomości na temat historii przewodnika kulinarnego, który oczywiście jest odpowiednikiem słynnego Michelina. Najciekawsza jest sama historia powstania tej publikacji, postać jego twórcy, a także wykorzystanie zawartych w przewodniku map podczas II wojny światowej i to przez obie strony, czyli Niemców i Amerykanów. Autor wprowadza nawet rozdziały, których akcja rozgrywa się w czasie wojny, co daje czytelniczce i czytelnikowi pewną przewagą względem kucharza. Sam wątek kryminalny nie jest aż tak ciekawy a ciągle kopcący Kieffer czasem nudzi. Przed kolejnym tomem zrobię sobie więc przerwę, ale do Luksemburga na pewno wrócę, choćby po to, żeby poczytać o przeróżnych mniej lub bardziej wykwintnych potrawach.

Moja ocena: 3,5/6

Tom Hillenbrand, Gefährliche Empfehlungen, czyt. Gregor Weber, 416 str., Audible Studios 2017.

wtorek, 10 sierpnia 2021

"Pan Kamienia Wschodu" Joanna Lampka

 


Nie przepadam za fantasy (poza Pratchettem oczywiście, tak, wiem, powtarzam się), ale jeszcze bardziej nie lubię czytania kontynuacji cyklu rok po lekturze pierwszej części. Gdybym czytała kilka książek rocznie, może bym pamiętała wszystkie szczegóły pochłoniętych lektur, ale przy moim przerobie jest to, powiedzmy, trudne. Przyznam, nie było tak źle, pamiętałam sporo z pierwszego tomu, wszak mi się podobał, ale bałam się, że Lampka od początku wyskoczy z nawiązaniami do szczegółów, a ja będę musiała zrzucić ponownie na czytnik pierwszą część i wrócić do lektury. Otóż nie obrzuciłam autorki stekiem niecenzurowanych słów, bo w narrację weszłam jak nóż w stojące całą noc w kuchni masło. Chwilę musiałam się zorientować, jaki okres czasu dzieli nas od poprzednich wydarzeń, ale potem lektura poszła jak z płatka. Nic dziwnego zresztą, Lampka przekonała mnie już nie jeden raz, że jej proza żre jak mało co. 

Aline wróciła więc na królewski dwór swojego ojca, gdzie musi dostosować się do kostycznych zwyczajów i stać się wzorem cnót niewieścich. Trochę trudno zachować pozory jak się jest w ciąży i nie chce się tej ciąży pozbyć. Co gorsza sprawcą zamieszania jest syn największego wroga. Należy więc szybko zaaranżować małżeństwo z przybranym bratem i wieloletnim kochankiem Aline. Niestety sprytny plan się nie powiedzie i w kraju wybuchną zamieszki. Aline ucieka i skrywa się na nieprzyjaznej północy. Tam, gdzie klimat jest niegościnny, a ludzie nieufni, gdzie na respekt trzeba sobie zasłużyć, najlepiej siłą i sprytem, gdzie nikt nie potrafi działać w grupie, bo to świat samych indywidualistów. Nie warto pisać więcej o fabule, pewna jestem, że same/sami sięgniecie po tę książkę, zwłaszcza jeśli czytaliście pierwszy tom.

Wolę parę słów poświęcić autorce. Lampka nie zasadza się tylko na jednej konwencji. Napisałam wprawdzie wyżej, że ten cykl to fantasy i owszem mamy tu dobrze przemyślany świat i wiele fantastycznych elementów, ale autorka czerpie pełnymi garściami z innych gatunków literackich. Są tu elementy romansu, powieści politycznej, jest wątek niemal kryminalny, a to wszystko podlane dużym poczuciem humoru i sarkazmem, czyli tym, co króliki lubią najbardziej. Aline to silna postać, ale umie pozwolić sobie na słabość, łzy i zwątpienie. Równocześnie nie waha się przed ryzykiem, podejmuje decyzje, walczy o swoje przekonania i wie, czego chce. Nie zawsze potrafiłam współodczuwać z bohaterką, ale ta bardzo prokobieca, feministyczna wręcz kreacja bardzo mi pasuje. No i seks. Kurczę, jak Lampka umie pisać o seksie, chapeau bas! 

Największym atutem tego cyklu są silne, dobrze zarysowane postaci oraz kreacja całkiem nowego świata z licznymi nawiązaniami do wielu krajów. Autorka czerpie pełnymi garściami z różnych kultur, kompiluje te informacje, tworząc swoje własne uniwersum. Sporą przyjemność sprawa mi wyszukiwanie tych smaczków i zastanawianie się, czy trafiłam w zamysł autorki. 

Nie trudno się domyślić, że nie porzucę lektury tego cyklu i tylko mam nadzieję, że tym razem autorka szybciej opublikuje kolejny tom!

Moja ocena: 5/6

Joanna Lampka, Pan Kamienia Wschodu, 296 str., Wydawnictwo AlterNatywne 2021.

niedziela, 1 sierpnia 2021

Stosikowe losowanie - sierpień 2021

 

Guciamal wybiera numer książki dla Maniiczytania (w stosie 17 książek) - 11
Maniaczytania wybiera numer książki dla ZwL (w stosie 1200 książek) - 44
ZwL wybiera numer książki dla Anny (w stosie 275 książek) - 113
Anna wybiera numer książki dla Gucimal (w stosie 60 książek) - 1